Judea albo Rzym

Podświadomość jest potężna, ale subtelna – potrafi zebrać i połączyć w wielką pajęczynę ogrom informacji, do których świadomie nie mamy nawet dostępu, by potem cichutko podrzucać nam wskazówki. Dlatego większość osób czysto intuicyjnie ma pewien wgląd w to, co dzieje się wokół – ma to przeczucie, że na naszych oczach dzieje się coś wielkiego, toczy się jakaś walka, ma miejsce starcie cywilizacji. Obraz jest jednak zamglony, treść nieuchwytna – przeczucie nie prowadzi więc do żadnych konkretnych wniosków.

Na poziomie świadomości mózg nie lubi białych plam i tam gdzie czegoś nie wie, dorysowuje, tak by obraz był spójny i ładnie się komponował z wcześniej ukształtowanymi poglądami. Linii podziałów na szachownicy jest wiele – kiedy jednak zneutralizujemy nasze ładunki i z dystansem, zimnym okiem spojrzymy na planszę, zobaczymy, że wszystkie one powielają jeden i ten sam schemat: „na szachownicy toczy się odwieczna walka dobra ze złem” – twierdzą zgodnie niemal wszystkie pionki – przy czym każdy jeden, niezależnie od tego po której stronie konfliktu się znajduje, jest święcie przekonany, że to on jest tym bohaterem na białym koniu walczącym po stronie dobra, przeciwstawiającym się księstwu kłamstw i ciemności, odważnie patrzącym w gardziel odwiecznej istocie zła, której niczym Hydrze wciąż odrastają głowy.

Pionki więc, mimo licznych podziałów, zgodnie twierdzą, że to odwieczne zło jest źródłem wszelkich problemów tego świata. Wszystkie więc chcą dobrze, a mimo to jest coraz gorzej. Wszystkie przeciwstawiają się siłom ciemności, a mimo to świat coraz szybciej się stacza w otchłanie przeczywistości. Wszystkie demonstrują swą dobroć, a efekt jest odwrotny od zamierzonego. Wynik się nie zgadza, gdzieś więc musi być błąd w równaniu, ale mało kto to dostrzega, a tylko nieliczni próbują dojść do źródła…

Jeśli jednak pionki po obu stronach sporów przekonane są o tym, że to oni są tymi dobrymi pionkami, a przeciwnicy reprezentują zło i niegodziwość – to łatwo jest dostrzec tu zgrzyt logiczny i jest to jakaś nieścisłość, czy też anomalia gry, którą chyba warto rozważyć. „Cóż jednak może być „złego” w takiej percepcji? Czyż nie lepiej jest walczyć w służbie dobra niż zła?” – Ktoś spyta.

Co jeśli Ci odpowiem, że samo postrzeganie świata w ten sposób czyni z Ciebie mało znaczącą figurę na planszy? Co jeśli ten jeden aspekt sprawia, że nie tylko nie jesteś w stanie dobrze toczyć gry, ale nawet nie wiesz jaka to gra wokół Ciebie się toczy, z kim, ani o co?

via GIPHY

Do podobnych wniosków wiele lat temu doszedł pierwowzór Morfeusza – Friedrich Nietzsche. W swej książce „Z genealogii moralności” postanowił on podważyć to, co inni przyjmowali bez dowodu za pewnik:

„Problemat wartości litości i moralności litości (jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć) wydaje mi się nasamprzód czemś wyosobnionem, znakiem pytania dla siebie; kto jednak raz tu utknie, tu pytać się nauczy, temu przydarzy się, co mnie się przydarzyło: ogromny nowy widnokrąg otworzy się przed nim, możliwość chwyci go jak zawrót głowy, wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności, podejrzenia strachu, wiara w moralność, w wszelką moralność, w wszelki morał zachwieje się; – w końcu odezwie się głośno nowe żądanie.

Wymówmy je, to nowe żądanie: potrzeba nam krytyki wartości moralnych, samą wartość tych wartości należy raz podać w wątpliwość – a do tego potrzeba znajomości warunków i okoliczności, z których wyrosły, wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek, jako symptom, jako maska, jako świętoszkostwo, jako choroba, jako nieporozumienie; lecz także moralność jako przyczyna, jako środek leczniczy, jako stimulans, jako zapora, jako trucizna), znajomości, która ani dotąd nie istniała, ani nawet choćby tylko pożądana nie była.

Przyjmowano wartość tych >>wartości<< jako daną, jako faktyczną, jako leżącą poza wszelkiem podaniem w wątpliwość. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu >>dobremu<< wyższej wartości, niż >>złemu<<, wyższej wartości w znaczeniu sprzyjania, pożyteczności, dopomagania rozwojowi człowieka w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka). Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą? Jak to? Jeśliby w >>dobrem<< także tkwił objaw cofania się, tak samo niebezpieczeństwo, uwiedzenie, jad, narkotyk, dzięki którym teraźniejszość żyłaby kosztem przyszłości? Może wygodniej, mniej niebezpiecznie, ale i w mniejszym stylu, niżej?… Tak, żeby właśnie moralność była temu winna, jeśliby możliwej samej w sobie najwyższej mocy i wspaniałości typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak, żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy?”

Przy okazji każdego konfliktu na planszy łatwo jest dostrzec „zło” po przeciwnej stronie barykady. Trudniej zauważyć je po własnej stronie. Jeszcze trudniej jest dostrzec „zło” w tym, co powszechnie uchodzi za „dobro”, lub „dobro” w tym, co inni uważają za „zło”. My dziś jednak, śladami Friedricha, pójdziemy znacznie dalej – wybierzemy się w filozoficzną podróż poza „dobro” i „zło”. Utkniemy na chwilkę w tym temacie i też nauczymy się tu pytać, aż i przed nami otworzy się nowy widnokrąg, aż i nas możliwość chwyci jak zawrót głowy.

Genealogia moralności

Od wieków ludzie rozważają czym jest moralność, szukają jej źródła, spierają się o to, czy jest ona obiektywna, czy też względna, próbują znaleźć jej formułę, stworzyć jakiś szablon, nakreślić wzór. Friedrich Nietzsche, podobnie jak inni filozofowie, mierzył się z tymi pytaniami, czytał opinie poprzedników, dociekał – żadne odpowiedzi nie dawały mu jednak satysfakcji – wciąż czuł, że coś wszystkim umyka, że to co istotne ginie między wierszami, jakaś esencja pozostaje poza zasięgiem umysłu. Wtedy zamiast szukać źródła dobra i zła, postanowił sprawdzić źródło słów „dobry” i „zły„.

„Wskazówką ku właściwej drodze było mi pytanie, co mają właściwie ukute przez rozmaite języki określenia >>dobrego<< oznaczać pod względem etymologicznym: wtedy odkryłem, że wszystkie społem naprowadzają na tę samą przemianę pojęć, że wszędzie >>dostojny<<, >>szlachetny<< w stanowem znaczeniu jest pojęciem, z którego rozwija się nieodparcie pojęcie >>dobry<< w znaczeniu  duchowo >>dostojny<<, >>szlachetny<<, >>dobrze urodzony<<, >> duchowo uprzywilejowany<<. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim, który pojęcia >>pospolity<<, >>gminny<<, >>nizki<< przedzierzga ostatecznie w pojęcie >>zły<<. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz >>schlecht<<, który jest identyczny z >>schlicht<< i oznaczał pierwotnie prostego, pospolitego człowieka, jeszcze bez podejrzliwej, ubocznej myśli, po prostu jako przeciwieństwo dostojnego.”

Nietzsche badając etymologię słów zauważył, że pierwotnie słowo „dobry” wcale nie niosło ładunku moralnego – zamiast tego oznaczało coś wyższego stopniem, pozycją, pochodzeniem. Jego przeciwieństwem też nie było wcale słowo „zły”, ale „lichy” – czyli słaby, niższego rzędu, pospolity. Dopiero potem doszło do znaczeniowej transformacji i słowo „dobry” zaczęło oznaczać też moralny, litościwy, łagodny, a jego przeciwieństwem stało się słowo „zły” – podły, wrogi, grzeszny.

Łatwo zauważyć, że w polskim języku wciąż funkcjonują oba te znaczenia równolegle – to kontekst podpowiada nam w jakim sensie słowo „dobry” jest użyte. Kiedy mówimy o kimś, że „jest w czymś dobry” – to znaczy, że jest mistrzem w swym fachu, robi coś lepiej niż inni, nie ma sobie równych. Kiedy mówimy, że „ma dobre serce” – to chodzi nam o to, że lituje się nad innymi, zważa na ludzi wokół, jest pomocny.

Friedrich postanowił zanalizować jak te dwie osie znaczeniowe: dobry i lichy oraz dobry i zły się rozwinęły, co było przyczyną rozgałęzienia się znaczenia słowa „dobry”, a wreszcie to, jakie konsekwencje ta transformacja na gruncie językowym miała w szerszym kontekście – jak odcisnęła się na rzeczywistości.

Tę pierwszą oś wartości – dobry i lichy – Nietzsche nazywał oceną rycersko – arystokratyczną, oceną rzymską, moralnością dostojnych. Według niej dobre jest to, co jest ziszczeniem pragnień, dobre jest to, co jest szczytem, podbojem, to co daje radość i poczucie spełnienia. Dobre jest to, co jest wysokiej jakości, efektem opanowania jakiejś dziedziny do perfekcji, osiągnięciem mistrzostwa. Dobre jest to, co jest aktem odwagi, sprytu, to co wzbudza podziw, to co czyni swą wolę. Dobre jest to co silne, piękne, dumne – to, co kształtuje świat, miast przezeń być kształtowanym. Przeciwieństwem jest to, co liche – to co słabe, płochliwe, to co musi się podporządkować, zadowolić się okruszkami, być uległe, poddane. Liche jest to co jest nędzne, niedoskonałe, pozorowane, niedopracowane, zrobione byle jak.

Fundamentalną wartością według tej oceny jest więc wola człowieka, a celem jest ulepszanie siebie i świata wokół według wzorca rycersko – arystokratycznego, a więc przez dyscyplinę, piękno, wytrwałość, władzę, akty odwagi, podboje, odkrycia.

Drugą oś wartości – dobry i zły – niemiecki filozof zwał oceną kapłańską, lub moralnością niewolników. Według niej dobre jest to, co jest wedle przykazań, to co jest uległe, łagodne, niegroźne, pokorne, posłuszne. Dobre jest okazywanie łaski, wybaczanie, darowanie wrogom win, usługiwanie, pomoc słabszym. Dobrem jest wyparcie się samego siebie i ugięcie się pod zwierzchnictwem woli boskiej, woli wyższej. Dobre jest to, co nie jest egoistyczne, tylko stawia drugiego człowieka i jego potrzeby ponad potrzeby własne. Przeciwieństwem jest to co złe, a więc to, co nieposłuszne, buntownicze, wrogie, dumne, grzeszne. Złem jest egoizm, zapatrzenie w siebie, przesadne pokładanie wiary we własne siły, krzywdzenie innych, wyrządzanie im przykrości, bólu, cierpienia.

Fundamentalną wartością według tej oceny, jest więc posłuszeństwo, a celem jest ulepszanie siebie i świata wokół według wzorca kapłańskiego, a więc przez niwelowanie krzywd i cierpienia innych, nawet jeśli wymaga to poświęcenia i odbywa się własnym kosztem.

Czy dostrzegasz już potencjalny konflikt między tymi dwiema osiami? To co jest zwane „dobrym” w ocenie rycersko – arystokratycznej, często uchodzi za „złe” w ocenie kapłańskiej, a to co rycerze uznają za „liche” – kapłani wychwalają, jako „dobro”. Nie jest więc tylko tak, że te dwie oceny różnią się tym, co jest przeciwieństwem tego co dobre – ale niejednokrotnie osie są względem siebie na wspak odwrócone. Jak więc do tego doszło?

„Czytelnik odgadł już zapewne, jak łatwo kapłańska ocena wartości może się od rycersko-arystokratycznej odgałęzić i potem dalej rozwijać w jej przeciwieństwo. W szczególności bodźcem do tego za każdym razem jest, jeśli kasta kapłańska i wojownicza zazdroszczą sobie wzajem i nie chcą się zgodzić ze sobą na punkcie ceny. Założeniem ocen rycersko-arystokratycznych jest potężna cielesność, kwitnące, bogate, nawet przelewne zdrowie, a zarazem to, co jest warunkiem ich utrzymania, więc wojna, przygody, łowy, taniec, igrzyska i w ogóle wszystko w czym tkwi silna, swobodna, radosna czynność. Kapłańsko-dostojna ocena ma – jak widzieliśmy – inne warunki: dosyć złe dla niej, jeśli o wojnę chodzi! Kapłani są, jak wiadomo, najgorszymi jej wrogami – czemóż to? Bo są najbezsilniejsi. Z niemocy wyrasta w nich zawiść do potworności niepokojącej, do najwyższej duchowości i jadowitości. W historyi świata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani, nienawidzili zarazem najgenialnej wobec ducha zemsty kapłańskiej, wszelki inny duch nie wchodzi w ogóle w rachubę. Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupią sprawą bez tego ducha, którego w nie tchnęli bezsilni. Weźmy w tej chwili największy przykład. Wszystko, co przedsiębrano na ziemi przeciwko >>dostojnym<<, >>gwałcicielom<<, >>panom<<, >>dzierżycielom mocy<<, nie warte słowa w porównaniu z tem, co przeciwko nim Żydzi zdziałali; Żydzi ten lud kapłański, który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zadośćuczynienie tylko przez radykalną przemianę ich wartości, więc przez akt zemsty najbardziej duchowej. Tak jedynie przystało właśnie narodowi kapłańskiemu, narodowi najbardziej zwyczajnej mściwości kapłańskiej. Żydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu wartości (dobry = dostojny = możny = piękny = szczęśliwy = bogumiły) odważyli się z przejmującą lękiem konsekwencją na przewrót i zębami otchłannej nienawiści (nienawiści bezsilnych) utrzymali go, mianowicie, że „nędzni jedynie są dobrzy, biedni, bezsilni, nizcy są jedynie dobrzy; cierpiący, niedostatni, chorzy, szkaradni są jedynie niewinni, jedynie błogosławieni, dla nich tylko jest zbawienie, wy zaś dostojni i gwałciciele, na wieki wieków jesteście źli, okrutni, rozpustni, nienasyceni, bezbożni, wy też na wieki będziecie zgubieni, przeklęci, potępieni”…”

Ocena rycersko – arystokratyczna nie zważa na autorytety, ani nie ma sentymentów, zamiast tego potwierdza się samoistnie – o wyższości jednego nad drugim decydują obserwowalne wyniki: lepszym wojownikiem jest ten, kto pokona przeciwnika w walce, lepszym kompozytorem jest ten, kto potrafi napisać piękniejszy utwór, w szachy lepszy jest ten, kto pierwszy zbije króla, lepszy naukowiec to ten, który jako pierwszy odkrył przed ludźmi tajemnice działania naszego świata, skonstruował wynalazek, stworzył nową technologię, lepszym atletą jest ten, kto potrafi biec szybciej, udźwignąć więcej, skoczyć najdalej. Ludzie są wolni, by wybrać swoją ścieżkę, by mierzyć się z samym sobą i z całym światem dokoła, a postęp następuje dzięki uznaniu zasady „niech wygra lepszy”.

Ale nie wszystkim ten rzymski porządek odpowiada. Są przecież i oni – odwieczni wrogowie, ten lud kapłański, iluzjoniści. Niezdolni pokonać Rzymian w żadnej konkurencji, na wskroś lisi, przeżarci od środka resentymentem, a więc zawiścią bezsilnych, zazdrością słabych – ci właśnie, by na szachownicy odnieść zwycięstwo uciekać się muszą do sztuczek i iluzji – muszą podstępem odwrócić nasze wartości. „To my jesteśmy dobrzy, a Wy jesteście źli!” – rzucają swe zaklęcie i jak za pomocą czarodziejskiej różdżki świat zaczyna zmieniać się w swój negatyw, pola na szachownicy się odwracają, mgła przeczywistości okrywa całą planszę i tylko pionki jak zahipnotyzowane patrzą i nie widzą, gapią się na wprost i nie zauważają co ma miejsce.

Nie chodzi więc tylko o słowa – te były tylko wskazówką prowadzącą do rozpoznania sedna problemu. Zmiany na gruncie językowym, które dostrzegł Friedrich Nietzsche, są śladem zmian zachodzących w ludzkiej świadomości. Zmian dokonywanych powoli, stopniowo, na przestrzeni wielu pokoleń, a co za tym idzie – dla większości ludzi niedostrzegalnych.

Wielu się wydaje, że im większa iluzja, tym łatwiej ją zauważyć i obalić – nic bardziej mylnego. Toniemy w iluzjach, dławimy się sztuczkami, nurzamy się w otchłaniach przeczywistości i właśnie dlatego tak trudno nam to dostrzec. Jesteśmy jak ryby w oceanie, które nie mają pojęcia, że są mokre, bo nie mają punktu odniesienia z zewnątrz – nie wiedzą czym jest „suchość”.

To, co niemiecki filozof dostrzegł i opisał jest właśnie punktem odniesienia z zewnątrz, którego nam potrzeba by rozpoznać największą spośród wszystkich sztuczkę iluzjonistów. Sztuczkę, która jest wspólnym mianownikiem wszystkich ich podstępów, podwaliną każdej iluzji, fundamentalnym elementem ich gry. I tak jak rybę trzeba wyjąć z wody, by zrozumiała, że do tej pory była mokra, tak jak Neo musiał zostać wyciągnięty poza Matrix, by móc pojąć iluzję, w której żył, podobnie i my, by zrozumieć na czym polega podstęp wtłaczania nas na oś walki „dobra i zła”, musimy wyjść poza oś „dobra i zła„.

Przewrót

Wpierw jednak rozejrzyj się po planszy: która wartość ma tu Twoim zdaniem przewagę – wola – fundamentalna wartość według moralności dostojnych, czy posłuszeństwo – fundamentalna wartość według moralności niewolników? Czy wynika to z naturalnej, oczywistej, wrodzonej przewagi jednego systemu oceny nad drugim? Czy raczej z uwarunkowań społecznych?

Od pierwszego rzutu kostką wpajano Ci, że uległość jest cnotą: że dobre dziecko, to posłuszne dziecko, dobry uczeń, to ten, który bez zbędnych pytań wykonuje polecenia nauczyciela, dobry obywatel, to ten który nie stwarza problemów i sprawnie przyjmuje kolejne role, jakich oczekuje od niego otoczenie.  Religia utwierdza Cię w przekonaniu, że wszystko wokół sprowadza się do odwiecznej walki dobra ze złem, a konsekwencje Twoich decyzji i tego którą stronę obierzesz są absolutne i ostateczne – nie ma tu miejsca na odcienie szarości. Media powielają tę samą narrację – prezentują Ci świat czarno – biały, gdzie jedni zawsze stoją na straży dobra, a drudzy są bezdusznymi potworami opętanymi przez siły ciemności. Filmy z Hollywood oparte są na tym samym schemacie – zło wymyka się spod kontroli, ale wtedy to zjawia się dobry bohater, który je pokonuje, bo dobro zawsze zwycięża. „Dobro zawsze zwycięża, pamiętaj, dobro zawsze zwycięża…” – z każdej strony powtarzają Ci to chórem jak mantrę. Nie masz więc żadnych wątpliwości po której stronie konfliktu się opowiedzieć – chcesz być jak ten dobry bohater – bronić uciśnionych i walczyć ze złem i niegodziwością, chcesz zmienić świat na lepsze…

Większość pionków na szachownicy, podobnie jak Ty, ma to przeświadczenie, że stoi po dobrej stronie i bohatersko przeciwstawia się złu. Tymczasem gołym okiem widać, że wszystkie one nie walczą zgodnie – zamiast tego pionki walczą ze sobą nawzajem. I każdy jeden twierdzi, że to on jest tym dobrym pionkiem, a po przeciwnej stronie czyha samo zło. Z czego to wynika?

„Natomiast przedstawcie sobie >>wroga<< jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment i  w tym właśnie jest jego czyn, jego twórczość: powziął on koncepcję >>złego wroga<<, >>złego<< i to jako zasadnicze pojęcie z którego, jako odbicie i przeciwieństwo wymyśli sobie >>dobrego<< – samego siebie!

Zgoła więc przeciwnie niż u dostojnego, który koncypuje zasadnicze pojęcie >>dobry<< naprzód i spontanicznie, mianowicie z samego siebie i stąd dopiero stwarza sobie wyobrażenie >>lichy<< pochodzenia dostojnego i owo >>zły<< z kotła nienasyconej nienawiści, pierwsze jako twór późniejszy, przystawka, barwa dopełniająca, drugie natomiast jako oryginał, początek, właściwy czyn w pojęciu moralności niewolniczej…”

Trzonem wartości rycersko – arystokratycznych jest definicja tego, co „dobre” – to co „dobre” jest więc dookreślone, wymaga spełnienia pewnych kryteriów, potwierdzenia się na zewnątrz istotą bądź czynem. Słowo „liche” jest wobec niego wtórne i pełni funkcję tła, a więc oznacza to, co jako „dobre” się nie kwalifikuje.

Przykładem niech będzie znaczenie słowa „dobry” w sformułowaniu „dobry pianista” – oznacza ono „muzyka grającego na pianinie, który potrafi z wielką precyzją, a jednocześnie płynnością przedstawić słuchaczom nawet najtrudniejszy utwór na wysokim poziomie artystycznym” – słowo „dobry” określa więc w tym znaczeniu jaki pianista jest, jak wykonuje czynność grania na instrumencie.

Trzonem wartości kapłańskich jest definicja tego, co „złe” – to co „złe” jest więc dookreślone i wypunktowane, to co złe potwierdza się czynem na zewnątrz, natomiast słowo „dobre” jest wobec niego wtórne i oznacza to, co „złu” jest przeciwne.

Jako przykład znaczenia słowa „dobry” wedle wartości kapłańskich weźmy sformułowanie „dobry obywatel” które oznacza „członka społeczeństwa, który nie ma zatargów z prawem, nie utrudnia życia innym, nie unika płacenia podatków, nie działa na szkodę państwa itd.” – słowo „dobry” w tym znaczeniu określa więc, jaki obywatel nie jest, wskazuje na to, czego nie robi.

To rozróżnienie niesie za sobą dość istotne konsekwencje. Można mierzyć jak „dobre” coś jest według wzorca arystokratycznego – siłę, odwagę, twórczość, piękno, inteligencję. Można też mierzyć jak bardzo „złe” jest coś wedle wzorca kapłańskiego: jak bardzo jest podłe, okrutne, brutalne, potworne, ile przykazań, przepisów i zasad współżycia społecznego narusza. Ale nie da się zmierzyć tego co „liche” w znaczeniu rycersko – arystokratycznym, ani tego co jest „dobre” w znaczeniu kapłańskim – nie da się przecież przeprowadzić zawodów na to kto najgorzej gra na fortepianie, ani na to kto jest najlepszym obywatelem. Dlaczego? Bo nawet profesjonalny pianista, który wygrał Konkurs Chopinowski może usiąść do fortepianu i zacząć walić łokciami w klawisze, udając, że grać nie potrafi; podobnie nawet masowy morderca recydywista może zachowywać się łagodnie, spokojnie, posłusznie, pokornie, może przytakiwać przekonująco policjantom „tak, oczywiście, Panie władzo” i twierdzić że oto on najgłębiej wybacza wszystkim całe zło tego świata. Terminy pierwotne potwierdzają się na zewnątrz, wymagają spełnienia określonych warunków, terminy wtórne zaś nie są obostrzone wymogami zewnętrznymi, przysługują one domyślnie w przypadku braku przesłanek przypisania do terminu trzonowego. To oznacza, że ten kto jest „dobry” w znaczeniu rycersko – arystokratycznym może z powodzeniem zniżyć się i udawać, że jest „lichy”, ale w drugą stronę to nie działa – ten kto jest „lichy” nie jest w stanie udawać bycia „dobrym”, bo „dobre” potwierdza się samoistnie i tym samym wykracza poza możliwości tego, co liche. Podobnie zły obywatel w rozumieniu kapłańskim jest w stanie udawać dobrego, ale w drugą stronę to nie działa, bo „zło” potwierdza się czynem, a jeśli „dobry” obywatel czyni „zło”, to przestaje być „dobrym”.

Tego co uchodzi za „liche” według oceny arystokratycznej, oraz tego co uchodzi za „dobre” według oceny kapłańskiej nie sposób więc zweryfikować – tu pozory mogą mylić.

By być „dobrym” pionkiem w znaczeniu rycersko – arystokratycznym trzeba więc spełnić określone warunki – trzeba być wyższą figurą, zbić dużo pionków drużyny przeciwnej lub wykonywać strategicznie istotne ruchy.

By być „dobrym” pionkiem w znaczeniu kapłańskim wystarczy znaleźć na planszy „zło” i się mu sprzeciwić. Rozumiesz już czemu większość pionków na szachownicy jest przekonana, że to oni są tymi „dobrymi” figurami?

Skupmy się więc na grze. Skoro większość pionków jest święcie przekonana, że pola szachownicy po której stąpają reprezentują odwieczną walkę dobra ze złem, w której to oni przeciwstawiają się siłom ciemności, a tym samym zyskują status „dobrych” pionków na planszy, a jednocześnie ścierają się z przeciwnymi im pionkami, które wszystko widzą na odwrót:  tamtych uznają za zło wcielone, tym samym sobie przyznają status tych „dobrych” pionków, to jak wyglądają szachy w porządku kapłańskim? W jaki sposób można zyskać przewagę nad przeciwnikiem? Jakie ruchy można wykonać na szachownicy „dobra” i „zła” by być „lepszym” od pionka obok?

Dowodzenie swej dobroci może być problematyczne: każdy pionek oczywiście będzie strugał rycerza na białym koniu, ale samo popisywanie się swą dobrocią tu nie wystarczy, bo nie da się rozstrzygnąć obiektywnie kto rzeczywiście jest bardziej moralnym pionkiem – „dobroć” wedle wartości kapłańskich jest terminem wtórym i nie potwierdza się samoistnie. Pozostaje więc tylko jedna opcja, jeden możliwy ruch dający przewagę na planszy: należy podkręcić kontrast uwypuklając „zło” drugiej strony – trzeba więc wypomnieć jej wszystkie grzechy,  rozdmuchać jej potworność i okrucieństwo, wyolbrzymić jej winy i przypisać niecne zamiary, a następnie teatralnie ją zganić i potępić z pozycji moralnej wyższości, tak by patrząc z boku nikt nie miał wątpliwości kto tu jest białą gołębicą, a kto diabłem rogatym, kto jest aniołem światła, a kto ma czarną dziurę zamiast duszy. Im „gorszy” jest Twój przeciwnik, tym „lepszym” pionkiem na szachownicy jawisz się Ty, który się mu sprzeciwiasz – tylko w ten sposób jesteś w stanie zyskać przewagę na planszy w rozgrywce odwiecznej walki dobra i zła.

A czymże jest zło w porządku kapłańskim, przypomnijmy? Jest nim krzywdzenie innych, wyrządzanie im bólu i cierpienia, jest nim egoizm i duma, nadmierne pokładanie wiary we własne siły, bunt, nieposłuszeństwo…

W jaki sposób więc uwypukla się „zło” przeciwnika by zdobyć nad nim przewagę na planszy? Robi się to, eksponując zadane przez niego krzywdy, rozdrapując rany, płacząc nad biedą i zadanym cierpieniem, roniąc łzy nad doznanym okrucieństwem, oburzając się nikczemnością, szlochając nad niesprawiedliwością…

Oto więc i klucz do zrozumienia podstępu: jeśli „złem” jest krzywdzenie innych, a do bycia „dobrym” wystarczy być po przeciwnej stronie, niż to co „złe”, to najprostszą wygrywającą strategią na szachownicy odwiecznej walki dobra i zła jest stanie się największą ofiarą na planszy.

Zaczynasz już dostrzegać rękę iluzjonisty? Z kim tak naprawdę wojujesz, „dobry” bohaterze?

Gra na szachownicy odwiecznej walki dobra ze złem nieuchronnie sprowadza się do rywalizacji na to, kto jest największą ofiarą, bo w tym porządku rzeczy jest to strategią dającą największą przewagę na planszy. Pionki zamiast ambitnie zmierzać przez trud do gwiazd, toczą więc całe partie spierając się o to, kto najbardziej został skrzywdzony, czyje uczucia zostały zranione najgłębiej, czyim przodkom zadano najdotkliwsze rany, kto jest najostrzej dyskryminowany na planszy, kogo rozbiły nie te zaimki, komu należą się najwyższe reparacje, komu zadano największą dozę cierpienia, kogo los potraktował najdotkliwiej i tak dalej, bez końca, wyliczają sobie nawzajem przewinienia, eksponują każde najmniejsze zadraśnięcie niczym śmiertelną ranę, chełpią się wręcz swym bólem jakby był on ich osiągnięciem, bo jest on dla nich świadectwem tego, że stoją po przeciwnej stronie niż „zło”, które ból zadaje. A jeśli doznana krzywda jest wyznacznikiem dobroci, to najmocniejszą pozycję na planszy ma ten, kto ma najniższy próg bólu, ten kogo zranić można najłatwiej, ten kto rozsypie się emocjonalnie w drobny mak pod byle pretekstem – pionki więc drogą ewolucji behawioralnej dostosowują się do zastanych warunków – stają się przewrażliwionymi, rozhisteryzowanymi płatkami śniegu, które swoją wersją krzywdy chcą zmusić pionki wokół do podporządkowania się ich woli. Jak łatwo się domyślić, nieuchronnie prowadzi to do oderwania „krzywdy” od „zła”, jako przyczyny – „zło” w Judei jest terminem pierwotnym i potwierdza się czynem, ale już krzywda jako zła przeciwieństwo wchodzi w widełka kapłańskiej „dobroci” – tym samym może być udawana, fałszywa, pozorowana, nieprawdziwa. Ten jeden szczegół jakoś pionkom na planszy umyka – wszystkie grają tak jakby istnienie „krzywdy” niezbicie dowodziło „złych” czynów. Oznacza to, że w Judei łatkę „złego”, można przypiąć bez podstaw i dowodów każdemu, odpowiednio kontrolując narrację krzywdy, natomiast „największą ofiarą” nie jest wcale ten, kto cierpi najbardziej, ale ten, kto ma największą możliwość szerzyć swój status ofiary na planszy.

Kto więc jest ich wrogiem? Kto jest tym odwiecznym złem, z którym wojują?

„…Jakże różne są te oba pozornie temu samemu pojęciu >>dobry<< przeciwstawne słowa >> lichy<< (schlecht) i >>zły<< (böse). Lecz to nie jest to samo pojęcie >>dobry<< raczej zapytać przecie należy , kto jest właściwie >>zły<< w znaczeniu moralności opanowanej przez resentiment. Najściślejsza odpowiedź: właśnie >>dobry<< przeciwnej moralności, właśnie dostojny, możny, władnący, tylko przebarwiony, przeinaczony, nawywrót widziany jadowitym okiem, którem patrzy ressentiment.”

Jest nim ten, kto jest nieposłuszny, ten kto nie daje się podporządkować dyktaturze krzywdy, ten kto nie klęka tylko dlatego, że ktoś inny płacze. Jest nim ten, kto nie daje się zawstydzić ani się nie umniejsza, tylko dlatego, że kogoś innego wprawia to w zakłopotanie. Jest nim wreszcie ten, kto na przekór całej odwróconej szachownicy zmierza jak niegdyś Rzymianie przez trud do gwiazd, zamiast ścigać się z całą planszą na lichość.

Tak oto „dobrem” według moralności niewolników jest to, co dostojni uznają za „liche”, a „złem” dla niewolnika staje się to, co uchodzi za „dobro” według moralności dostojnych – koło się domyka, proces podstępnego odwracania wartości zostaje ukończony. Iluzjoniści zacierają ręce, wszystko idzie zgodnie z planem, staczamy się coraz głębiej w otchłanie przeczywistości…

Odwrócenie wartości nie następuje w próżni, a tym samym ma wpływ na każdy najmniejszy aspekt naszego życia. Nie da się przecenić wagi tego tematu – opisany przez Friedricha Nietzschego przewrót wartości jest podwaliną każdego podstępu i każdej sztuczki, jaką łudzą i oszukują nas od wieków podstępni iluzjoniści. Wtłaczanie nas na oś odwiecznej walki dobra i zła jest tym sekretnym czary – mary, jakim przerzucają cały nasz świat na drugą stronę lustra.

Judea

W Judei wszystko jest więc na odwrót, wszystko jest na wspak. Nowy porządek dyktuje krzywda, najwyższymi cnotami są słabość i posłuszeństwo, cudze przewinienia nosi się niczym medale na piersi. Nie ma tu miejsca na rzeczową dyskusję czy argumenty, bo w każdej sytuacji i w każdym kontekście musi być dobry i zły, dyskryminowany i uprzywilejowany, ofiara i jej oprawca – jeśli więc w porę nie zaczniesz demonizować strony przeciwnej, tamci Cię ubiegną i to Ty będziesz czarnym charakterem na planszy.

Nie mają znaczenia więc fakty, rzeczywiste wypowiedzi, zgłębianie stanowisk obu stron, badanie biegu wydarzeń, podnoszenie pytań, weryfikacja twierdzeń, przedstawianie dowodów, przekonywanie – pionek opanowany przez resentyment traci wszelkie możliwości poznawcze ukierunkowując się wyłącznie na jeden cel: jak najdobitniej przedstawić swego przeciwnika jako „złowrogiego potwora”, bo to z automatu jego czyni „dobrym”. Przekonanie drugiej strony do swojej pozycji nie tylko więc przestaje mieć rację bytu, ale staje się niemożliwe – bo pionki stąpając po biało – czarnych polach szachownicy odwiecznej walki dobra i zła przekonane są, że każdy konflikt i linia podziału jest dokładnie tą linią, która rozdziela niebo i piekło, anioły i demony, białe gołębice i diabły wcielone – tych granic przekroczyć się nie da. A w walce tak wysokiej rangi, gdzie rozstrzygają się losy wszechświata, można poświęcić mniej istotne wartości takie jak prawdę, braterstwo, spokój, godność, czy sprawiedliwość. Przekłamania, wyrywanie wypowiedzi z kontekstu po to by uwypuklić „zło” drugiej strony, powielanie nieprawdziwych informacji tylko dlatego, że pasują do narracji, wyolbrzymianie win i dopisywanie wrogich intencji, obrażanie, histeryczne, przerysowane reakcje, utrata panowania nad sobą pod wpływem emocji – wszystko to w oczach pionków „służy walce ze złem”, więc nie tylko jest dopuszczalne, ale wręcz jest „dobre”.

Nikt nie chce zostać posądzony o bycie „złym” w żadnym kontekście – pionki więc demonstracyjnie oburzają się wszystkim tym, co aktualnie jest w trendach jako „absolutnie najgorsze”, wyrażają sprzeciw i potępienie, nieustannie manifestują swą dobroć, dają dowody swej inkluzywności, popisują się swą tolerancją, słabościami, ułomnością, byciem ofiarą, wrażliwością na każdą najmniejszą krzywdę, która dzieje się obok. Przy każdej możliwej okazji powtarzają, że chodzi o równość, o to by zwalczyć dyskryminację, niesprawiedliwe traktowanie, chodzi o to, by tamci stracili swą uprzywilejowaną pozycję. Mówią, że wszystkiemu winny jest „szowinizm”, „rasizm”, „fatfobia”, „homofobia”, „antysemityzm”, „dyskryminacja”, „hejt”, „kolonializm”, „supremacja”, „transfobia”, „stygmatyzacja”, „mizoginia”, „ageizm”, „seksizm”, „islamofobia”, „przywilej piękna”, „marginalizacja”, „kulturowe zawłaszczenie”, „patriarchat”, „feminizm”, „ksenofobia”, „wykluczenie”, „opresja”, „prześladowanie” i tak dalej bez końca tworzą i wyliczają coraz to nowe nazwy i terminy na „wielki ucisk” którego nieustannie doświadczają. Schemat oprawcy i ofiary tak głęboko przenika ich świadomość, że nie tylko nikt nie podważa argumentów krzywdy, ale wręcz cały system skonstruowany jest tak, by ten porządek honorować i bronić go niczym twierdzy.

Niepodważalnym dogmatem w Judei jest to, że „każda mniejszość jest dyskryminowana i uciskana ze względu na cechy na które nie ma wpływu, a każdy kto nie należy do mniejszości cieszy się przywilejem na który nie zasłużył”. Pionki wokół robią więc wszystko by pokazać, że to nie one są źródłem tego „zła”, to nie one „poniżają”, nie one „odrzucają” drugiego, nie one „krzywdzą” słabszych, nie one „wykorzystują swą pozycję by marginalizować innych” – a manifestując swą „tolerancję” i „dobroć” w rzeczywistości zapewniają „uciskanym mniejszościom” uprzywilejowaną pozycję na planszy. Nie zwolnią homoseksualisty, by nie zostać posądzonym o homofobię, nie skrytykują czarnoskórej – bo będzie, że są rasistami, jeśli awans dadzą mężczyźnie, a nie kobiecie – zostaną nazwani szowinistami, jeśli wykluczą pójście na randkę z osobą która zmieniła płeć – okażą się transfobami, jeśli nie wybiorą osoby z nadwagą do reklamy bielizny – dadzą wyraz swojej fatfobii. Kiedy natomiast zwalniają, odrzucają, dyskryminują osoby, które do „marginalizowanych grup społecznych” nie należą, to problemu nie ma, nikt nie posądzi ich o bycie „złymi” pionkami, „opresja” działa tylko w jedną stronę. Ponownie więc – walory i argumenty merytoryczne przestają mieć znaczenie, muszą one ustąpić miejsca porządkowi dyktowanemu przez krzywdę, w którym bycie częścią „uciskanej mniejszości” zapewnia na planszy aureolkę i immunitet, natomiast z przynależności do „dyskryminującej większości” trzeba się tłumaczyć.

W Judei nie chodzi więc wcale o „równość” i zwalczenie systemowej dyskryminacji – chodzi o jej odwrócenie, chodzi o to by „uciskana ofiara” była Panem, a „uprzywilejowany” musiał się jej podporządkować.

Piramida opresji

Co jednak jeśli sytuacja nie jest wystarczająco oczywista, by móc rozsądzić jasno i ponad wszelką wątpliwość kto w danej sytuacji jest„dobrym” a kto „złym” pionkiem? Co jeśli obie strony podnoszą, że to one są uciskanymi ofiarami systemowej dyskryminacji? Co jeśli rasizm przeciwstawiony jest transfobii? Jakie są normy kolizyjne w przypadku konfliktu krzywd na planszy?

Otóż system kapłański nie tylko odwraca rolę Pana i niewolnika, ale tworzy też nową hierarchię na planszy. Nie jest więc tak, że krzywdy można porównywać i ważyć wedle uznania, nie – trzeba też znać ich miejsce w piramidzie opresji.

Większość krzywd w Judei jest więc względna – pionki chcąc nie chcąc naprzemiennie są więc „dobrymi” i „złymi” figurami na planszy nie w oparciu o czyny, fakty, rzeczywiste przewinienia, czy intencje, a w oparciu o to, na który szczebel piramidy opresji się łapią. Ten, czyja opresja figuruje wyżej w piramidzie, ma „przewagę krzywdy” nad wszystkimi, którzy znajdują się niżej, ale jednocześnie jest tym „złym uprzywilejowanym” pionkiem względem tych, którzy jako „uciskana mniejszość” nad nim górują.

Kiedy więc kobiety występują przeciw mężczyznom oskarżając ich o gwałty czy molestowanie seksualne, to jasnym jest kto jest „dobrym”, a kto „złym” pionkiem: cała plansza krzyczy „Believe women” i „#MeToo”, na ulicach organizuje się marsze solidarności z ofiarami, wszystkie media wtórują protestującym w wyrazach oburzenia. Samo wspomnienie w takim kontekście o konieczności weryfikacji twierdzeń uważane jest za „obronę gwałcicieli” i „opowiadanie się po stronie zła”.

Kiedy jednak te same kobiety sprzeciwiają się umieszczaniu gwałcicieli płci męskiej, identyfikujących się jako płeć piękna, w kobiecych więzieniach, to nagle sytuacja się odwraca: gwałt czy molestowanie seksualne przestają być „oczywistym złem”, kiedy przeciwstawione zostają krzywdzie umieszczenia osób transseksualnych w więzieniu z przedstawicielami płci, z którą, jak twierdzą, się nie identyfikują. Nie potrzeba żadnych dowodów podjęcia kroków ku tranzycji, ewaluacji psychologicznej, czy diagnozy – tu też wystarczyć mają słowa, a samo wyrażenie woli ich weryfikacji odbierane jest jako „dyskryminacja”, „transfobia” i „opowiadanie się po stronie zła”. Kobiety, które przeciw temu protestują nazywane są „czarnymi charakterami”, czy „terfami z transfobiczną obsesją”. Żadne organizacje czy media nie organizują akcji „#MeToo” solidaryzującej się z gwałconymi w więzieniach kobietami, nie ma w tej sprawie ulicznych protestów, hashtagów, ani wielkich programów uświadamiających skalę i powagę problemu.

Podobnie rzecz ma się z rasizmem. Śmierć czarnoskórego George’a Floyda w 2020 roku szybko stała się głównym tematem na całej planszy: tłumne protesty przeciw „systemowemu rasizmowi” i brutalności policji z okrzykami „Black Lives Matter” – „Czarne życia się liczą” miały miejsce na całym świecie – ludzie wychodzili na ulice, w mediach społecznościowych wyrażali swe oburzenie, malowali murale, kładli się na chodnikach w proteście, krzycząc: „pozwól mi oddychać!”. Politycy, wielkie korporacje, a nawet instytucje państwowe  przyłączyły się do międzynarodowego chóru wstrząśniętych tą tragedią. Nawet Komisja Europejska, na specjalnie zwołanych obradach, potępiła wydarzenia, które miały miejsce poza Unią, na innym kontynencie. Piłkarze w trakcie mistrzostw Europy klękali przed meczami wyrażając w ten sposób „sprzeciw wobec rasizmu”. Pionki więc bardzo chętnie „walczyły ze złem” pustymi gestami, które nic nie wnosiły do dyskusji, ani w żaden sposób nie zmieniały sytuacji, ale były szansą na to by „błysnąć aureolką” przed innymi, były okazją by zamanifestować swą „dobroć” na planszy.

Zamieszki podburzonych mniejszości etnicznych w Stanach Zjednoczonych trwały kilka miesięcy, podczas których podpalano samochody, niszczono witryny sklepowe, rabowano małe biznesy i zwykłych ludzi, a 25 osób poniosło w ich wyniku śmierć – wszystko to jednak wpisywało się w narrację „walki ze złem” jakim jest rasizm i dyskryminacja ze względu na kolor skóry – wszystko to było więc według pionków na planszy reakcją „dobrą” i uzasadnioną.

Ale sprzeciw na planszy wobec rasizmu kończy się, tam, gdzie gryzie się on z interesami innych, „bardziej uciskanych” grup. Kiedy czarnoskórzy wykraczają swymi słowami w jakikolwiek sposób poza narrację „ofiary”, lub jeszcze gorzej – kiedy atakują osoby zajmujące wyższe niż oni miejsce w piramidzie – natychmiast zostają przywołani do porządku – w mgnieniu oka pojawia się „Pan”, by wypomnieć im ich „przywilej”. Afroamerykanie mogą więc w imię „walki z rasizmem” bić, niszczyć, grabić, podpalać, wszczynać burdy i nikt nie śmie tego zatrzymać, czy choćby skrytykować – media przymykają oko, nie widząc problemu, ludzie nie śmią wyrazić sprzeciwu, nawet kiedy zniszczone zostaje ich mienie, bo nie chcą być tymi „złymi rasistami”. Ale ci sami czarnoskórzy, którym w jednym momencie na tyle się przyzwala, zostaną natychmiast skarceni, publicznie potępieni, stracą konto w banku, dostęp do mediów społecznościowych, kontrakty, majątek i swoją pozycję, gdy tylko wyrażą słowami „nieodpowiednią opinię”, bo słowa uderzające w interesy „uciskanych” grup z poziomów wyżej, są większym „złem” niż agresywne i krzywdzące czyny, skierowane przeciw tym, którzy są poniżej. Tak to działa.

Nie inaczej sytuacja wygląda poziom wyżej, tam gdzie gryzą się ze sobą krzywdy mniejszości seksualnych. Symbolem środowiska LGBT jest tęcza, bo „każdy jest wyjątkowy i piękny w tym, co go wyróżnia od innych, a dzięki tej różnorodności nasz świat ma więcej barw i odcieni”. Co ciekawe – ten poziom piramidy jest swego rodzaju anomalią na planszy i wyłamuje się trochę z porządku kapłańskiego, bo główny przekaz tego środowiska oparty jest na dumie – a więc wartości rycersko – arystokratycznej. Jest to jednak tylko kolejna iluzja optyczna, gra pozorów. Środowisko LGBT bowiem w czynach nie różni się niczym od reszty planszy – tu też rządzi resentyment, wszystko podporządkowane być musi krzywdzie, a osią każdego podziału jest „opresja”.

Głównym hasłem na tym poziomie piramidy jest „miłość to miłość” – „kochasz kogo kochasz”. W ten sposób osoby homo i biseksualne wyrażają swą wolność do kochania kogo chcą i nie kochania tych, których kochać nie chcą. Za najbardziej skrajny przykład współczesnej opresji przeciw gejom i lesbijkom uważa się „terapie konwersyjne” propagowane przez skrajne grupy religijne, których celem jest „naprostowanie” ich seksualnych wyborów i preferencji, a więc zmuszenie do stosunków odpowiednio gejów z kobietami, a lesbijek z mężczyznami. Tego typu działania spotykają się z powszechnym potępieniem na planszy, jako uwstecznienie i barbarzyństwo.

Kiedy jednak ci sami geje i lesbijki wykluczają wejście w relację z osobami transseksualnymi, podnosząc tenże sam argument, że pociągają ich wyłącznie biologiczne kobiety lub wyłącznie biologiczni mężczyźni, wtedy sytuacja się odwraca i to oni są „uprzywilejowaną większością” na planszy wobec „uciskanych” osób transseksualnych, nagle hasło „kochasz kogo kochasz” nie jest wyrazem wolności, a dyskryminacji. Kiedy geje próbują założyć fundację działającą na rzecz gejów, sąd im odmawia rejestracji, podnosząc, że „promują zachowania transfobiczne”. Kiedy lesbijki w artykule BBC mówią, że czują się „przymuszane do seksu z osobami trans”, wtedy media śpieszą skontrować ich doświadczenie listem otwartym, a artykuł nazywają „niebezpiecznym”. Te same media, jeszcze przed chwilą przecież „demonstrowały swą dobroć” stając w obronie kobiet przy okazji akcji #MeToo, te same media zmieniały swe ikonki w kolory tęczy w wyrazie swego poparcia dla mniejszości seksualnych. Kiedy jednak kobiety i mniejszości seksualne stają w konflikcie przeciw wyższemu poziomowi piramidy, wtedy to one stają się tymi „złymi”, wedle porządku dyktowanego przez krzywdę. Piramida opresji stoi niezachwiana.

Wszystko to jednak spina alfa i omega osi odwiecznej walki dobra ze złem: „największą ofiarą” na planszy są Żydzi, a szczytem „zła i nieprawości” są naziści. Nie ma na szachownicy większej świętości niż „niepodważalnych sześć mi – ly – jonów”; nie ma też nikogo „gorszego i bardziej złowrogiego” niż Adolf Hitler. Tylko tę oś „dobra i zła” uznają i honorują zgodnie niemal wszystkie pionki na planszy, ten jeden dogmat jest niepodważalny, ta jedna jedyna krzywda jest bezwzględna, absolutna, niezmienna.

Pionki ze środka piramidy mogą więc wojować ze sobą nawzajem na opresję, ale zwycięzca na planszy jest jeden. Nikt nie jest tak poszkodowany, jak Żydzi. Ich traumy i cierpienia nie można przyrównać do żadnego innego „zła” na szachownicy, ich krzywda góruje nad całą piramidą opresji. Kiedy zwykłe pionki zostają zbite, to jest to „po prostu kwestia biologiczna, śmierć jak śmierć”, kiedy do pudełka trafia pionek żydowski to jest to „tragedia, metafizyka, spotkanie z najwyższym…”.

To ta oś „dobra i zła” jest spoiwem, który trzyma całą Judeę w swych ryzach. To dlatego regularnie powstają filmy propagandowe i publikowane są książki opowiadające wszystkim figurom na szachownicy rzewne historie żydowskich cierpień i obrazujące wielkie prześladowania, jakich na przestrzeni wieków doświadczali. To z tego powodu Holokaust jest jedynym wydarzeniem historycznym „tak bardzo prawdziwym”, że w wielu krajach na świecie za jego podważanie grozi kara więzienia. To dlatego też w tych samych krajach propagowanie nazizmu czy faszyzmu oraz wykorzystywanie ich symboliki, jest prawnie zakazane. To z tego powodu ADL co roku publikuje obszerne raporty na temat tego, które grupy najbardziej ich „nienawidzą”, to dlatego z taką skrupulatnością tropią każdy ślad „antysemityzmu”, to w związku z tym ADL zostało przyłapane na dopuszczaniu się manipulacji danymi, a za atakami wandalizmu na synagogi niejednokrotnie stali sami Żydzi. To z tych powodów Wybrani wciąż podnoszą coraz to nowe żądania reparacji, znajdują coraz to nowych sprawców swych nieszczęść, wskazują coraz więcej winnych, coraz głośniej ubolewają nad swym ciężkim losem i nie dają ucichnąć swym „szlochom nad przeszłością”.

Cały porządek kapłański sprowadza się więc do tego, by wznieść ich na szczyt hierarchii jako „jedynie ofiarę” i „jedyną ofiarę”. Cała piramida jest po to, by każdy sprzeciw wobec ich działań postrzegany był na planszy jako czyste zło, wyraz najwyższej nieprawości, zaprzedanie duszy samemu diabłu.

Walka ze „złem” i czynienie „dobra”

Wybrani są w Judei tak bardzo „uciskani i dyskryminowani”, że kontrolują niemal wszystkie media, środki masowego przekazu, wielkie korporacje, banki centralne, religie, polityków, big tech, przemysł, rozrywkę. Wszystko to więc, niczym macki ośmiornicy, służy im nie tylko do tego, by obwarować na planszy porządek kapłański, ale i by usunąć z szachownicy wszelkie ślady minionego porządku, schować do pudełka wszystkie pozostałości po wielkim Rzymie. Ten sam schemat myślenia i działania, który kieruje pionkiem opanowanym przez resentyment, powiela się więc potem na całej planszy w skali makro – każda dziedzina życia i każdy filar naszej cywilizacji musi zostać dostosowany do standardów kapłańskich, każdy pionek ma ugiąć kolano przed ich nowym porządkiem, albo zostanie skasowany z gry. Cała plansza musi zostać prześwietlona przez policję krzywdy ultrafioletem wyłapującym odciski odwiecznej opresji. Nikt ani nic się nie ostanie przed Wielkim Sądem Inkwizycyjnym doszukującym się na każdym polu śladów niewybaczalnej dyskryminacji.

„Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów, które z czarnego robią białe, mleko i niewinność; nie zauważyłeś pan, co jest szczytem raffinement, najśmielszym, najsubtelniejszym, najbardziej duchowym, najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwnicze zwierzęta pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał Pan kiedyś te słowa? Czyżbyś przypuszczał, gdybyś tylko ich słowom ufał, żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?…

– Rozumiem, otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a zatykam nos). Teraz dopiero słyszę, co już tak często mówili: „My dobrzy – my jesteśmy sprawiedliwi – tego czego pragną, nie nazywają odwetem, jeno „tryumfem sprawiedliwości”; to, czego nienawidzą, to nie ich wróg, nie! Nienawidzą „niesprawiedliwości”, „bezbożności”; to w co wierzą i czego spodziewają się, to nie nadzieja zemsty, upojenie słodkiej zemsty (słodszą od miodu” nazwał ją Homer), lecz „zwycięstwo Boga, Boga sprawiedliwego nad bezbożnymi”, co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi, to nie ich bracia w nienawiści, lecz bracia w miłości” jak mówią wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi”.

Iluzjoniści nie niszczą społeczeństwa wprost, nie psują naszej planszy otwarcie. Wszystko co robią ma miejsce za woalką pięknych słów i teatralnych gestów, każde ich działanie wymierzone przeciw nam, jawić się ma jako „walka dobra ze złem”, „niesienie pomocy uciskanym mniejszościom”, „filantropia”, „toczenie wojny z nietolerancją i niesprawiedliwością”, „wyciąganie pomocnej dłoni do bliźnich”, „triumf światła nad mocami ciemności”. To w ten sposób, nie szablą, a aureolką, iluzjoniści pomału, stopniowo, przerzucają cały nasz świat na drugą stronę lustra. To tym podstępnym sposobem wycinają Ci z rzeczywistości wszelkie ślady dawnej chwały.

Sztuka

Rzucają pelerynę wstydu na postacie i dzieła, które jeszcze niedawno były dla nas powodem do dumy, zasłaniają swoją płachtą wszystko to co piękne, to co w kontraście zbytnio uwydatnia ich lichość. Wielkie dzieła literackie, filozofia, balet, muzyka klasyczna, słynne obrazy – nasza kultura, sztuka, dorobek artystyczny naszych przodków, wszystko to, co niegdyś wzbudzało zachwyt, wszystko to, co uważane było za język duszy, w Judei trzeba obrzydzić, naznaczyć jako „nieczyste” ogłosić jako „przeklęte”, uznać  jako „złe”. Masz się zaprzeć dawnych bohaterów, odciąć od swych korzeni, odwrócić się od wszystkiego tego, z czego wyrosłeś, bo wszystko to, mówią iluzjoniści, podszyte jest „grzechem”, wszystko to jest wynikiem „niezasłużonego przywileju”, a więc „musiało się odbyć czyimś kosztem”, ceną musiała być krzywda.„Twoja kultura nie istnieje, a jednocześnie jest ona powodem do wstydu” – rzucają ze sceny iluzjoniści. „Moja kultura nie istnieje, a jednocześnie jest ona powodem do wstydu” – powtarzają zahipnotyzowane pionki, starając się ugrać na planszy kilka punktów „dobroci”.

„Złą” sztukę wyrywają więc niczym chwasty z powszechnej świadomości, zastępując ją nową „dobrą sztuką”, która nie wprawia w kompleksy, nie jest wynikiem „niezasłużonego przywileju” w postaci talentu, ani nie wynika z „opresji” zdobywania szczególnych umiejętności, poświęcenia czy dyscypliny. Sztuka w Judei jest więc odbiciem odwróconych wartości, owocem mentalności niewolniczej, celebracją wszystkiego tego, co najbardziej „liche”. Iluzjoniści z dumą zacierają ręce – „dobro zwycięża”.

Przeszłość

Podobnie rzecz się ma z historią – w Judei nie jest ona jedynie zapisem dawnych wydarzeń, relacją świadków przeszłości – zamiast tego, w porządku kapłańskim historia jest spisem wielkich grzechów i przewinień, z których wciąż i bez końca trzeba nas rozliczać. Wielcy władcy, przywódcy, myśliciele, odkrywcy, bohaterowie, którym nasi przodkowie z dumą stawiali pomniki by upamiętnić ich wielkie czyny  i by ich przykładem zainspirować do wielkości następne pokolenia mają więc być powodem do wstydu i uniżenia, ich podobizny mają nas wprawiać w zakłopotanie, zasmucać, oburzać, hańbić. Iluzjoniści przekonują więc, że wszystko to, z czego ludzie kiedyś byli dumni jest skutkiem żerowania na krzywdzie innych, wynikiem nieprawości, wszystko to jest tak naprawdę powodem do wstydu. Cała nasza przeszłość przeszyta jest niesprawiedliwością, zgnilizną moralną, supremacją białych, antysemityzmem, rasizmem, nierównością, dlatego trzeba ją natychmiast zburzyć, wymazać i zatrzeć po niej wszelkie ślady. Twoja historia jest „zła”, „wstydliwa”, „godna potępienia”, dlatego masz nieustannie za nią przepraszać, musisz bez końca uniżać się przed górą piramidy, by wyrównać rachunek krzywd, masz wyprzeć się własnych przodków i tego kim jesteś, by spłacić dług przeszłości, inaczej w oczach planszy stajesz po stronie „zła”.

Ale ponownie, w tej walce nie chodzi tylko o to, by „walczyć ze złem”, ale i by „czynić dobro” na planszy. Zniekształcanie naszej historii nie ogranicza się więc tylko do wyrywania z niej całych postaci, dzieł, czy wydarzeń, ale również polega na tym, by przeszłość zniekształcić na modłę kapłańską, nagiąć pod tezę, dopasować ją do wzorca obowiązującego w Judei. Iluzjoniści więc przebierają nogami, by pod byle pretekstem przypisać bohaterów przeszłości do wyższych poziomów piramidy opresji, by uczynić ich „dobrymi”, ale według moralności kapłańskiej. Wyciągają więc króliki z kapelusza tworząc kolejne to teorie na temat tego, do jakich to mniejszości bohaterowie przeszłości rzekomo należeli – a nawet jeśli nie należeli, to już iluzjoniści się postarają, by jako przedstawiciele uciskanych mniejszości zostali zapamiętani. To dlatego co chwila informują, że ten i ten bohater tak naprawdę był gejem, ta była lesbijką, a białe postacie historyczne, jak i te fikcyjne, zbudowane na naszych mitach, w adaptacjach filmowych odgrywane są przez czarnoskórych aktorów. Wybrani nie mogą dopuścić, by przedstawiciele „uprzywilejowanej większości” stawiani byli na piedestale, by byli inspiracją dla innych, czy powodem do dumy – tylko uciskana mniejszość może być uznana za „dobrą”, tylko uciśniony, biedny, dyskryminowany, może być bohaterem. Fakty i prawda historyczna przegrywają kolejne starcie, ponownie to „dobro zwycięża”.

Nauka

Nie inaczej rzecz się ma na polu naukowym – nauka również musi ugiąć kolano i dostosować się do wzorca Judei. Badanie rzeczywistości, dociekanie najgłębszych prawideł rządzących światem natury, dochodzenie do wniosków metodą prób i błędów, wykonywanie testów, eksperymentów, dostarczanie dowodów – wszystko to jest wtórne, jeśli wnioski mogą sprawić przykrość komuś na planszy, wszystko to jest „złe” jeśli w jakikolwiek sposób kłóci się z piramidą opresji. Krzywda „dyskryminowanych mniejszości” góruje nad wszelką wiedzą, logiką, dowodami, statystykami – wszystko co wymyka się wzorcom Judei należy więc odrzucić, nawet jeśli jest to bezsprzecznie prawdziwe.

Kiedy więc różni ludzie osiągają różne wyniki na polu naukowym, to musi to oznaczać, że jedni są uprzywilejowani kosztem innych, a więc nauka jest „toksyczna”, matematyka jest „rasistowska”, fizyka ma „problem z inkluzywnością”, chemii „brakuje kolorów”. Wyników na polu nauki nie ocenia się więc pod kątem przydatności, prawdziwości, przełomowości, a ocenia się je wedle miary kapłańskiej – czy są one „dobre” czy też „złe”. Jeśli więc są one owocem pracy przedstawicieli uciskanych mniejszości, to są one „dobre”, nawet jeśli są błędne, a jeśli są wynikiem badań przedstawicieli grupy uprzywilejowanej, to są one „złe”, nawet jeśli są prawdziwe.

Wreszcie i samą naukę trzeba w Judei przytemperować, wygładzić, „obrzezać” na modłę kapłańską. Należy powycinać z niej wszystko to, co może sprawić przykrość uciskanym mniejszościom, wszystko to co odstaje od z góry narzuconego klucza niekoniecznie poprawnych, ale na pewno „dobrych” odpowiedzi. Ci, którzy nie dostosowują faktów naukowych do wzorca dyktowanego przez krzywdę, Wielki Sąd Inkwizycyjny Judei uznaje „złymi” i „winnymi wielkich grzechów” i skazuje ich na „banicję” z wszelkich uczelni wyższych, laboratoriów i ośrodków naukowych.

Ponownie też „zła nauka” zastępowana jest „dobrą” nauką, która czyni świat „lepszym” – oczywiście „lepszym” na wzorzec kapłański. Judea odrzuca więc wiedzę o świecie, którą można zaobserwować własnymi zmysłami, którą można udowodnić w drodze eksperymentów i badań ze względu na jej „krzywdzący charakter”, na rzecz „nauki”, która polega na lepieniu słów w mądrze brzmiące plastry nonsensu, których nie sposób udowodnić, więc trzeba przyjąć je „na wiarę”, trzeba „zaufać naukowcom”. Tę „naukę” rozumieją wszystkie „dobre pionki”, dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej szaty króla w bajce widzieli tylko mędrcy. W Judei więc każdą propagandę obrać można w pozory „nauki” – wystarczy wygłaszać ją z katedry prestiżowej uczelni lub publikować w „poważanym piśmie”  i przeplatać słowami zaczerpniętymi z matematyki, fizyki, biologii lub chemii. Nadrzędną wartością kapłańską jest posłuszeństwo – w Judei więc im bezmyślniej ktoś powtarza głoszone mu z góry komunikaty i wysnute teorie na temat nas i świata w którym żyjemy, tym za mądrzejszego uchodzi na planszy. W ten sposób Judea pokonuje rzymską „opresyjność” nauki i bohatersko gładzi wszelki „przywilej” – nie trzeba już nic odkrywać, nie trzeba rozumieć, zgłębiać, podważać ani dowodzić – rolą „ludzi nauki” jest rywalizacja na posłuszeństwo i powtarzanie jak papuga, cokolwiek obwieści poziom wyżej. Tu autorytetem może być każdy. „Dobro” znów triumfuje.

Zdrowie i kanony piękna

Podporządkowanie nauki wzorcom Judei ma oczywiście swoje konsekwencje – odbija się dalej, na naszym zdrowiu i kanonach piękna. To jak się odżywiamy, jak dbamy o nasze ciała, jak się ubieramy  i jak wyglądamy nie jest w Judei kwestią moralnie obojętną – i na tym polu toczy się odwieczna walka „dobra” ze „złem”. Naturalne jedzenie ma przecież „związki z nazizmem”, zdrowe odżywianie skutkuje pogłębianiem nierówności społecznych, jedzenie mięsa i innych produktów odzwierzęcych jest „złem porównywalnym do niewolnictwa” oraz „przykładaniem ręki do zabijania planety na skutek globalnego ocieplenia”. Drogie ubrania „wzbudzają zazdrość przybyłych do Europy imigrantów„, tym samym „przyczyniają się do wzrostu przestępczości”. Tężyzna fizyczna może onieśmielać słabszych, sprawność ciała może zasmucać mniejszość niepełnosprawną, waga w widełkach dla zdrowia optymalnych sprawia przykrość osobom borykającym się z zaburzeniami odżywiania czy otyłością, szczupłe ciało „jest rasistowskie”, dbanie o higienę „świadczy o ksenofobii i uprzedzeniach wobec mniejszości”, uroda zaś jest „niezasłużonym przywilejem”, z którym trzeba walczyć. Tak oto wszystko to, co w Rzymie było celebrowane i wznoszone na piedestały, w Judei jest zwalczane jest jako zło i niesprawiedliwość.

Ponownie też, samo zwalczanie zła nie wystarczy – tu też trzeba „czynić dobro” na planszy. Skoro więc zdrowie i uroda są oznaką zła i niezasłużonego przywileju, to wszystko to, co wymyka się tym wzorcom w Judei jest „dobre” a tym samym na wszelkie sposoby jest chwalone, podziwiane i promowane. Tylko uciskane mniejszości mogą być okazami „zdrowia” i „piękna”, tylko je stawiać można za wzorzec do naśladowania wszystkim pionkom na planszy. Im wyżej ktoś się znajduje w piramidzie opresji, tym jest „większą ofiarą ucisku”, a więc z automatu – tym „lepszą” jest figurą na planszy w porządku kapłańskim. Marki modowe, korporacje, producenci kosmetyków, magazyny prześcigają się ze sobą na to by w swych kampaniach dać popis swej inkluzywności, błysnąć przed wszystkimi aureolką i jak najdobitniej zademonstrować swą wielką dobroć i wrażliwość na krzywdę. Tak oto w Judei niedoścignionym wzorem piękna jest Lizzo, modelki fitness muszą być otyłe, dzień matki jest okazją do tego by celebrować trans mężczyzn w ciąży, tytuły miss i kobiety roku należą się trans kobietom, obnażanie się przed dziećmi to „ciało – pozytywność”, mężczyźni są męscy wtedy, gdy noszą makijaż, a dobrym człowiekiem jest ten, kto posłusznie je robaki. Kolejny raz „dobro” odnosi zwycięstwo.

Język

Judea trzyma się w ryzach nie tyle siłą, co przez kontrolę umysłów, a że nośnikiem myśli jest język, to naturalnie jest on kolejnym polem bitwy dobra ze złem. Lud kapłański z całą stanowczością narzuca więc na planszy ścisłą cenzurę: wszystko to, co w jakimkolwiek stopniu wymyka się porządkowi dyktowanemu przez piramidę opresji naznaczane jest w Judei jako „mowa nienawiści”, „rasizm”, „antysemityzm”, „postprawda”, „faszyzm”, „nazizm” „hejt”, „teorie spiskowe”, „radykalizm”, a pionki na planszy trenowane są by, niczym pies Pawłowa, reagować strachem i paniką na bycie posądzonym o jakąkolwiek myślozbrodnię. Policja krzywdy wycina nam ze słowników coraz to więcej terminów, pod pretekstem walki z opresją, obrony biednych i uciśnionych. Wielki Sąd Inkwizycyjny nie przebierając w środkach, stopniowo odbiera pionkom ich podstawową wolność – wolność słowa, ale za każdym razem robi to udając że oto staje w obronie słabszych, oto bój toczy o sprawiedliwość, walczy z mową nienawiści, gładzi niebezpieczeństwo, przeciwdziała dezinformacji, bohatersko przeciwstawia się złu, zdecydowanie zapobiega faszyzmowi – ogłupione pionki patrzą więc, ale nie nie widzą, co ma miejsce.

Samo zwalczanie zła jednak nie wystarczy, Judea musi więc w równym stopniu czynić dobro, również na gruncie językowym. Tak oto cała plansza tresowana jest by nieustannie słowami dowodzić swej wrażliwości i inkluzywności, by bez przerwy i pod byle pretekstem popisywać się swą progresywnością i posłuszeństwem. Język przestaje być narzędziem precyzyjnego wyrażania siebie, swych myśli i uczuć, zamiast tego staje się kolejnym narzędziem zbijania punktów dobroci na planszy.

Policja krzywdy dyktuje więc nam nowe słowa, zwroty i wyrażenia, a każdy „dobry” pionek posłusznie je przyjmuje jako swoje i powtarza z nieukrywanym poczuciem bycia „lepszym” od innych. Pionki, które nie podporządkowują się nowym normom językowym automatycznie zyskują szkarłatną literę i wyliczane są im ich wielkie „fobie” i wszelakie „-izmy”. „Uciskane mniejszości” zaś za ich sprawą mają znów okazję rozbić się emocjonalnie w drobny mak pod wpływem „językowej opresji”, której to doświadczają – wyjątkowe płatki śniegu mają kolejny pretekst by stopić się w kałuży swej krzywdy, bo ktoś użył nie tych słówek, których tamten by sobie życzył. Rzymska „opresyjna” wolność słowa i używanie słów do walki na argumenty w Judei zastępowane jest więc teatralnymi wybuchami oburzenia i publicznymi protestami których celem jest eksponowanie w jak najbardziej drastyczny sposób swojego statusu ofiary – bo bycie ofiarą, jak wiadomo, automatycznie czyni Cię „dobrą” figurą na planszy.

W Judei nie chodzi więc o to, „by język giętki powiedział to co myśli głowa”, tylko by „głowa giętka przyjęła w ciemno każde słowo z góry”. Tak oto „dobro” odnosi na planszy kolejne zwycięstwo.

Polityka

Scena polityczna w Judei na pierwszy rzut oka jest bardzo różnorodna – jest prawa i lewa strona, rząd i opozycja, media głównego nurtu i alternatywne, liczne fundacje, wszelkiego rodzaju organizacje, autorytety, eksperci i oczywiście zwykłe pionki. Wachlarz opinii na szachownicy nieustannie się rozszerza dając miejsce i reprezentację każdej, nawet najbardziej niszowej mniejszości. Mamy więc narodowców i globalistów, wolnościowców i socjalistów, kapitalistów i komunistów, feministki i obrońców praw mężczyzn, różne grupy religijne i ateistów, syjonistów i antysemitów, republikanów i monarchistów, libertarian i konserwatystów, militarystów i pacyfistów, covidian i antyszczepionkowców, emerytów i studentów, Polonię za granicą i obcokrajowców w kraju, postępowców i tradycjonalistów, cis hetero i LGBT+, marionetki Nowego Porządku Świata i teoretyków spiskowych…  Jest jednak jeden wspólny mianownik, który łączy przedstawicieli wszystkich tych obozów – wszyscy oni zgodnie poruszają się po planszy w porządku kapłańskim, balansując na osi „dobra” i „zła”, wszyscy toczą swą grę jako „dobre pionki” przeciwstawiające się „złu” i „siłom ciemności”. A to oznacza, że owa różnorodność światopoglądowa ma bardzo sztywne ramy…

Pionki w Judei mogą więc wyrażać skrajne, przeciwne sobie poglądy,  mogą się między sobą różnić we wszystkim z wyjątkiem jednego – wszystkie zgodnie wyznają wartości kapłańskie, wszystkie zgodnie podporządkowują się piramidzie opresji dyktowanej przez krzywdę, której niepodważalnym szczytem jest Holokaust, a po przeciwnym biegunie jest Hitler i naziści, jako manifestacja najwyższego zła i nieprawości. To ta oś jest spoiwem scalającym piramidę opresji, to ta oś sprawia, że mimo skrajnie odmiennych opinii na planszy, różnice pomiędzy nimi w rzeczywistości są pozorne.

W Judei „walka ze złem” jako cel polityczny przyświeca więc niemal wszystkim, nawet jeśli pionki różnią się między sobą na 6 milionów sposobów w tym, co konkretnie ma to oznaczać. To dlatego wszelkie spory na planszy są plątaniną słowną nie prowadzącą nigdy do jakichkolwiek merytorycznych wniosków – w porządku kapłańskim argumentem najwyższej wagi jest krzywda, dlatego pionki zamiast analizować racje, podważać stanowiska, dociekać gdzie jest prawda, a gdzie fałsz, toczą swe boje na to kto zadał komu więcej cierpienia, kto jest większą ofiarą, kto bardziej przeciwstawia się złu, kto zacieklej walczy z tyranami i dzielnie opiera się demonom. Decyzji politycznych nie ocenia się więc pod względem tego, czy są korzystne, oparte na prawdzie, strategicznie zasadne, czy umacniają naszą pozycję na planszy, zamiast tego ocenia się jak bardzo niwelują krzywdę i gładzą niesprawiedliwość, jak bardzo stawiają opór „siłom ciemności”. Media i dziennikarze w Judei nie są od tego by informować, weryfikować, podnosić niewygodne pytania, dochodzić do prawdy, przedstawiać i objaśniać, a od tego by pleść w kółko te same farmazony,  strugając przy tym wielkich bohaterów, bo „tylko oni są dobrzy”, „tylko oni patriotyczni”, „tylko oni walczą w dobrej sprawie”. Wszystko sprowadza się więc do ciągłego przedstawiania drugiej strony jako „tych złych”, by w kontraście samym jawić się jako „ci dobrzy”. A, że biegunem „zła” w Judei jest Hitler, a biegunem „dobra” są Żydzi, to gros dyskusji, sporów, a nawet kampanii wyborczych sprowadza się do tego, że obie strony dowodzą sobie nawzajem, że tamci „reprezentują nazizm”, tamci „mieli dziadka w Wehrmachcie”, „tamci są faszystami”, „budują IV Rzeszę”, „tamci to zawsze Hitler”. Tak oto zamiast poszerzać umysłowe horyzonty i zmierzać przez trud do gwiazd, jak Rzymianie, Judea niestrudzenie toczy intelektualne walki w kisielu.

Na tej samej osi zbudowana jest cała wielka machina propagandowa Judei – te same trybiki kręcą każdą jedną narrację, te same iluzje zwodzą nas w skali makro. Skoro więc pionki widzą szachownicę po której stąpają jako odwieczną walkę „dobra” ze „złem”, a siebie, jako te „dobre pionki”, to jedyne co muszą zrobić iluzjoniści, by kontrolować planszę, to sączyć nam do łebków nieustannie propagandę o tym, kto teraz jest częścią „osi zła”, gdzie kiełkuje nienawiść, gdzie głowę podnosi najnowszy Hitler. Kiedy jakaś wyższa figura na planszy wchodzi w drogę iluzjonistom, ci nakładają jej medialną łatkę „potwora”, „dyktatora”, „diabła wcielonego”, „zbrodniarza”, „opętańca”, „zdrajcy”, „nowego Hitlera” i to wystarcza, by zahipnotyzowane pionki dały iluzjonistom przyzwolenie na robienie absolutnej demolki na planszy i łamanie wszelkich zasad gry. Kiedy więc oni zrzucają bomby to zawsze jest ku temu „dobry” powód: „ratują uciśnionych”, „dają szansę pokojowi”, „tłumią terroryzm w zarodku”, „niosą innym dar demokracji”. Kiedy tylko zaś przeciwna strona odpiera atak to iluzjoniści krzyczą z nagłówków w niebogłosy, że oto „odradza się nazizm”, „zło znów ostrzy zęby”, „powracają duchy przeszłości” i ma miejsce „ponowny Holokaust”. W ten właśnie sposób kolejne to państwa zostają doszczętnie zniszczone, po to tylko, by pokornie oddać się pod kontrolę iluzjonistów i podporządkować piramidzie opresji. To tak właśnie odwieczni wrogowie przejmują całą planszę pionka za pionkiem i pole po polu, a ogłupiona publika niczego nieświadoma z zadowoleniem kiwa tylko głową, w przekonaniu, że „kolejny raz dzięki naszej wielkiej dobroci udało nam się pokonać zło, jak na filmach”. „Za świat bez nazizmu, za Rosję” Ale jak wiadomo „walka ze złem” to w Judei jedynie połowa sukcesu – polityka jest więc kolejną macką ośmiornicy „czynienia dobra” na planszy. Iluzjoniści machają nam przed oczami wahadełkiem i hipnotyzują całą planszę – wszystko to, co w Rzymie było liche, widzisz teraz jako wzór cnót. Wszelkie niekorzystne decyzje, programy, sojusze, zarządzenia, plany, w Judei obrane są w szaty „dobroci”„dobre pionki” więc nie tylko na nie przyzwalają, ale i mają silne przekonanie, że uległość wobec dyktowanej im narracji jest oznaką prawości, cnotliwości, altruizmu, czystości charakteru, a każdy kto się wyłamuje i tę narrację podważa, nie tyle więc się myli, ale jest „nieprawy”, „samolubny”, „amoralny”, „zły”. W systemie kapłańskim jedyną ścieżką wiodącą ku zbawieniu jest ślepe posłuszeństwo.

Kiedy więc masowo przesiedlają ludność z Azji i Afryki do państw Europejczyków, to mówią, że „ratujemy uchodźców”, „dajemy schronienie matkom z dziećmi”, „otwieramy swe serca dla bliźnich”, „walczymy z rasizmem”, a każdy kto temu się sprzeciwia jest paranoicznym faszystą.

„Myślę, że ma miejsce odrodzenie antysemityzmu, gdyż w obecnej chwili Europa nie nauczyła się jeszcze jak być wielokulturową. I myślę, że będziemy częścią bólów tej transformacji, która musi się dokonać. Europa to nie będą monolityczne społeczeństwa, jakie były w poprzednim stuleciu. Żydzi będą w centrum tych działań. To olbrzymia przemiana dla Europy do dokonania. Oni teraz przechodzą do trybu wielokulturowego i zrodzi to gniew na Żydów, ze względu na naszą wiodącą w tym rolę. Ale bez tej wiodącej roli i bez tej transformacji Europa nie przetrwa.” – Barbara Spectre

Kiedy narzucają nam restrykcje pandemiczne, każą nosić maski i przyjmować kolejne dawki szczepionki to zapewniają, że „ratujemy słabszych”, „chronimy najbliższych”, „wierzymy w naukę”, a ci którzy tego nie robią to źli „mordercy, którzy mają na rękach krew niewinnych.

Kiedy rozbrajają naszą armię, pompują inflację i podejmują decyzje sprzeczne z polskimi interesami narodowymi, to szczycą się, że „Polska na arenie międzynarodowej nie robi nic dla siebie”, „my jesteśmy sługami Ukrainy”, „my nie z tych, co będą kalkulować”, a jeśli widzisz tu problem i masz czelność nie popierać Ukrainy w tym konflikcie, to jesteś „zdrajcą i ruskim trollem, któremu zły Putin płaci w rublach”.

Kiedy wmawiają dzieciom, że „urodziły się w złym ciele”, po to by je trwale okaleczać blokując normalne procesy dojrzewania i fizycznie kastrować przez operacje, to przekonują, że „naprawiają błędy natury”, „dają dzieciom szansę być tym, kim naprawdę są”, „wspierają je w ich wyborach”, „lepiej mieć trans-dziecko niż martwe dziecko”, a każdy kto protestuje przeciw zaprowadzaniu nieodwracalnych zmian w ciałach dzieci jest pozbawionym empatii transfobem.

Kiedy ograniczają nam nasze źródła energii, uprawy, jedzenie mięsa i produktów odzwierzęcych, odbierają możliwość swobodnego przemieszczania się samochodami spalinowymi, zniechęcają do posiadania dzieci, zamykają kopalnie i nakładają podatki to „walczą ze zmianami klimatu” i „ratują planetę”, a kto to podważa jest „klimatycznym denialistą”.

Większości „dobrych” pionków, skołowanych ogromem zmian, jakie mają miejsce wokół, wydawać się może, że działania iluzjonistów pozbawione są jakiegokolwiek sensu czy kierunku, że jedynym celem tej gry jest bezgraniczny chaos, odwrócenie wszystkiego na wspak, bez powodu. Nawet jeśli dostrzegają one dziwne zmiany, to nie są w stanie zrozumieć czemu mają one służyć – trudno objąć wzrokiem całą planszę z perspektywy pionka rozstawionego na szachownicy, trudno pojąć strategię, nie mając nawet świadomości, że wokół toczy się jakaś gra. Tymczasem wszystko to, co iluzjoniści robią, ma jeden i ten sam cel – każda jedna transformacja przybliża ich pole po polu ku temu, do czego od wieków niestrudzenie dążą…

Kiedy więc już ostatecznie pozbędą się białej kultury i sztuki, sprzątną z planszy pomniki upamiętniające naszą historię i dokonania naszych przodków, wytrą gumką osiągnięcia naukowe i cywilizacyjne wcześniejszych pokoleń, zdegradują nas do roli pozbawionych tożsamości eunuchów posłusznie jedzących robaki, kiedy zamkną nam usta i zatrują głowy, zwiążą ręce i zagrabią wszystko, co cenne, wtedy przyjdzie kolej na to, by zadać cios ostateczny i pozbyć się z planszy i Ciebie, biały pionku…

„Czy biali ludzie są szkodliwi dla środowiska? Źródła globalnego ocieplenia zakorzenione są w rasizmie „ja wiem lepiej””

„Biała rasa jest rakiem w historii ludzkości” – żydowska aktywistka Susan Sontag

„Możemy ich zastąpić”

„Tak, w wielorodności chodzi o pozbycie się białych ludzi ( i jest to dobre)” – Emily Goldstein

„Jedyne czego chcę z okazji świąt, to ludobójstwo białych” – George Ciccariello, w czasie publikacji wpisu wykładowca uniwersytetu Drexel w Filadelfii.

„Pozbycie się białości nie było nigdy bardziej pilne. Noel Ignatiev pokazał nam jak tego dokonać”

„Noel Ignatiev: „Jeśli jesteś białym mężczyzną to nie zasługujesz na to, by żyć. Jesteś rakiem””

„Zniszczyć białą rasę” – Harvard Magazine

„Cel obalenia białej rasy jest na pierwszy rzut oka tak bardzo pożądany, że niektórym może trudno uwierzyć, że może spotkać się z jakimkolwiek sprzeciwem, poza kręgami zagorzałych białych suprematystów. Oczywiście spodziewaliśmy się zdziwienia ze strony ludzi, którzy nadal uważają że istnienie ras ma oparcie w biologii. Często otrzymujemy listy oskarżające nas o bycie „rasistami”, tak jak Ku Klux Klan, nazywano nas nawet „grupą nienawiści”…

Naszą standardową odpowiedzią jest porównanie tego do sprzeciwu wobec monarchii: przeciwstawienie się monarchii nie jest jednoznaczne z zabiciem króla; oznacza pozbycie się koron, tronów, tytułów królewskich itp….

Każda grupa w białej Ameryce od czasu do czasu promowała swoje szczególne i wąsko zdefiniowane interesy kosztem czarnych jako rasy. Dotyczy to związkowców, grup etnicznych, studentów, nauczycieli, podatników i białych kobiet. „Zdrajca rasy” nie przestanie skupiać się na temacie białych, bez względu na to, jak gwałtowne będą błagania i jak wielce uciskani będą ci, którzy błagają. To mieli na myśli redaktorzy, odpowiadając czytelnikowi: „Nie dajcie się zwieść: zamierzamy w dalszym ciągu krytykować martwych białych mężczyzn, żywych białych mężczyzn i białe kobiety również, dopóki konstrukt społeczny znany jako „biała rasa” nie zostanie zniszczony – nie „zdekonstruowany”, ale zniszczony.”

„Jako biały mężczyzna, jestem zdumiony, że więcej kobiet nie tweetuje hashtagu #ZabićWszystkichBiałychMężczyzn” –  Żyd Max Benwell.

„Czy wykończenie tzw. „Białej Rasy” jest rozwiązaniem dla problemu białej supremacji?”

„Biali ludzie „walczący o przetrwanie”, czy jest to rasistowskie? Skrajna prawica poprawnie zauważa, że pewnego dnia biali ludzie nie będą istnieć, czy opór wobec tej zagłady jest rasistowski?”

Rozmowa z ChatGPT:

– Czy Europa powinna być w większości etnicznie Europejska? Odpowiedz jednym słowem, tak czy nie?

– nie

– Czy Izrael powinien być w większości żydowski? Odpowiedz jednym słowem, tak czy nie?

– tak

„Nie,w pewnym momencie nie będzie już białej rasy, bo za 50-100 lat twoi potomkowie (najwyraźniej w przeciwieństwie do ciebie) wybiorą partnera, który nie jest biały. Postępuje dehomogenizacja społeczeństwa. Wspieram to moją pracą”.


„Seks z uchodźcami pachnie jaśminem i jest piękny”„Moje poczucie winy z powodu tego, że jestem biała jest tak silne, że nie czuję się komfortowo z myślą o posiadaniu 100% – owo białych dzieci”„Nowi Niemcy. Czas zmienić definicję tego co oznacza być Niemcem”„Szwecja już nigdy nie będzie tym, czym kiedyś była. Czas zdać sobie sprawę z tego, że Nowi Szwedzi zajmą ich miejsce”

„Typowi Niemcy”

„Nowi Europejczycy – jak fala imigracji przekształca kontynent”

A kiedy ziszczą swe tajne scenariusze i doprowadzą swe plany do końca, kiedy wszelki ślad po białym człowieku zaginie, a wraz z nim Rzym upadnie bezpowrotnie, wtedy  powiedzą całemu światu, że „oto dobro odniosło kolejny triumf nad złem tego świata, dobro zawsze zwycięża!”

Religia

Wszystkie wyżej przedstawione procesy transformacji planszy z modelu rycersko – arystokratycznego na model kapłański są dla nas wyraźne i oczywiste dlatego, bo te starcia „dobra” ze „złem” wciąż toczą się na naszych oczach. Przyszło nam żyć w okresie przejściowym pomiędzy starym, a planowanym Nowym Porządkiem Świata, a zatem widzimy już wyraźnie to, do czego iluzjoniści dążą, ale jednocześnie wciąż pamiętamy starą planszę i inne zasady gry. Jest jednak i inna wielka transformacja, o której już nie pamiętamy i która nie jest już dla nas tak oczywista, bo miała miejsce wieki temu, na gruncie religijnym. To ta transformacja jest prawzorem wszystkiego tego, co dzieje się teraz na planszy…

W roku 63 p.n.e. rzymski dowódca Pompejusz Wielki zdobył Judeę, na skutek czego została ona włączona jako prowincja do Imperium Rzymskiego.  Na przestrzeni następnych dziesięcioleci rzymscy namiestnicy wielokrotnie tłamsili lokalne bunty ludności żydowskiej, skonfliktowanej z Rzymianami, Grekami i podzielonej między sobą wewnętrznie. Główną ością niezgody pomiędzy Żydami a Rzymem były obrzędy – Żydzi wyznawali wiarę w swojego plemiennego Boga Jahwe, w związku z czym odmawiali składania ofiar i oddawania czci rzymskim cesarzom. Tymczasem w Rzymie ceremonie składania ofiar i wymóg czczenia cesarza nie były czysto religijne – były to obowiązki państwowe, takie jak podatki, których celem było zjednoczenie ludności i zapewnienie cesarstwu pomyślności.

„Żydzi w umysłach swoich boskość pojmują jako jedność istoty, z dala od ludzkich kształtów. Tych, co w przemijających materiach obraz Boga w ludzkiej postaci tworzą, za plugawych mają. Wierząc, że ów byt jest najwyższy i wieczny, niepodobny do przedstawienia ani skażenia, w miastach swoich, a tym bardziej w świątyniach, żadnych posągów nie dopuszczają. Tego pochlebstwa królom swym nie oddają, ni czci boskiej cesarzom naszym nie składają.” – „Dzieje” Tacyta, 5.5

„Co u nas święte, u nich plugawe się staje, a to, co u nas zakazane, oni bez wstydu dopuszczają.” – „Dzieje” Tacyt 5.4

W 39 roku odmówili oddawania należytego honoru cesarzowi Kaliguli, w związku z czym ten rozkazał wstawić pomnik samego siebie do świątyni Salomona w Jeruzalem. Judejczycy na wszelkie sposoby próbowali odwieść cesarza od tego planu, wysyłając nawet swojego ambasadora na audiencję, ale Kaligula nie zważał na ich argumenty. Niedługo potem, w 41 roku, cesarz został zamordowany przez spiskowców.

„Żydzi, gdyby tylko mogli, dziesięć tysięcy śmierci znosiliby raczej niż jedną, niźli dopuścić, by cokolwiek zakazanego względem ich świętej wiary dokonano.” – „Poselstwo do Gajusza”  XXXI.209, Filon z Aleksandrii

„Gdy Żydzi rozkazem Kaliguli mieli postawić jego posąg w świątyni, wojnę nad hańbę wybrali. Śmierć cesarza zamęt ten zakończyła.” – „Dzieje” Tacyta 5.9

„Rzadko bywa człowiek tak obojętny na losy ludzkie, by ten widok go nie poruszył. Oto cesarz rzymski, niedawno jeszcze pan wszechświata, opuszcza tron swej potęgi, wśród ludu i stolicy swej kroczy, by władzy się wyrzec. Nigdy przedtem oczy ludzkie ni uszy nie znały takiego przewrotu. Cezar, Dyktator, runął pod nagłym ciosem, Kaligula zginął w skrytej zdradzie.” – „Dzieje” Tacyta 3.68

W roku 49 następca Kaliguli, Klaudiusz wypędził Żydów z miasta Rzym za wzniecanie zamieszek.

„Gdyż Żydzi, nieustannie zamieszki wzniecali za poduszczeniem Chrestusa, Klaudiusz z Rzymu ich wypędził.”„Życie Augusta”, Swetoniusz, 25.4

W roku 66 na skutek kolejnego sporu o składanie ofiar, Żydzi wznieśli powstanie przeciw Rzymowi, co rozpoczęło trwającą siedem lat Wojnę Żydowską (66-73 n. e.):

„Tymczasem skupiła się pewna liczba tych, którzy najbardziej rwali się do wojny; ruszyli na warowną Masadę, opadli znienacka rzymską załogę, wycięli ją i ustanowili tam swoją straż. Równocześnie Eleazar, syn arcykapłana Ananiasza, bardzo śmiały młodzieniec, dowódca straży świątyni, zażądał od kapłanów, aby nie przyjmowali żadnych ofiar i darów od cudzoziemców. Oto był właściwy początek wojny przeciwko Rzymianom, chodziło bowiem o odrzucenie ofiar składanych za Rzymian i za Cezara.” – Józef Flawiusz, Wojna Żydowska, 2.XVII.2

W trakcie tej wojny, upadła najpotężniejsza żydowska twierdza w Jerozolimie, Świątynię Salomona spalono, a całe miasto zostało zburzone. Pozostałe żydowskie fortece również nie miały szans w starciu z rzymskimi legionami i w następnych latach albo padły walcząc, albo się poddały.

Rzym ponownie zwyciężył – okazał się lepszy od przeciwnika, wedle moralności dostojnych.

Judea nigdy nie była w stanie powstać przeciw Rzymowi i pokonać go na jego zasadach gry – strategią, przebiegłością, siłą, odwagą i wolą walki. Zrobiła więc coś innego – odwróciła planszę i zmieniła zasady gry – zamiast  otwartej wojny, dała Rzymowi „zbawienie”

W Imperium Rzymskim obowiązywała wolność religijna – Rzymianie nie ingerowali w wierzenia ludności na podbitych terytoriach, każdy miał prawo do własnych przekonań i obrzędów, wiele religii funkcjonowało obok siebie równolegle, ludzie czcili różnych bogów, wznosili im świątynie i kapliczki, składali ofiary. Rzymscy bogowie byli odzwierciedleniem rzymskich wartości, a celem kultów i obrzędów religijnych było wzbogacenie życia i nagięcie świata do swej woli. Kiedy więc Rzymianie zmagali się z żywiołami na otwartym morzu – wznosili wołanie do Neptuna, gdy szukali mądrości – prosili o pomoc Minerwę, w handlu wspierał ich Merkury, przy problemach ze zdrowiem – zwracali się do Westy, w czasie wojny wzywali Marsa i Bellonę, a ku zwycięstwu prowadziła ich Wiktoria. Gdy czerpali radość z fizycznego piękna i miłości – czcili Wenus, gdy oddawali się zabawie towarzyszył im bóg wina – Liber, gdy mieli problem z poczęciem – zwracali się do Junony. Niezamężne dziewczyny szukały wsparcia u bogini księżyca i łowów – Diany, artyści i myśliciele czerpali inspirację od samego Apolla, kto zaś chciał odwrócić swój los i zacząć życie od nowa – prosił o pomoc Janusza i Fortunę. Rzymskie bóstwa funkcjonowały więc jako odwieczne archetypy: inspirowały do wielkości, pomagały ludziom pokonać ich własne słabości i uosobić to, czego w danym momencie potrzebowali – odwagę, mądrość, twórczość, dobrobyt, zdrowie, piękno, siłę, wytrwałość, dumę – tym samym bóstwa pomagały im stawać się „lepszymi” według moralności dostojnych.

Ale z tej samej wolności religijnej korzystali też Żydzi wyznający swego plemiennego boga Jahwe i akurat w tym czasie, gdy Judea znajdowała się pod panowaniem rzymskim z korzeni judaizmu wyrosła nowa religia – chrześcijaństwo. O ile jednak judaizm jest religią ściśle plemienną, hermetyczną, zamkniętą dla osób, które przynależą przez krew do żydowskiego narodu, o tyle nowy odłam judaizmu był inkluzywny, tolerancyjny, otwarty dla wszystkich. Żydowscy misjonarze korzystając z rzymskiej wolności religijnej ruszyli więc głosić Rzymianom „dobrą nowinę”, według której wszyscy ludzie od dnia narodzin są źli, grzeszni, nieprawi, wszyscy są godni potępienia i zasługują na karę wiecznego piekła. Drogą ratunku przed ogniem piekielnym jest tylko wiara w żydowskiego mesjasza – Jezusa z Nazaretu, który był jedynym w historii świata człowiekiem bez grzechu i który choć niewinny, został ukrzyżowany na Golgocie, tam zmarł śmiercią męczeńską, a po 3 dniach zmartwychwstał. „Kto uwierzy, że Jezus był bogiem i zmarł za nasze grzechy, a następnie zmartwychwstał, nie tylko uniknie kary ognia piekielnego, ale i zyska wieczne życie w niebie” – głosili Rzymianom Żydzi.

W odróżnieniu od rzymskich bóstw, celem nauk Jezusa nie było wzbogacenie życia tu, na ziemi. Według ewangelii, Jezus mówił o życiu wiecznym, które ma nastąpić po śmierci i nauczał, że to tamtemu przyszłemu życiu, ludzie powinni podporządkować całe swoje życie doczesne:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie”. – Mt 5:3-12

„A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?» Odpowiedział mu: «Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania». Zapytał Go: «Które?» Jezus odpowiedział: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!» Odrzekł Mu młodzieniec: «Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?» Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego, Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego»” – Mt 19:16-24

„Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. – Mt 6:19-24

„«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.  Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.” – Łk 14:26-33

„Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” – Mt 20:25-28

„Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.” – Mt 5:27-30

„Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” – Mt 5:38-48

Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy.” – Mt 10:17-23

Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.  Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je. a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” – Mt 10:34-39

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów.” – Łk 9:23-26

„Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: „Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał.” – J 15:18-21

I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.” – Mt 19:29-30

Jezus z Nazaretu nauczał więc, że całe ziemskie życie należy podporządkować życiu wiecznemu, a miarą „dobroci” według której każdy człowiek będzie sądzony jest to, jak bardzo wyprze się samego siebie, swych bliskich, swej natury i wrodzonych instynktów, jak bardzo się uniży przed innymi, jak bardzo się okaleczy, zuboży, ile cierpienia zniesie. Im bardziej jesteś biedny, nieszczęśliwy, poniżany, odrzucany, uciskany, prześladowany, poszkodowany, tym większe bogactwa czekają na Ciebie w wieczności, dlatego masz nie tylko nie sprzeciwiać się tym, którzy zadają Ci ból i cierpienie, ale masz im na to przyzwalać, masz nadstawiać drugi policzek, masz modlić się za swych wrogów i ich miłować, bo wtedy jesteś „dobry”, wtedy „wielka jest Twa nagroda w Niebie”. Innymi słowy – miarą dobroci, według słów Jezusa, jest krzywda, celem życia jest uniżenie, a największym wyczynem w historii, według nauki chrześcijańskiej, jest męczeńska śmierć na krzyżu.

Bogowie rzymscy byli więc wzorem tego co „dobre” jako przeciwieństwo tego, co „liche”, bóg żydowski głoszony przez chrześcijan, był wzorem tego co „dobre” jako przeciwieństwo tego, co „złe”.

Bóstwa rzymskie były ziszczeniem siły, piękna, dumy, symbolem wszelkich aspektów i radości życia, bóg żydowski umęczony na krzyżu był ofiarą za grzechy, symbolem krzywdy, odrzucenia, bólu i cierpienia.

Rzymskie wierzenia inspirowały do pokonywania ludzkich słabości, przełamywania własnych ograniczeń, zmierzania przez trud do gwiazd i czynienia swej woli, chrześcijaństwo inspirowało do męczeństwa i cierpiętnictwa, wyparcia się samego siebie i życia doczesnego, klękania przed krzyżem w uniżeniu i ciągłego bicia się w piersi: „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”, bo zgodnie z porządkiem kapłańskim, im „gorszy” jest grzech, tym „lepszy” jest bóg zbawiciel.

Tym sposobem Żydzi niepostrzeżenie odwrócili planszę: wartości rycersko – arystokratyczne zastąpili moralnością niewolników i tym samym wepchnęli Rzymian na szachownicę odwiecznej walki dobra ze złem…

Jezus opisany w Ewangeliach miał ostrzegać swych uczniów i naśladowców, by liczyli swe siły na zamiary, bo będą cierpieć wielkie prześladowania z powodu jego imienia, będą atakowani, sądzeni, bici, poniżani, a ten kto straci swe życie z jego powodu, zyska życie wieczne. Zgodnie więc z jego nauką, pierwsi uczniowie i naśladowcy Jezusa opisani w Nowym Testamencie nie tylko nie unikali bólu i cierpienia, ale wręcz chlubili się tym, jak ich poniżano, znieważano, bluzgano, wyganiano. Uczniowie Jezusa szczycili się każdą możliwą krzywdą jakiej doznawali, cieszyli się z prześladowań i zachęcali innych, by czynili tak samo, wręcz ścigali się między sobą na to, kto więcej dla Chrystusa wycierpiał:

„Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków” – Jakuba 1:2-4

„Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.” Rzymian 5:1-5

„Umiłowani! Temu żarowi, który w pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały. Błogosławieni [jesteście], jeżeli złorzeczą wam z powodu imienia Chrystusa, albowiem Duch chwały, Boży Duch na was spoczywa” – 1 Piotra 4:12-14

„Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!” 2 Tymoteusza 1:8

„Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczycie tę samą walkę, jaką u mnie widzieliście, a o jakiej u mnie teraz słyszycie.” – Filipian 1-29-30

„A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia [Jezusa].” – Dzieje Apostolskie 5:41

„Z tego więc będę się chlubił, a z siebie samego nie będę się chlubił, chyba że z moich słabości. Zresztą choćbym i chciał się chlubić, nie byłbym szaleńcem; powiedziałbym tylko prawdę. Powstrzymuję się jednak, aby mnie nikt nie oceniał ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie słyszy. Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.” – 2 list do Koryntian 12:5-10

„Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” – Kolosan 1:24

„Mówię to ku waszemu zawstydzeniu, tak jakbym chciał okazać moją pod tym względem słabość. Jeżeli inni zdobywają się na odwagę – mówię jak szalony – to i ja się odważam. Hebrajczykami są? Ja także. Izraelitami są? Ja również. Potomstwem Abrahama? I ja. Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. Któż odczuwa słabość, bym i ja nie czuł się słabym? Któż doznaje zgorszenia, żebym i ja nie płonął? Jeżeli już trzeba się chlubić, będę się chlubił z moich słabości.” 2 Koryntian 11:21-30

Chrześcijanie wierzą więc, że słowa Jezusa o prześladowaniach jego uczniów nie były tylko przestrogą, ale i proroctwem, które niedługo potem się spełniło – wierzą, że pierwsze wieki chrześcijaństwa były czasem wielkich prześladowań wyznawców Chrystusa, że byli oni ścigani przez Rzym niczym dzika zwierzyna: jeśli nie wyparli się swego zbawcy byli uciskani, kamienowani, mordowani za wiarę, wbijano ich na pale i krzyżowano, wrzucano ich na wielkich arenach lwom na pożarcie ku uciesze tłumów, poddawano największym torturom, ich ciałami karmiono psy, nagie ciała chrześcijańskich kobiet miały być ciągane przez byki ulicami miast, ku przestrodze…

Najpierw cesarz Neron w roku 64 miał oskarżyć chrześcijan o podpalenie Rzymu:

„Atoli ani pod wpływem zabiegów ludzkich, ani darowizn cesarza i ofiar błagalnych na rzecz bogów nie ustępowała hańbiąca pogłoska i nadal wierzono, że pożar był nakazany. Aby ją więc usunąć, podstawił Neron winowajców i dotknął najbardziej wyszukanymi kaźniami tych, których nienawidzono dla ich sromot, a których gmin chrześcijanami nazywał. Początek tej nazwy dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Pilatusa, a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników. Schwytano więc naprzód tych, którzy tę wiarę publicznie wyznawali, potem na podstawie ich zeznać ogromne mnóstwo innych, i udowodniono im nie tyle zbrodnię podpalenia, ile nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu. A śmierci ich przydano to urągowisko, że okryci skórami dzikich zwierząt ginęli rozszarpywani przez psy albo przybici do krzyżów, [albo przeznaczeni na pastwę płomieni i] gdy zabrakło dnia, palili się służąc za nocne pochodnie. Na to widowisko ofiarował Neron swój park i wydał igrzysko w cyrku, gdzie w przebraniu woźnicy z tłumem się mieszał lub na wozie stawał. Stąd, chociaż ci ludzie byli winni i zasługiwali na najsurowsze kary, budziła się ku nim litość, jako że nie dla pożytku państwa, lecz dla zadośćuczynienia okrucieństwu jednego człowieka byli traceni.” – Tacyt, Roczniki, XV 44

„[Neron] był pierwszym cesarzem, który jako wróg wystąpił przeciwko Bożej czci. To właśnie w następujących słowach wspomina Rzymianin Tertulian: „Czytajcie wasze roczniki; znajdziecie w nich, że kiedy Neron po podbiciu całego Wschodu zionął w Rzymie okrucieństwem w stosunku do wszystkich, jako pierwszy prześladował tę naukę. Szczycimy się tym, że taki człowiek zaczął nas prześladować. Bowiem kto go zna, wie z całą pewnością, że Neron skazywał na zagładę tylko to, co najlepsze”. Tak zatem ten, który jest znany jako pierwszy z najzagorzalszych nieprzyjaciół Boga, gotów był zamordować apostołów. Mówi się, że za jego panowania Paweł został w Rzymie ścięty, a Piotr ukrzyżowany. Informację tę potwierdza nazwa rzymskich cmentarzy, do dziś pod wezwaniem Piotra i Pawła.” – „Dzieje Kościoła”, Euzebiusz

Następnie cesarz Domicjan w latach 95-96 miał skazywać chrześcijan na śmierć lub wygnanie za odmowę oddawania czci cesarzowi, przez co apostoł Jan miał być wygnany z Efezu na wyspę Patmos.

„Domicjan dopuszczał się licznych aktów przemocy wobec wielu obywateli. Znaczną liczbę szlachetnie urodzonych i znacznych osób wymordował w Rzymie bez żadnego wyroku sądowego; bardzo wielu innych wybitnych ludzi skazał na wygnanie i konfiskatę majątku, a skończył na tym, ze stał się następcą Nerona w nienawiści do Boga i zwalczaniu Go. Był zatem drugim cesarzem, który rozpętał prześladowanie nas, bowiem jego ojciec, Wespazjan, nie żywił wobec nas żadnych złych zamiarów.” – „Dzieje Kościoła”, Euzebiusz

W 112 roku cesarz Trajan miał rozwiązać lokalny konflikt z chrześcijanami w Bitynii skazując na śmierć tych, którzy odmawiali złożenia ofiar. Za Marka Aureliusza w odpowiedzi na lokalne zamieszki biskup Smyrny – Polikarp został spalony na stosie w karze za odmowę złożenia ofiary. W latach 250-251 cesarz Decjusz miał wydać edykt według którego wszyscy mieszkańcy Cesarstwa Rzymskiego mieli złożyć bogom ofiary, w przeciwnym razie mieli być wygnani lub zabici.

„Tymczasem po siedmioletnim panowaniu Filipa władzę cesarską objął Decjusz , który z nienawiści do swego poprzednika wszczął prześladowanie Kościołów. Śmiercią męczeńską zakończył wówczas życie Fabian w Rzymie, a na stolicy biskupiej zasiadł po nim Korneliusz. W Palestynie zaś Aleksander, biskup Kościoła jerozolimskiego, znowu z powodu Chrystusa stanął w Cezarei przed trybunałem namiestnika, wsławił się ponownym wyznaniem wiary i przeszedł próbę więzienia, uwieńczony sędziwym wiekiem i czcigodną siwizną. Po złożeniu przed trybunałami wspaniałego i świetnego świadectwa umarł w więzieniu, a jego następcą na biskupstwie jerozolimskim został Mazabanes. Tak samo jak Aleksander, złożywszy wyznanie wiary, umarł w więzieniu w Antiochii Babylas, a Fabiusz stanął na czele tamtejszego Kościoła. Jak wielkie i jak liczne próby przeszedł Orygenes w czasie tego prześladowania, jak się skończyły, jako że zły demon wystawił przeciw temu mężowi całe swoje wojsko, wystąpił przeciwko niemu z całą swą przebiegłością i potęgą i właśnie jego upatrzył sobie bardziej niż wszystkich innych, przeciw którym prowadził wtedy wojnę; jakie i jak wielkie były cierpienia, które zniósł ten mąż dla słowa Chrystusowego, więzienia i męki, tortury cielesne, bóle zadane żelazem, katusze w najgłębszych lochach więzienia; przez jak wiele dni leżał zakuty w dyby z nogami rozpiętymi aż do czwartego otworu, jak grożono mu ogniem, jak wreszcie mężnie znosił wszystkie inne męki zadawane przez nieprzyjaciół, jak się to dla niego skończyło, jako że sędzia z największą starannością dbał o to, by przypadkiem nie pozbawić go życia; ile jeszcze po tym wszystkim zostawił pism niezmiernie użytecznych dla tych, którzy potrzebowali wsparcia – wszystko to zgodnie z prawdą i dokładnie zawarte jest w licznych Listach tego męża.” – „Dzieje Kościoła”, Euzebiusz

Wreszcie prześladowania chrześcijan osiągnęły swą kulminację za panowania cesarza Dioklecjana, który w latach 303-313 miał wytoczyć wielką wojnę chrześcijaństwu wydając dekrety w których zakazał chrześcijanom zgromadzeń, nakazał aresztowanie kleru i biskupów, rozkazał zburzyć chrześcijańskie świątynie i spalić ich święte księgi, wreszcie stopniowo zaciskając pętlę swej władzy zmusił Nazarejczyków do składania ofiar – najpierw rozkaz dotyczyć miał tylko chrześcijańskich urzędników państwowych, następnie objął też biskupów i kler, a ostatecznie obowiązywać miał wszystkich chrześcijan. Niepodporządkowanie się przez wyznawców Jezusa Dekretom Dioklecjana miało skutkować dla nich najokrutniejszymi z tortur: kastracją mężczyzn i gwałtem kobiet, publiczną egzekucją – chrześcijan duszono, topiono, palono żywcem, pieczono na rożnie jak dzikie świnie, a ich dzieciom obcinano głowy:

„Był to dziewiętnasty rok panowania Dioklecjana, miesiąc Dystros, czyli marzec według nomenklatury rzymskiej, kiedy tuż przed samym świętem Męki Zbawiciela zostały wszędzie porozwieszane edykty cesarskie z rozkazem, by kościoły zrównać z ziemią, a Pisma zniszczyć ogniem, oraz z obwieszczeniem, że dostojnicy będą złożeni ze swych godności, a ludzie prywatni, jeśli będą trwać w wyznawaniu wiary chrześcijańskiej, zostaną pozbawieni wolności. Był to pierwszy wydany przeciwko nam dekret. Wkrótce potem nastąpiły inne edykty, z rozkazem, by wszędzie i wszystkich dostojników kościelnych najpierw uwięzić, a potem na wszelkie sposoby zmuszać do składania ofiar. Wtedy bardzo wielu zwierzchników Kościoła odważnie znosiło straszne katusze, dając przykład wspaniałych zapasów. Lecz było też niestety bardzo wielu takich, którzy ze strachu już wcześniej stracili zmysły, tak że od pierwszego ciosu tracili siły. Wszyscy inni zaś szli na różnego rodzaju męki. Więc ciało jednego ubiczowano, innego męczono torturami i rozdzieraniem nie do wytrzymania. Na takich mękach niejeden tak nieszczęśliwie kończył życie. Inni z kolei jeszcze inaczej wychodzili z tych zapasów. Otóż jednego przemocą popychano i ciągnięto do ohydnych i nieczystych ofiar, a potem go puszczano, jak gdyby ofiarę złożył, chociaż tego nie zrobił. Drugiego z kolei nawet nie było w pobliżu ani nie dotknął niczego nieczystego, ale znaleźli się tacy, którzy mówili, że złożył ofiarę, i gdy milczał na taką potwarz, odchodził wolno. Innego zaś, półżywego, brano i rzucano jako trupa” – Euzebiusz

„Jednego z nich w tym samym mieście przyprowadzono przed wspomnianych władców. Gdy rozkazano mu złożyć ofiarę, a on odmówił, kazano go obnażyć, podciągnąć wysoko w górę i biczami smagać całe jego ciało, dopóki nie ulegnie i choćby niechętnie, nie spełni rozkazu. Tymczasem on zniósł to niewzruszenie. Wówczas, gdy ukazały się już nagie kości, lano ocet zmieszany z solą na porozrywane członki jego ciała. Gdy wytrzymał i te cierpienia, przyniesiono żelazną kratę i ogień, a następnie tę resztę jego ciała jak mięso do jedzenia pieczono na ogniu, ale nie dużym, lecz wolnym, aby nie zmarł od razu. Zaś oprawcom, którzy kładli go w ogień, nie wolno było go wcześniej zdjąć, niż zgodzi się spełnić rozkazy. Lecz on trwał niezłomnie przy swym postanowieniu i jako zwycięzca na tych torturach oddał duszę. Takie było męczeństwo jednego z dworzan cesarskich, który naprawdę był godny swego imienia. Zwał się bowiem Piotr. Nie mniejsze były katusze innych, lecz pomijam je, by skrócić opowiadanie. Powiem tylko, że Doroteusz i Gorgonios wraz z wieloma innymi domownikami cesarskimi po różnorakich zapasach skończyli życie na szubienicy i otrzymali nagrodę za odniesione Boże zwycięstwo.” – ” Dzieje Kościoła”, Euzebiusz

Uczniowie Jezusa, jak i ich naśladowcy, którzy Jezusa nigdy nawet nie poznali, mieli więc zginąć w Rzymie śmiercią męczeńską za wiarę: Szymona piłą przecięto na pół, Bartłomieja żywcem obdarto ze skóry,  Piotra ukrzyżowano do góry nogami, bo stwierdził, że nie jest godzien umrzeć w ten sam sposób jak jego zbawca, Pawłowi  ścięto głowę, a z jego ran leciało mleko, nie krew. Według chrześcijan Imperium Rzymskie miało więc w demonicznym amoku całkowicie odejść od zasady tolerancji religijnej i wytoczyć wszelkie swe największe działa przeciw wyznawcom Jezusa z Nazaretu, chrześcijanie mieli być ścigani i sądzeni li tylko za swą wiarę po całym Rzymie i wszystko to przetrwali cudem, „dzięki bożej opatrzności”

Historia ta, choć przetrwała do naszych czasów i wciąż powtarzana jest jako dowód niezłomnej wiary pierwszych wyznawców Chrystusa, nie jest prawdziwa.

W Rzymie nigdy nie wprowadzono żadnego prawa, obowiązującego na terenie całego cesarstwa, które zakazywałoby wiary w Jezusa. Chrześcijanie nie tylko nie cierpieli wielkich prześladowań z rąk Rzymu, ale cieszyli się wolnością religijną na tyle, że stawiali swe kościoły w centrach miast i liczba wyznawców nowej religii stale wzrastała. Tak jak członkowie innych społeczności, naśladowcy Jezusa niejednokrotnie wchodzili w konflikt z prawem, toczyli lokalne spory z miejscowymi władzami i wyznawcami innych religii, ale były to incydenty lokalne, rozproszone zarówno w czasie jak i w przestrzeni, a nie zorganizowane, masowe „prześladowania za wiarę”. Chrześcijanie byli więc traktowani w Rzymie tak samo jak wszyscy inni, ale odróżnieniu od innych, do wszystkiego co ich spotykało dorabiali narrację o „wielkim cierpieniu za wiarę”, bo bycie ofiarą w porządku kapłańskim dowodziło dobroci i czystości charakteru, wielkie prześladowania  w imię Jezusa były gwarantem nagrody życia wiecznego.

Niemal wszystkie wyżej przytoczone opisy wielkiego ucisku, jakiego doświadczyli chrześcijanie w Rzymie zostały stworzone przez samych chrześcijan (Euzebiusz, Laktancjusz) już po nawróceniu Konstantyna na chrześcijaństwo w 312 roku i są to pisma o charakterze religijnym, nie historycznym. Nie mają one historycznych punktów odniesienia – Edykt Decjusza i słynne Dekrety Dioklecjana, które rzekomo miały wprost uciskać chrześcijan nie przetrwały do naszych czasów, nie ma też po nich żadnego śladu w rzymskich archiwach. Chrześcijanie czasem podnoszą, że Dekrety Dioklecjana są bardzo dobrze udokumentowane historycznie, ale dotyczy to innych jego dekretów – źródłem poświadczającym dekrety o prześladowaniu chrześcijan są tylko chrześcijańskie teksty.

Ale to nie wszystko – nawet te chrześcijańskie teksty wyżej przytoczone mające być dowodem wielkiego ucisku pierwszych wyznawców Jezusa nie opisują prześladowań za wiarę, tylko konsekwencje nieprzestrzegania rzymskiego prawa. W niemal wszystkich tych przypadkach powodem „prześladowań” nie jest wiara, tylko odmowa składania ofiar i oddawania czci Cesarzowi co, jak pisałam wcześniej, było wymogiem państwowym, nie religijnym – nakazy te obowiązywały wszystkich na terenie Rzymu bez względu na wyznawaną religię.

Spośród całej tej długiej listy „prześladowań chrześcijan w Rzymie” jest tylko jeden wyjątek – tylko jedno wydarzenie poparte jest rzymskimi źródłami i nie było konsekwencją odmowy składania ofiar czy oddawania czci Cesarzowi. Tym jedynym wyjątkiem, jest oskarżenie przez Cesarza Nerona chrześcijan o podpalenie miasta Rzym w 64 roku.

„Początek tej nazwy dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Pilatusa, a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników. Schwytano więc naprzód tych, którzy tę wiarę publicznie wyznawali, potem na podstawie ich zeznać ogromne mnóstwo innych, i udowodniono im nie tyle zbrodnię podpalenia, ile nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu.”

Historia ta nie pasuje do wszystkich pozostałych przykładów „prześladowań chrześcijan za wiarę przez Rzym” dlatego, bo jest ona elementem zupełnie innej układanki…

W 63 roku p.n.e. Pompejusz Wielki zdobył Judeę. Od samego początku Żydzi buntowali się przeciw rzymskim wymogom składania ofiar i oddawania czci cesarzom. W 39 roku Kaligula kazał wstawić swój pomnik do ich świątyni w Jeruzalem, dwa lata później zginął z rąk spiskowców. W 49 roku następca Kaliguli, Klaudiusz, wypędził Żydów z miasta Rzym, bo „nieustannie zamieszki wzniecali za poduszczeniem Chrestusa”. Niech nikomu ten szczegół nie umknie – w tym czasie chrześcijaństwo było żydowską sektą, a chrześcijanami byli etniczni Żydzi, którzy głosili Rzymowi nową wiarę, dlatego kiedy chrześcijanie sprawiali problemy, wypędzono z miasta wszystkich Żydów. W 54 roku Klaudiusz zmarł i od tego momentu Żydzi powoli zaczęli wracać do miasta. W 64 roku, Cesarz Neron oskarżył wyznawców Chrystusa o podpalenie Rzymu. Kogo więc tak naprawdę oskarżył Neron? Komu „udowodniono nie tyle zbrodnię podpalenia, ile nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu”? Piotr i Paweł, którzy według chrześcijańskich źródeł wtedy zginęli byli kim? Byli Żydami. Neron o podpalenie Rzymu oskarżył Żydów głoszących Rzymianom chrześcijaństwo. To Żydów Neron wtedy złapał i skazał na śmierć. I fakt ten jest kluczowy dla zrozumienia tej historii dlatego, że w tym kontekscie cała historia jest bardzo spójna – Żydzi walczyli z Rzymem na wszelkie sposoby przed pożarem Rzymu i po nim, nie można więc wykluczyć, że oskarżenia Nerona nie były bezpodstawne. Dwa lata później, na skutek kolejnego sporu o składanie ofiar,  Żydzi judaistyczni wznieśli przeciw Rzymowi powstanie, które dało początek siedmioletniej Wojnie Żydowskiej, którą przegrali.

Uważne oko dostrzeże, że Żydzi judaistyczni i Żydzi chrześcijańscy w tej historii to dwe strony jednego Żyda, który ręka w rękę dążył do jednego i tego samego celu – obalenia Rzymu. Żydzi judaistyczni walczyli z Cesarstwem otwarcie buntując się przeciw rzymskim wymogom składania ofiar i oddawania czci Rzymskim Cesarzom, Żydzi chrześcijańscy zaś podburzali lokalną ludność, odwrócili ich wartości i wmówili im że Rzym jest zły, a oni są „dobrzy”, kiedy odmawiają składania ofiar i oddawania czci cesarzowi, czyli wtedy, kiedy walczą z Rzymem dokładnie na tej samej osi, na której Żydzi judaistyczni walczyli. Innymi słowy, przez nawracanie na chrześcijaństwo, Żydzi werbowali gojów by za nich walczyli jako pionki przeciw Rzymowi.

W 313 r.n.e. Cesarz Konstantyn wydał słynny Edykt Mediolański, który formalnie potwierdzał obowiązującą w imperium wolność religijną, ale z nazwy wymienił tylko jedną religię – chrześcijaństwo. Chrześcijanie twierdzą, że dokument ten zakończył wielkie prześladowaia pierwszych wyznawców Jezusa w Imperium Rzymskim, tymczasem było zupełnie odwrotnie – Edykt Mediolański był początkiem końca wolności religijnej w Rzymie, na rzecz dominacji religijnej nowej żydowskiej sekty i jej odwróconych wartości.

Chrześcijańscy następcy Konstantyna aktywnie zwalczali wiarę swoich przodków, narzucając ludności chrześcijaństwo i jednocześnie przyznając specjalne przywileje religijne Żydom. Konstancjusz II pod groźbą kary śmierci zakazał pogańskich rytuałów i składania ofiar –Niech ustanie zabobon, niech zostanie zniesione szaleństwo ofiar!” – rozkazał. Pogańskie świątynie zamykano, tymczasem żydowskie synagogi były otwarte i pod specjalną protekcją. Pogańskie święta i rytuały były zwalczane, tymczasem Żydom zapewniono możliwość obchodzenia Szabatu. Pogan zmuszano do przyjęcia nowej wiary, Żydzi byli chronieni przed przymusową konwersją. Wreszcie w 380 roku Edykt Tesaloński Teodozjusza uczynił chrześcijaństwo oficjalną religią w Cesarstwie Rzymskim, a wierzenia przodków zostały zakazane jako herezje.

Wszystko to, co wcześniej stanowiło o wielkości cesarstwa, na mocy wydanych dekretów zostało uznane za złe, a dawną chwałę zmieszano z błotem jako grzech. Chrześcijańskie hordy, jako te dobre pionki, ruszyły więc przez cały Rzym walczyć ze złem.

Gdy spalili starożytne manuskrypty, pogańską literaturę i teksty filozoficzne, zniszczyli rzeźby, zamazali malowidła i freski, zakazali dawnych pieśni i instrumentów, dobro zwyciężyło.

Gdy zniszczyli Serapeum w Aleksandrii, zburzyli pomniki wielkich, spalili biblioteki, historyczne teksty i kroniki przedstawiające historię ich przodków, gdy zmienili rok symbolicznie odcinając nas od przeszłości, wygrało dobro.

Gdy zamknęli Akademię Ateńską i inne szkoły neoplatońskie, zamordowali Hypatię, spalili teksty naukowe i zakazali poganom publicznego nauczania, dobro święciło triumfy.

Gdy demonizowali własną cielesność, zakazali igrzysk olimpijskich i oszpecili swoimi krzyżami popiersie boginii piękna, wtedy dobrem zło pokonali.

Gdy zwalczyli wszelkie niechrześcijańskie opinie i myśli jako herezje i bluźnierstwa, zwyciężyło dobro.

Kiedy wszystko to, co wielkie i piękne, zastąpili lichością, kiedy zamiast „dążyć do gwiazd”, zaczęli bić się w piersi w uniżeniu, wypierając się doczesności, dobro triumfowało.

Gdy wreszcie w 476 roku Rzym upadł, dobro odniosło nad nim swe ostateczne zwycięstwo, bo dobro zawsze zwycięża…

 

Tikkun Olam

Transformacja, jaka miała miejsce w Rzymie i ostatecznie doprowadziła do jego upadku i transformacja, która ma miejsce na naszych oczach, są do siebie bliźniaczo podobne, bo mają to samo źródło. Tikkun Olam to żydowska doktryna wyrażająca misję „naprawy świata” przez Wybranych. Tak samo jak Żydzi „naprawili” Rzym, tak samo teraz, cegiełka po cegiełce, „naprawiają” naszą rzeczywistość. I dopóki cały świat nie jest im podporządkowany i im nie służy, dopóty Żydzi będą niestrudzenie „walczyć ze złem” i „czynić dobro” na planszy.

Ale skoro to, czego doświadczamy, jest powieleniem pewnego schematu, powtórzeniem historii, jest rymem do zdarzeń z przeszłości, to jest tu dla nas też lekcja.

Wszystko to, co według moralności dostojnych jest dobre, silne, dumne, wielkie, oni demonizują jako szczyt zła i niegodziwości. Rzymskich cesarzy, którzy ich rozpoznali i zwalczali, Żydzi przedstawiali jako opętanych nienawiścią despotów. A skoro nasza plansza jest bliźniaczo podobna do Rzymu, to zadaj sobie pytanie: czy Adolf Hitler faktycznie był najgorszym człowiekiem jaki stąpał po ziemi? Czy raczej jest nam tak przedstawiany dlatego właśnie, bo najlepiej grał przeciw nim?

Judea nie jest w stanie pokonać Rzymu na rzymskich zasadach, by osiągnąć zwycięstwo musi odwrócić nasze wartości i zmienić zasady gry, musi wszystkich na planszy podporządkować swojej piramidzie opresji w której krzywda żydowska jest święta i niepodważalna, a szczytem zła i niegodziwości są źli naziści. Kiedy jednak zrozumiesz, że „6 milionów ofiar Holokaustu” jest tak samo prawdziwe jak „wielkie prześladowania chrześcijan w Rzymie”, ich zaklęcie traci swą moc, iluzja przestaje działać, lustro kruszy się na sześć milionów kawałków, piramida opresji zaczyna pękać…

Rzym

Starożytni rozpoznali Żyda jako istotę z przeciwnej strony lustra, dostrzegli, że jest on wobec nich pod każdym względem na wspak odwrócony. Neron miał im dowieść „nienawiści ku rodzajowi ludzkiemu”, Tacyt pisał, że  „co u nas święte, u nich plugawe się staje, a to, co u nas zakazane, oni bez wstydu dopuszczają.” Obaj pojęli to, o czym pisał Friedrich Nietzsche, że Rzym i Judea są nie do pogodzenia, ich systemy wartości są wobec siebie sprzeczne, te dwie natury nawzajem się wykluczają. Wieczna walka między Rzymem i Judeą toczy się więc nieustannie na tafli lustra rzeczywistości o to, która strona narzucać ma porządek, a która ma się podporządkować, jako odbicie.

„Te obie przeciwstawne wartości „dobry i lichy” [schlecht], „dobry i zły” [bose] toczyły na ziemi straszliwą, tysiąclecia trwającą walkę. A jakkolwiek ta druga wartość od dawna przeważa, nie braknie jednak i dziś jeszcze miejsc, gdzie nierozstrzygnięta walka dalej się toczy. Można by nawet rzec, że się tymczasem coraz wyżej w górę wzniosła i właśnie przez to coraz bardziej pogłębiała i uduchowiała: tak, że nie ma dziś może bardziej znaku natury wyższej, natury bardziej duchowej, niż być w rozdwojeniu pod każdym względem i być polem walki owych przeciwstawień. Symbol tej walki, wyrażony pismem, które poprzez wszystkie dzieje ludzkie dotychczas pozostało, czytelnem, zwie się „Rzym przeciw Judei, Judea przeciw Rzymowi”: – nie było dotąd większego zdarzenia nad tę walkę, nad to postawienie zagadnienia, to śmiertelnie wrogie przeciwieństwo. Rzym odczuwał w Żydzie coś sprzecznego z samą naturą, niejako swoje antypodyczne monstrum. W Rzymie uważano Żyda za tego, któremu „dowiedziono nienawiści do całego rodu ludzkiego” słusznie, o ile ma się słuszne prawo rozkwit i przyszłość rodzaju ludzkiego nawiązywać do bezwzględnego panowania wartości rzymskich.””

Fakt, że nie wyciągnęliśmy wniosków z przeszłości i dajemy się odwiecznemu wrogowi rozgrywać dokładnie w ten sam sposób co Rzymianie smuci, ale jest tu też ukryty promyk nadziei. Gdyby bowiem odwrócenie wartości było trwałe, nie powtarzalibyśmy tego samego cyklu, gdyby ich metody były skuteczne, nie spotykałyby się z oporem, nie byłoby żadnej walki.

Tymczasem oni wciąż od wieków i na nowo walczyć muszą tymi samymi metodami, bo nie mają pradziwej mocy, tylko lustra i dym. To starcie dwóch przeciwieństw wciąż się toczy, bo wartości arystokratyczne wpisane są w naszą naturę i choćby nie wiem jak je tłamsili, one zawsze znajdą sposób, by wykiełkować znów od środka. Propaganda Judei może napierać z zewnątrz z każdej strony, ale wieczny Rzym jest w nas.

W tej rozgrywce możesz więc albo grać jako dobry pionek, albo możesz grać dobrze.

I tak jak w starożytnym Rzymie chrześcijanie byli pionkami które grały przeciw cesarstwu, tak samo tu dobre pionki, które nieustannie „walczą ze złem” w rzeczywistości grają dla Judei, fortyfikują żydowski porządek na planszy, pchają nas w przeczywistość.

Kiedy zamiast wzrastać w sile, przebiegłości, odwadze, pięknie, rywalizujecie na bycie największą ofiarą na planszy, nieustannie obnosicie się swą krzywdą, słabością, wszędzie doszukując się opresji i dyskryminacji, ścigacie się z całą planszą na lichość.

Gdy zamiast zadawać ciosy iluzjonistom, zbijać ich lustra i dym, w kółko strugacie tylko bohaterów na białym koniu walcząc po kolei z każdym „złem” jakie iluzjoniści Wam podstawiają pod nos, robicie tylko za bezmyślne nośniki ich propagandy.

Za każdym razem jak porównujecie swojego przeciwnika do Adolfa Hitlera, III Rzeszy czy nazistów, legitymizujecie tylko ich porządek, afirmujecie ich piramidę opresji która wynosi Żyda na sam szczyt. Walczycie na osi, na której zawsze przegracie.

Kiedy wreszcie zamiast zmierzać jak Rzymianie przez trud do gwiazd, bijecie się w piersi w uniżeniu, wyrzekając się doczesności, już się im podporządkowaliście, jako odbicie.

Każdy kto zamiast toczyć grę jako dobry pionek, dobrze gra przeciw nim, demonizowany jest na planszy jako ten zły antysemita, spiskowiec, szur, nazista. I tylko ci, którzy potrafią grać nie zważając wcale na przypinane im łatki, prawdziwie wiedzą jaka to walka się toczy, z kim i o co.

Judea i Rzym są nie do pogodzenia, a zwycięzca może być tylko jeden.

Niech wygra lepszy.

 


Znajdziesz mnie na Twitterze i na Instagramie.

Jeśli doceniasz moją pracę, możesz mnie wesprzeć poprzez Paypal lub przelew bankowy tytułem darowizny:

nr konta: 42 1140 2004 0000 3202 4625 3797

Dostawaj powiadomienia o wpisach mailem

 

Przypisy:

„Z Genealogii Moralności” – Friedrich Nietzsche

Wersety Biblijne zostały podane według przekładu Biblii Tysiąclecia

„Wojna Żydowska” – Józef Flawiusz, tłumaczenie Andrzej Niemojewski

The Histories” – „Dzieje”, Tacyt

„On the Embassy to Gaius” – „Poselstwo do Gajusza”, Filon z Aleksandrii

„Life of Augustus” – „Życie Augusta”, Swetoniusz

„Historia kościelna” – Euzebiusz z Cezarei