Kintsugi – filozofia złotych blizn

Miseczka pękła w odłamków stos – taki los. Japoński siogun Yoshimasa Ashikaga, nie mogąc się pogodzić z tym, że jego ulubiony przedmiot obrócił się w kupkę gruzu wysłał te skorupy do naprawy do Chin. Tam najlepsi rzemieślnicy usilnie próbowali jakoś zaradzić nieszczęściu – połączyć znów łupiny w jedno, posklejać odłamki, załatać szczerby, ukryć ślady rozbicia. Skutek tego był jednak dość żałosny – miseczka wróciła do sioguna na metalowych protezach – ni to ładnych, ni praktycznych. Tak ceniony niegdyś przedmiot wyglądał teraz jak największe dziadostwo – tandetna sklejka, jakieś sterczące druty – próby ukrycia szkody zmieniły niegdyś piękną miseczkę w paskudną poczwarkę.

Ashikaga_Yoshimasa

Siogun z niesmakiem rzucił okiem na owoc wysiłków Chińczyków i natychmiast zlecił swoim poddanym znalezienie lepszego sposobu naprawiania ceramiki. Japońscy rzemieślnicy głowili się i troili, co by z większą gracją posklejać rozbite naczynia. Wreszcie znaleźli rozwiązanie. Tak narodziło się kintsugi – japońska sztuka łączenia złotem tego, co rozbite.

Kintsukuroi_Img1

Podczas gdy Chińczycy za punkt docelowy uznali ukrycie powstałej szkody, japońscy rzemieślnicy przyjęli odwrotną postawę – nie da się cofnąć czasu i wrócić do stanu przedmiotu sprzed momentu rozbicia, nie da się scalić bez śladu tego, co zostało złamane. Zamiast więc ukrywać skutki tego, co się stało, Japończycy postanowili te niedoskonałości nie tylko wykorzystać, ale wręcz wyeksponować. Kintsugi to technika łączenia rozbitych naczyń laką zmieszaną z metalami szlachetnymi, w tym złotem – a przedmioty w ten sposób naprawione mają większą wartość, niż miały przed powstaniem szkody. Złote blizny nie ujmują ich cenie – wręcz przeciwnie – stanowią ich wartość dodaną.

Jak wiele elementów w japońskiej kulturze, kintsugi wykracza daleko poza swoje dosłowne znaczenie. Na bazie symboliki lepienia ceramiki zbudowano również koncept filozoficzny, który przekłada składanie rozbitych skorupek, na nasz człowieczy grunt.

Każdy z nas wolałby zachować siebie w stanie nienaruszonym – zachwycać doskonałością, czystą symetrią, błyszczeć w słońcu i pachnieć nowością. Prędzej czy później jednak i my pękniemy w odłamków stos – taki los.

Rozbić się można na tysiąc sposobów – jedni pękną pod wpływem presji, czy pod ciężarem życia, inni się stłuką przez złe decyzje – swoje, lub innych. Wyszczerbi nas głupota, skruszy choroba, nadgryzie czas. Ktoś złamie serce, ktoś skruszy dusze, przeszyje nas ból, rozprują katusze. Nie da się cofnąć czasu i wrócić do stanu sprzed momentu rozbicia, nie da się scalić bez śladu tego, co zostało złamane. I tak jak z tą miseczką – możemy kamuflować zaistniałą szkodę – chować niedoskonałości za dziadowską sklejką i drucianymi protezami, lub udźwignąć los godnie – zabliźnić się złotem. I o ile każdy jest inną skorupką i każdy się rozsypie w unikalną kupkę gruzu, to kleić się z powrotem możemy tą samą laką – paradoksalnie więc to, co nas łamie od środka jest dokładnie tym, co łączy nas z innymi.

Untitled design (14)

Kintsugi jest małym odłamkiem sklejonym złotem w szerszy koncept filozofii wschodniej zwanej wabi – sabi. Bardziej niż doskonałość celebruje ona autentyczność – każe dostrzegać piękno w niedoskonałościach – w tym co zwykłe, tymczasowe, nietrwałe, kruche. W tym co się rozbiło na tysiąc kawałków i skleiło z powrotem do kupy. Jak zgodnie twierdzą dwaj moi ukochani geniusze – Friedrich i Kanye – „co Cię nie zabije, to Cię wzmocni„. Choćby więc i z tego powodu nasze złote blizny, jak te żyłki na glinianych garnkach, nie są żadną ujmą, a raczej stanowią wartość dodaną.

Paige Bradley - Expansion

 


Przypisy:

KRZYKNIJ:Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Share on RedditEmail to someoneshare on Tumblr