Nietykalni

Kilka lat temu Andrzej Lepper z mównicy sejmowej ujawniał  powiązania naszych polityków z mafią i służbami – bez owijania w bawełnę, od prawa do lewa, pełnymi nazwiskami oskarżał „polityczne elity”o robienie brudnych interesów kosztem państwa polskiego i o to, że finansowani są przez podmioty zagraniczne, które swoje marionetki chętnie obsypują dolarami w zamian za posłuszeństwo. Mówił też o tym, że w Klewkach helikopterami lądują afgańscy talibowie – media więc zgodnie chwyciły ten jeden wątek, by z pana posła zrobić wariata, ostaniego szura, spiskowca. Ta jedna wypowiedź według medialnej narracji dyskredytowała go w takim stopniu, że nasi politycy znów mogli czuć się komfortowo – w końcu oskarżenia wysuwane pod ich adresem musiały być tak samo prawdziwe jak talibowie w Klewkach. Po latach się okazało, że Afgańczycy faktycznie na Warmii lądowali, a nawet więcej – to właśnie tamtejszych okolicach zbudowano tajne więzienia CIA w których torturowano więźniów w sposób sprzeczny z postanowieniami porozumień międzynarodowych, których Polska jest stroną. Przeprowadzono w tej sprawie śledztwo, a na Polskę nałożono karę. Ale jakoś nikt już nie wrócił do analiz pozostałych wypowiedzi Leppera, nikt nie zapytał, czy może obca służba CIA w Polsce może sobie robić co chce, poza jakąkolwiek kontrolą i wbrew obowiązującemu prawu właśnie w związku z tymi dolarami, którymi obsypywani są przynajmniej niektórzy z naszych polityków.

Jakiś czas temu na profilu Przeczywistości na Facebooku opublikowałam zeznania świadka, do którego dotarł pan Paweł Bednarz z Fundacji im. Dobrego Pasterza.

 

Zeznania te są szokujące na dwóch poziomach. Po pierwsze chodzi o samą treść – o kaliber oskarżeń jakie na nagraniu padają. Świadek twierdzi, że zleceniodawcą zabójstwa generała Marka Papały był jego następca – generał Jan Michna. Ale na tym oskarżenia się nie kończą. Według słów świadka generał Jan Michna handlował dziećmi, kierował burdelami, trudnił się stręczycielstwem, bielska policja zamieszana jest w handel ludźmi i wykonuje zabójstwa na zlecenie, a cieszyńscy pogranicznicy „przerzucali” porwane z ulicy dzieci przez granicę do Czech, skąd transportowane były dalej do Włoch. Drugi poziom na którym zeznania świadka są szokujące to to, że według jego słów jest więcej osób gotowych zeznawać w tej sprawie i potwierdzić te informacje, że na to wszystko są dowody, że wielokrotnie składane były zawiadomienia w tych sprawach, lecz prokuratura konsekwentnie odmawiała wszczęcia śledztwa.

„Jeśli nie czytasz gazet – jesteś niedoinformowany. Jeśli je czytasz – to jesteś dezinformowany”

Żadne media nie uznały tego tematu za istotny. Te z prawej strony prześcigają się w tym, kto bardziej nienawidzi muzułmanów, te z lewej ścigają się w nienawiści do Kaczyńskiego. Nikt nie zadał sobie trudu by temat poruszyć, spróbować zweryfikować podawane informacje, dotrzeć do świadka. Kilka dni temu na stronie Weszlo.com ukazał się wywiad z Sylwestrem Latkowskim w którym skomentował on udostępniony przeze mnie materiał:

„Można powiedzieć, że w ogóle dziennikarstwo śledcze w Polsce nie wychodzi. Światem rządzi fake news, bo nikt nie wejdzie w zastrzeżone archiwum „Polityki”, skoro na darmowym Youtube ktoś mówi mu, co ma o czym myśleć. W tamtym tygodniu dostałem SMS-a od bardzo poważnej osoby. To był sześciominutowy filmik. Pada w nim nazwisko komendanta, który miał zlecić zabójstwo Papały. „Sylwester, co ty na ten temat sądzisz?” – zapytał znajomy. Doszedłem do wniosku, że stąd właśnie fenomen takich ludzi jak Stonoga. Prezentują subiektywną wersję rzeczywistości, którą traktuje się jako prawdę objawioną.”

Według słów pana Sylwestra o prawdziwości albo fałszu danej informacji zaważa jej źródło. Jeśli jest nim filmik na youtubie, to jest to z automatu fake news i „subiektywna wersja rzeczywistości”. Po przeciwnym biegunie jest „archiwum Polityki” – której treści, wnioskując a contrario, przedstawiają prawdę o rzeczywistości w sposób obiektywny. Trzeba więc traktować jako obiektywnie prawdziwe drukowane przez Politykę, za Buzzfeedem (!), wymyślone dla beki przez internetowego trolla dokumenty o Trumpie bawiącym się z prostytutkami w Moskwie i o „złotym deszczu”, czyż nie? Musi być prawdziwa narracja o rosyjskich hakerach, którzy włamali się do serwerów partii Demokratycznej i zmienili los amerykańskich wyborów. Co prawda od roku nikt nie zdołał przedstawić w tej sprawie nawet cienia dowodu, a Demokraci z jakiś powodów odmawiają FBI dostępu do serwerów, ale czyż za dowód nie wystarczy nam „zastrzeżone archiwum Polityki”? Skoro oni tę narrację pompują bez ustanku, to przecież nie może być inaczej. Wyszukanie w archiwum Polityki nazwiska Seth Rich daje wynik „zero” – czyli doszukiwanie się związku między zabójstwem pracownika sztabu Demokratów, a wyciekiem maili udowadniających machlojstwa partii musi być jeno „subiektywną wersją rzeczywistości”. Idąc dalej – cofnięcie akredytacji Krajowemu Ośrodkowi Adopcyjnemu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci musi być „szatańskim pomysłem ministerstwa” – skoro tako rzecze Polityka. I nie wiem czy nie przyczynię się tu do pewnego dysonansu poznawczego u, mimo wszystko bardzo szanowanego przeze mnie dziennikarza, ale według archiwum Polityki, panie Sylwestrze – to nie zachowania Kamila Durczoka zniszczyły jego karierę, ale gazeta, która je ujawniła. A skoro zdecydował się pan sprawę opisać, to jak sugeruje obiektywne, przypominam, archiwum Polityki, musiał się pan kierować „prostą, by nie powiedzieć prostacką, przyjemnością patrzenia na czyjś upadek„.

Mogłabym listę przykładów publikacji fake newsów przez Politykę ciągnąć tu w nieskończoność, ale już chyba dowiodłam błędności stawianej przez pana Latkowskiego tezy. Największym źródłem fake newsów są media głównego nurtu – wszystkie, bez wyjątku. Drukują kłamstwa, manipulują, klecą przeczywistość i to nie przez nieuwagę, czy niedoinformowanie, lecz umyślnie. To one pompują w umysły odbiorców propagandę, narzucają jedyny poprawny wzorzec percepcji i klucz poglądów, fałszują fakty i milczą o tym, co ważne. Podstawiają nam sterowane od góry kukły jako „specjalistów” i „autorytety” by siać zamęt i strach, zaostrzać podziały między ludźmi, żeby ci tak zaaferowali się tą podsycaną według scenariusza nienawiścią, by nigdy nie dostrzegli, co tak na prawdę się dzieje wokół, by nie zadawali pytań, nie podważali tej narzuconej z góry narracji.

Zamiast więc na umysłowym autopilocie odrzucać z góry twierdzenia świadka jako fałszywe, bo ich źródłem jest filmik na youtubie, przyjrzyjmy się im krytycznie, w szerszym kontekście.

Tajemnicza teczka i świadek gotów powiedzieć wszystko

Pan Paweł Bednarz z Fundacji im. Dobrego Pasterza od dłuższego już czasu toczy walkę o wstrzymanie wszystkich adopcji zagranicznych do czasu wyjaśnienia ich zasadności i legalności. Alarmuje rządzących i media, że nikt nie wie co z polskimi dziećmi się dzieje, kiedy drogą adopcji międzynarodowej wywożone są zagranicę, że wiele z nich może trafiać do burdeli, do pedofili i na organy. Może właśnie z tego powodu niedawno ktoś podesłał panu Pawłowi teczkę z dokumentami rzekomo poświadczającymi o całym szeregu nadużyć do jakich dochodzi w Polsce kosztem dzieci. W odróżnieniu od policji, prokuratury i wielu polityków do których panu Pawłowi udało się dotrzeć, ja na razie nie mam dostępu do tych materiałów, nie mogę więc nawet porywać się na próbę weryfikacji ich prawdziwości. Może być tak, że ktoś podrzucił panu Pawłowi teczkę zawierającą prawdziwą bombę informacyjną, która jest w stanie wstrząsnąć całą Polską, bo wiedział, że ten nie pozwoli tej sprawy przemilczeć, że on ten skandal nagłośni i nie będzie się bać poinformować o tym najwyższych organów władzy. Ale trzeba brać też pod uwagę drugą możliwość – że teczka zawiera sfałszowane dokumenty, a jej celem jest dyskredytacja osoby pana Pawła Bednarza, że tak jak „Afgańczycy w Klewkach” mieli unieważnić wszystkie twierdzenia Andrzeja Leppera o naszych rodzimych politykach, tak też treść teczki, ma podważyć wszystkie apele działacza dotyczące konieczności natychmiastowego wstrzymania adopcji zagranicznych.

Ale oprócz samej teczki, jest też świadek, do którego panu Pawłowi Bednarzowi udało się dotrzeć – ten, który wypowiada się na opublikowanym przeze mnie filmiku. Podobnie jak w przypadku teczki z dokumentami, nie jesteśmy w stanie zweryfikować prawdziwości słów które w nagraniu tym padają, ale nie jest też tak, że są to słowa rzucane na wiatr – świadek, przypominam, gotów jest to wszystko powtórzyć przed sądem, gdzie za składanie fałszywych zeznań przewidziana jest kara więzienia. Ale nie tylko z tego powodu słowa świadka zasługują na poważne potraktowanie.

Zabójstwo generała Marka Papały

Niemal 20 lat temu komendant główny policji – Marek Papała po przyjęciu imieninowym u znajomych, miał odebrać z dworca swoją mamę. Pociąg się spóźniał, więc postanowił w międzyczasie na chwilę wrócić do domu. Tam na parkingu pod blokiem został zastrzelony w samochodzie. Zabójca oddał strzał z bliska, prosto w głowę, użyto broni z tłumikiem, pocisk był spiłowany.

Następcą generała Marka Papały na stanowisku komendanta głównego policji zostaje Jan Michna. Jeszcze tej samej nocy powołuje on grupę dochodzeniowo-śledzczą do wyjaśnienia okoliczności śmierci swojego poprzednika. Na jej czele staje  Jerzy Skrycki z Biura Koordynacji Służby Kryminalnej KGP.

Śledztwo od samego początku, na co wskazuje wiele źródeł, prowadzone jest chaotycznie i niedbale. Nie zabezpiecza się miejsca zbrodni ani billingów telefonicznych osób mogących mieć związek ze sprawą, ślady zostają zadeptane przez gapiów, policjantów i polityków, którzy zjeżdząją się na miejsce by na własne oczy zobaczyć, co się stało. Wiele osób się dziwi, że w tak ważnej sprawie, gdzie ginie komendant główny policji popełnia się tak wiele, tak głupich błędów – „tak jakby komuś zależało, aby zadeptano ślady.

Z biegiem czasu zaczynają padać pierwsze oskarżenia – najpierw wobec biznesmena Edwarda Mazura, następnie wobec dwóch gangsterów – Ryszarda Boguckiego i Andrzeja Zielińskiego (pseudonim „Słowik”) o nakłanianie do morderstwa- nie ma jednak wystarczająco silnych dowodów, każda odnoga śledztwa okazuje się więc być ślepą uliczką. Pojawiają się kolejni świadkowie koronni, którzy przedstawiają kolejne, sprzeczne ze sobą wersje – nikt nie wie komu wierzyć, entropia zdaje się przejmować coraz większą kontrolę nad śledztwem, chaos narasta. W kwietniu 2012 roku Prokuratura w Łodzi, której przekazano śledztwo ogłasza, że śmierć generała Marka Papały była przypadkowa i nastąpiła z rąk Igora Ł. – o pseudonimie „Patyk”, który chciał ukraść generałowi samochód. Zarzuty oparte są na zeznaniach świadka koronnego – Roberta P. i według słów oskarżonego są „podyktowane mu przez policję”.

Dwa lata temu znaleziono taśmy VHS które wskazują na to, że to same służby próbowały manipulować śledztwem, że nakłaniały rzekomego „płatnego zabójcę” Marka Papały, do wskazania Edwarda Mazura jako swojego zleceniodawcy.

Na przestrzeni ostatnich, niemal już 20 lat oskarżano kolejne osoby, kreślono różne wersje wydarzeń, przedstawiano wielu świadków, ale nikt nie był w stanie przedstawić spójnej wersji, która spinałaby logicznie wszystkie elementy w całość: wskazując na sprawcę, który miałby realną możliwość i motyw by zamordować Marka Papałę. Nikt też nie znalazł wytłumaczenia, dla nadzwyczajnego wręcz chaosu który rozsadził śledztwo od środka i nieudolności policji i prokuratury w dotarciu do prawdy.

Świadek z filmiku, który udostępniłam jako zleceniodawcę zabójstwa generała Marka Papały wskazuje jego następcę – Jana Michnę. Według słów świadka generał jeszcze za czasów pracy w bielskiej policji zajmował się koordynowaniem szeroko zakrojonej działalności przestępczej – od handlu dziećmi, po zabójstwa i burdele. Generał Marek Papała w swoim krótkim czasie służby na stanowisku komendanta głównego policji konsekwentnie i stanowczo próbował zaprowadzić w szeregach policji porządek:

„Generał Papała radykalnie zwalczał korupcję w policji, doprowadził do zwolnienia wielu funkcjonariuszy. Walczył też z gangami narkotykowymi. Skutecznie zahamował przemyt na przejściu granicznym w Terespolu. Mówi się też, że Marek Papała mógł być przypadkowym, lecz wyjątkowo niewygodnym ze względu na swoje policyjne kwalifikacje, świadkiem drażliwej sprawy bądź przestępstwa.”

Jeśli więc zeznania świadka są prawdziwe, to generał Jan Michna mógł mieć bardzo silny motyw, jak i możliwość zlecenia zabójstwa generała Marka Papały. I jako jeden z nielicznych – jako następca generała miał możliwość takiego pokierowania śledztwem, by nikt nigdy niczego nie odkrył, by śledztwo bezustannie kręciło się w kółko jak ta mucha co wali w szybę, mimo, że obok okno jest otwarte.

Co ciekawe – kilka dni temu pan Tomasz Sekielski odnalazł dowody w sprawie zabójstwa Piotra i Alicji Jaroszewiczów. Prokuratura postanowiła wznowić śledztwo w tej sprawie. Tam też „ślady były zadeptywane” a śledztwo prowadzone było tak, że nic nie wykryto. Tam też osobą kierującą śledztwem był Jerzy Skrycki.

Zaginięcia, czy handel dziećmi?

Kilka lat temu na stronie naszemiasto.pl w regionalnej zakładce Bielska-Białej ukazał się artykuł, w którym autorka zgłębiała sprawę niewyjaśnionych zaginięć dzieci w mieście i okolicach. Dzieci znikały bez śladu, policja nie miała żadnego punktu zaczepnego nawet by ich szukać, maluchy „się dematerializowały„:

„Nie wyjaśniono przyczyn zaginięcia ani jednego dziecka, które zniknęło w naszym regionie w ciągu ostatnich lat. Służby liczą, że sprawy same się kiedyś wyjaśnią. Rodzicom dają namiar do jasnowidza.”

Zeznania świadka do którego dotarł pan Paweł Bednarz rzucają jednak trochę inne światło na tajemnicę zaginięć śląskich dzieci. Według jego słów to bielscy policjanci trudnili się handlem dziećmi, a porywane z ulicy maluchy straż graniczna w Cieszynie przerzucała do Czech, skąd transportowane były dalej do Włoch.

Ludzie często nie dopuszczają nawet myśli, że tego rodzaju praktyki mogą w ogóle mieć miejsce. „To się w głowie nie mieści!„, „To musi być teoria spiskowa!” – oceniają prawdziwość oskarżeń nie w oparciu o fakty, a własne wyobrażenie tego, jaka jest rzeczywistość. Wszystko co odstaje od ich wzorca tego co „możliwe” odrzucają jako kłamstwo i w ten sposób dalej brną w przeczywistość, bo bardzo często rzeczy nie są takimi, jakimi się jawią. Największe okropieństwa często mają miejsce pod przykrywką dobroduszności, świętości, pod autorytetem stróżów prawa, pod przykrywką fundacji, bożych posłanników, czy ratowników. Często najciemniej jest pod latarnią. Czy nikt już nie pamięta afery „łowców skór”? W tym roku Associated Press ujawniło, że służby pokojowe ONZ wysłane na Haiti po trzęsieniu ziemi wykorzystywały seksualnie tamtejsze dzieci. Media ten skandal przemilczały, bo zbyt dużo tu podobieństw do afery #pizzagate – a przecież według medialnej narracji i ona jest „niemożliwa”. Nikt też nie upomniał się o 10 000 dzieci uchodźców, które przepadły gdzieś w Europie – ot widocznie niektóre dzieci, tak jak te z Bielska – „się dematerializują„, a policja jest bezradana i „tylko jasnowidz tu może zaradzić„.

Problem handlu dziećmi na całym świecie jest więc realny i nie ma powodów by myśleć, że Polska jest tu jakimś wyjątkiem.

Barbara Passini

Na całym świecie gros jest przykładów tego, jak cienka jest granica między handlem dziećmi, a adopcjami zagranicznymi – niektórzy – jak Roelie Post i Günter Verheugen mówią wprost, że granica ta często jest jeno pozorna. W artykule „Adopcje zagraniczne – przemilczany skandal” opisałam już jak wiele wątpliwoci budzi ta instytucja w Polsce. Barbara Passini, która kierowała Krajowym Ośrodkiem Adopcyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, któremu na skutek szeregu błędów i nadurzyć ministerstwo cofnęło akredytację, zasiada też w radzie Fundacji Itaka – zajmującej się szukaniem osób zaginionych. Krajowy Ośrodek Adopcyjny Towarzystwa Przyjaciół Dzieci współpracował z amerykańską agencją adopcyjną European Adoption Consultants, wobec której aktualnie toczy się śledztwo FBI. Opublikowana na stronie Departamentu Stanu lista zarzutów wobec agencji rozciąga się również na ośrodki, z którymi EAC współpracowało:

„22 CFR 96.44(a) & 96.46(a) Brak adekwatnego nadzoru wobec zagranicznych placówek z którymi EAC współpracowało, co do tego czy przestrzegały one praw kraju w którym operowały i czy nie uczestniczyły w praktykach niezgodnych z zasadami chroniącymi interes dziecka – by zapobiegać sprzedaży, porwaniom, wykorzystywaniu i przemytowi dzieci. Niesprostanie tym wymogom przyczyniło się do wielu wskazanych wyżej nadużyć”

Oczywiście EAC współpracowało z wieloma agencjami i ośrodkami adopcyjnymi, nie tylko z Krajowym Ośrodkiem Adopcyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci – nie można więc zakładać, że to właśnie ośrodek kierowany przez panią Barbarę Passini dopuszczał się „sprzedaży, porwań, wykorzystywawania i przemytu dzieci” – ale nie można też tego wykluczać. W 1994 roku, mimo cofnięcia mu przez ministerstwo pozwolenia na przeprowadzanie adopcji zagranicznych, ośrodek kierowany przez panią Barbarę Passini i tak wydawał polskie dzieci w drodze adopcji za granicę nielegalnie, „przekraczając swoje uprawnienia. Włoska prasa pisała wprost – że wobec rodzin chcących adoptować dziecko z Polski, oprócz opłat oficjalnych stawia się żądania dodatkowych opłat pod stołem. Jak cienka więc jest w Polsce ta granica, między handlem dziećmi, a adopcją?

Równi i równiejsi

Tak jak pisałam na początku – treść filmiku opublikowanego przeze mnie na Facebooku jest szokująca na dwóch poziomach – wszystkie zarzuty jakie podnosi świadek burzą krew w żyłach – nie jesteśmy jednak w stanie, co podkreślam, zweryfikować ich prawdziwości. Nie jest to zresztą naszą rolą – powinny się tym zająć odpowiednie organy. Tym drugim poziomem, na którym filmik szokuje jest właśnie to, że tego nie robią.

Oskarżenia jakie do tej pory padły w sprawie zabójstwa komendanta głównego polskiej policji – Marka Papały oparte były głównie na zeznaniach kolejnych to świadków koronnych, wobec których istnieje jednak pewne ryzyko, że mogli zeznawać w określony sposób w zamian za uzyskanie statusu świadka koronnego, że tak jak podnosi „Patyk” policja dyktuje im wersje, których mają się trzymać. Jest to zarzut o tyle zasadny, że świadkowie koronni zeznają rzeczy wzajemnie się wykluczające – przynajmniej niektórzy z nich muszą więc kłamać. Na jakiej podstawie więc prokuratura do której trafiło zawiadomienie w tej sprawie złożone przez świadka wskazującego Jana Michnę jako zleceniodawcę zabójstwa generała Papały odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie? Czy zeznania świadków koronnych ważą więcej niż zeznania innych ludzi? Czy też może niektórych osób po prostu w Polsce nie można oskarżyć, bo co prawda wszyscy są równi wobec prawa, ale niektórzy są równiejsi?

Niedawna głośna sprawa śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie pokazała, że również funkcjonariusze policji często mogą działać poza jakąkolwiek kontrolą:

„Dochodzenie do sprawiedliwości to jedna z największych bolączek tego naszego systemu. Ludzie wciąż dostają czytelny przekaz: nie masz się co skarżyć na brutalność funkcjonariuszy, bo i tak nic to nie da. Co najwyżej będziesz mieć więcej kłopotów. Ma pani rację – to, że jest film nagrany przez kamerę umieszczoną w taserze, na którym dokładnie widać, co i jak się zadziało w tej toalecie na komisariacie, to cud. Bez niego sprawa poszłaby do umorzenia. I to się powinno zmienić w pierwszej kolejności. Policjanci powinni być karani za najmniejsze przekroczenie prawa. I to natychmiast. Bo jeśli się przymyka oczy na drobiazgi, na tykanie chłopaka w dresie, to tworzy się dobra atmosfera do większych uchybień, bardziej drastycznych zachowań.”

Tym bardziej chyba poważnie powinno się traktować zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa handlu ludźmi czy dokonywania zabójstw przez funkcjonariuszy policji i straży granicznej. Dlaczego prokuratura i w tej sprawie odmówiła wszczęcia śledztwa?

Ale przykładów braku działania organów państwa w sytuacjach, w których istnieją ku temu silne podstawy jest znacznie więcej. Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo i Fundacja im. Dobrego Pasterza od dawna alarmowały, że adopcje zagraniczne odbywają się w Polsce z pogwałceniem przepisów, poza jakąkolwiek kontrolą. I nikt w Polsce nie zrobił nic w tej sprawie. Dopiero na skutek kumulacji nieszczęść i zbiegów okoliczności o historii dwóch polskich sióstr wydanych tą drogą do Stanów Zjednoczonych amerykańska policja poinformowała naszych funkcjonariuszy i dopiero wtedy całej sprawie przyjrzało się ministerstwo, wskutek czego Krajowy Ośrodek Adopcyjny Towarzystwa Przyjaciół Dzieci stracił akredytację. Rzecznik Praw Dziecka – Marek Michalak nie tylko nie zrobił nic w sprawie adopcji zagranicznych, kiedy zwracały się do niego fundacje i działacze społeczni, ale kiedy cała ta bulwersująca sprawa wyszła na jaw bronił nie skrzywdzonych przez polski ośrodek adopcyjny sióstr, lecz pani Barbary Passini. Rzecznik Praw Dziecka nie miał też czasu wysłuchać działaczy, którzy wciąż apelują o wstrzymanie wszystkich adopcji zagranicznych do czasu wyjaśnienia ich zasadności. Miał za to czas przyznać nagrodę Fundacji Itaka. Miał też czas dopytywać Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o dofinansowanie z budżetu państwa telefonów zaufania przez Fundację Itaka prowadzonych. Czy Marek Michalak jest wciąż rzecznikiem praw dziecka? Czy może raczej rzecznikiem praw pani Barbary Passini?

Sprawa adopcji zagranicznych wciąż nie jest zamknięta, ani tym bardziej wyjaśniona. Tak samo jak pan Paweł Bednarz z Fundacji im. Dobrego Pasterza i Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo uważam, że konieczne jest natychmiastowe wstrzymanie wszystkich adopcji zagranicznych. Należy dotrzeć do wszystkich dzieci wydanych tą drogą zagranicę – jeśli jest tak jak zapewniają ośrodki adopcyjne, że trafiały one do kochających rodzin, to nie powinno to stanowić żadnego problemu i ociąganie się władz z weryfikacją tych twierdzeń jest niczym nieuzasadnione. Ale sprawa dwóch dziewczynek, których procesem adopcyjnym kierował Krajowy Ośrodek Adopcyjny Towarzystwa Przyjaciół Dzieci udowadnia, że tak jak alarmował Paweł Bednarz – przynajmniej niektóre z tych dzieci trafiły w złe ręce. Bezczynność organów państwa w tej sprawie jest oburzająca i wzmacnia, przynajmniej w niektórych z nas, to przekonanie, że niektóre sprawy w Polsce są nierozwiązane, bo nikt nie chce ich rozwiązać. Niektórzy ludzie mogą łamać prawo, bo są nietykalni.

I mogą mnie dalej oskarżać, że publikuję fake newsy – bo źródłem zeznań świadka jest filmik na youtubie, a jego słów nie jestem w stanie sama zweryfikować. Jeśli prokuratura nie uznaje tych spraw za wystarczająco istotne, by im się przyjrzeć, jeśli system odmawia prawa głosu takim ludziom jak przedstawiony na filmiku świadek, to udzielę mu go ja. W przeciwnym razie dalej będziemy słuchać się wielkich mediów według których Andrzej Lepper popełnił samobójstwo, Marek Papała zmarł przez przypadek, a dzieci na polskich ulicach „się dematerializują„. Dla mnie to przeczywistość.

KRZYKNIJ:Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Share on RedditEmail to someoneshare on Tumblr