Memento mori

 

Ciemność, ból, niepokój, smutek i cierpienie w muzyce wyraża się w skali molowej. I tak jak nie wiem po cholerę nam ten cały Weltschmerz w rzeczywistości, tak w muzyce doskonale rozumiem po co nam smutne dźwięki – to one nadają melodiom wymiary, głębię, to one są w stanie przeszyć Cię na wskroś i dotknąć od środka, w odróżnieniu od radosnych dźwięków w skali durowej, które pląsają na zewnątrz i mile łaskoczą powierzchnię.

I tak jak dobra kompozycja wymaga zręcznego przeplatania akordów ściegiem za igłą – z wierzchu pod spód i na górę, tak też dobra kompozycja myśli splata radość ze smutkiem, ciemność ze światłem, życie ze śmiercią. Ograniczyć umysł do myśli w skali mol – to złożyć rękawice i się poddać, wszystko sprowadzić do radosnych dźwięków – to stchórzyć intelektem, zdezerterować z rzeczywistości.

Dlatego lubię ten przełom października i listopada, kiedy dualizm świata pogrubia swe kontury. Kiedy strach jest podstawą zabawy – jak na Halloween, a śmierć punktem odniesienia do refleksji nad życiem – jak w Zaduszkach. Wszystko zgrabnie splata się we wschodni symbol yin yang – nic nie jest całkowite, przeciwieństwa się przeplatają: pamięć o zmarłych jest krztą życia mimo śmierci, pamięć o końcu zaś – krztą śmierci w życiu.

Gdy miałem 17 lat przeczytałem cytat, który brzmiał mniej więcej tak: „Jeśli żyjesz tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim, to pewnego dnia z całą pewnością będziesz mieć rację”. Zrobiło to na mnie wrażenie i od tamtej pory przez ostatnie 33 lata, patrzę w lustro każdego ranka i zadaję sobie pytanie: Czy gdyby dzisiejszy dzień był tym ostatnim, to czy wciąż chciałbym spędzić go robiąc to, co zamierzam dziś robić? I zawsze gdy odpowiedź brzmi „nie” przez zbyt wiele dni z rzędu, to wiem, że muszę coś zmienić. Pamięć o tym, że niedługo będę martwy jest najbardziej pomocnym narzędziem jakie kiedykolwiek znalazłem w podejmowaniu trudnych decyzji w życiu. Bo niemalże wszystko – zewnętrzne oczekiwania, duma, strach przed ośmieszeniem czy porażką – wszystko to odpada w obliczu śmierci, zostawiając jedynie to, co jest prawdziwie ważne. Pamiętanie o tym, że umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam, by uniknąć pułapki jakim jest myślenie, że masz coś do stracenia. I tak jesteś nagi – nie ma żadnego powodu by nie iść za głosem serca. […]

Nikt nie ma ochoty umierać. Nawet ludzie, którzy chcą iść do nieba, nie chcą umrzeć by się tam dostać. A jednak śmierć jest celem ku któremu wszyscy zmierzamy, nikt nigdy jej nie uciekł. I tak też być powinno – bo śmierć jest najlepszym wynalazkiem życia, jest jego pośrednikiem zmiany – usuwa to co stare by nowemu dać miejsce. Aktualnie nowym jesteś Ty, lecz pewnego dnia w całkiem niedalekiej przyszłości też się zestarzejesz i zostaniesz uprzątnięty. Przepraszam za dramatyzm, ale to prawda.

Twój czas jest ograniczony, więc nie marnuj go żyjąc czyimś życiem. Nie daj się złapać w dogmat, którym jest życie wynikłe z myśli innych ludzi. Nie pozwól by hałas cudzych opinii zagłuszył twój wewnętrzny głos i co najważniejsze – miej odwagę podążać tam gdzie każe Ci serce i intuicja – w jakiś sposób one wiedzą kim na prawdę chcesz się stać. Wszystko inne jest wtórne.”

Steve Jobs

Większość ludzi, których przyszło nam poznać wciąż toczy swój żywot, co zaburza nam głęboko codzienną percepcję rzeczywistości. Przyjmujemy bowiem, na podstawie błędnej próby, że życie jest normą. Wszyscy w tym względzie mamy tendencję do ograniczania się do naszej mikro-skali, skupienia na detalu, zamiast na ramach. W szerszej perspektywie jednak, to śmierć jest normą, a życie tylko iskierką, krótką ścieżką dźwiękową, co od pierwszego krzyku niczym funkcja matematyczna dąży do ciszy.

Pamięć o końcu utworu, jest tym co nadaje mu strukturę, ponagla do świadomej kompozycji. Możemy przegrać swoje życie próbując usilnie zsynchronizować je z zastaną rzeczywistością, lub przyjąć własną linię melodyczną – zsynchronizować życie z tym co gra nam w duszy. Nie ma więc co się bać kostuchy – jej małe kostki mogą nam wybijać rytm w głowie, jak kastaniety. Wciąż przyjdzie nam zmierzyć się z tym co mroczne i ciemne w życiu – z bólem, cierpieniem, niepokojem, chorobami – smutne dźwięki komponują się jednak pięknie z tymi w skali durowej, nawet jeśli bolesne, nadają głębi melodii życia.

KRZYKNIJ:Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Share on RedditEmail to someoneshare on Tumblr