Kiedy Wikileaks ujawniało skandale dotyczące Hillary Clinton i jej politycznego otoczenia, media wymownie milczały. Nie oburzały ich kłamstwa w sprawie prywatnego serwera byłej sekretarz stanu i samego prezydenta Obamy. Nie widziały nic złego w prowadzeniu polityki „pay for play” – czyli wykorzystywaniu swojego stanowiska w państwie do czerpania finansowych korzyści. Nie spędzał im snu z powiek fakt, że kandydatka na prezydenta była hojnie finansowana przez kraje, które zezwalają na działania gnębiące kobiety, mniejszości seksualne i religijne. Nie zainteresowali się tym, że Hillary Clinton świadomie sprzedawała broń państwom i organizacjom wspierającym ISIS. Zamiast o tym wszystkim, media grzmiały w narastającej złości, że to Donald Trump jest największym zagrożeniem dla ładu światowego, że jego popularność świadczy o niechybnym upadku cywilizacji zachodniej, a każdy kto ośmiela się tę narrację strachu podważać jest marionetką Putina, tajnym agentem Rosji.
Milczenie mediów w tym temacie nie zapewniło jednak ciszy – alternatywne źródła informacji i zwykli ludzie zaczęli samodzielnie zgłębiać i rozpowszechniać ujawnione przez Wikileaks fakty w internecie. Początkowo wszystkie te starania były szeptem, który łatwo było zagłuszyć. Z czasem jednak głos oburzonych się podnosił, fale dźwiękowe docierały do coraz szerszego kręgu odbiorców, wirusowe posty i memy niosły się echem po internecie. Wtedy internauci zaczęli krzyczeć o #pizzagate, a oskarżenia były tak wielkie, ich głos tak donośny, że nawet media głównego nurtu dłużej nie mogły milczeć – musiały się do całej sprawy odnieść, ukrócić spekulacje, wyszydzić, zdementować. Wszystkie media zgodnym chórem wysłały w świat stanowczy komunikat: #pizzagate to stek wydumanych kłamstw, foliarstwo, teoria spiskowa bez oparcia w faktach, szyta tak grubymi nićmi, że tylko największe oszołomy są w stanie brać ją na poważnie. Ale internauci przez media ochrzczeni jako trolle nic sobie nie robili z tych zapewnień i dalej drążyli, dociekali, znajdywali nowe poszlaki, wysuwali nowe oskarżenia. W końcu nieomal doszło do tragedii – uzbrojony w karabin półautomatyczny 28-letni chłopak, który uwierzył w tę fałszywą i niedorzeczną teorię spiskową wszedł do pizzerii Comet Ping Pong i oddał strzały. Jak potem zeznał policji sprawca „wziął ze sobą broń by móc odbić więzione w pizzerii w charakterze seksualnych niewolników dzieci, kiedy jednak przeszukał restaurację i zorientował się, że żadnych maltretowanych dzieci tam nie ma, spokojnie oddał się w ręce policji„.
To oczywiście jest tylko jeden z dwóch alternatywnych nurtów narracyjnych całej tej historii. Nurt forsowany przez media, w którym James Alefantis – właściciel rodzinnej pizzerii w stolicy Stanów Zjednoczonych jest przypadkową ofiarą internetowego szaleństwa. W tej narracji grupa oszołomów bezpodstawnie oskarża uczciwych, Bogu ducha winnych ludzi o największe możliwe zbrodnie, szargając ich dobre imię, nękając ich i naruszając ich prywatność, wreszcie – zagrażając im w ich miejscu pracy, gdzie po prostu chcą robić swoje – czyli pizzę.
Ale jest też druga wersja tej historii, znana jako #pizzagate. W tej narracji amerykańskie elity polityczne tworzą tajny krąg o charakterze pedofilskim, zaangażowany w handel ludźmi, pizzeria Comet Ping Pong jest jedynie przykrywką tego typu nielegalnych operacji, a rzekomy atak szaleńca (aktora z profilem na IMDb) został zaaranżowany po to by odwrócić w powszechnej percepcji role – z oprawcy uczynić ofiarę i tym samym zyskać wymówkę by aktywnie i otwarcie zwalczać wszelkie źródła informujące o aferze #pizzagate w ramach szerokiej akcji walki z fałszywymi niusami.
Komentując tę sytuację Barack Obama powiedział:
„W czasach w których istnieje tak dużo celowych dezinformacji, tak dobrze zakamuflowanych, że zdają się być wiarygodne gdy patrzysz na nie na Facebooku czy w telewizji – jeśli nie będziemy poważnie traktować faktów i tego co jest prawdziwe, a co nie, jeśli nie jesteśmy w stanie oddzielić rzeczowych argumentów od propagandy, to mamy problem. Jeśli fałszywe i prawdziwe informacje zlewają się w jedno i nie da się jednych odróżnić od drugich to nie jesteśmy w stanie stwierdzić czego warto bronić, za co warto toczyć walkę.”
Trudno nie zgodzić się z tym sądem – wszyscy powinniśmy starać się opierać swoje przekonania na prawdzie – a tym samym zwalczać dezinformację i propagandę. Ale to nie kto inny jak właśnie media, które teraz tak usilnie forsują wersję w której #pizzagate jest wyssaną z palca teorią spiskową – to właśnie one przez całą kampanię wyborczą wiodły prym w publikacji celowych dezinformacji, tak dobrze zakamuflowanych, że zdawały się być wiarygodnymi. To właśnie media tuszowały skandale, które zdawały się być tak wielkie, że aż niewiarygodne. Dlaczego tym razem mamy im uwierzyć na słowo? Skoro media kłamały w wielkich sprawach już wielokrotnie, skoro i w nich uderzyły publikacje Wikileaks – obnażając nieuczciwość, brak rzetelności i służalczą wręcz postawę wobec sztabu Hillary Clinton – to dlaczego tym razem mamy im uwierzyć, że nie próbują wyciszyć afery po to by ponownie chronić interesy swoich „panów”? Która więc narracja odbija prawdę, a która jest jeno przeczywistością?
O co chodzi w #pizzagate?
Oto John Podesta – szef sztabu Hillary Clinton:
Początkiem afery były jego maile, które Wikileaks zaczęło publikować porcjami na miesiąc przed wyborami. Z czasem zauważono, że podejrzanie często ludzie prowadzący kampanię kandydatki Demokratów zamiast pisać o wiecach, datkach czy przemówieniach zgłębiają temat pizzy (słowo użyte 149 razy), czy hot dogów (73 razy). Co więcej, słów tych używa się w dziwny sposób, w kontekście który nijak nie pasuje do zwykłego ich znaczenia, o czym szerzej za chwilę. Internauci więc wywnioskowali, że za słowem „pizza” , czy „hot dog” kryć się musi coś innego, niż przekąski. Wtedy z wyjaśnieniem pośpieszyli internauci buszujący po ciemnych zakamarkach internetu (dark-webie) – czyli w sieci ukrytej, gdzie można znaleźć wszystko to, co w internecie powierzchniowym jest zakazane – od marihuany, przez płatnych zabójców, kanibali aż po pornografię dziecięcą. W ciemnym internecie – mimo, że obie strony wykorzystywać muszą narzędzia wielokrotnego szyfrowania mające zapewnić anonimowość, istnieje też specjalny kod, który stosują pedofile i handlarze ludźmi celem zamaskowania prawdziwego przedmiotu zawieranych transakcji:
hot dog – oznacza chłopca
pizza – dziewczynkę
ser (cheese) – małą dziewczynkę
makaron (pasta) – małego chłopca
lody (ice cream) – męską prostytutkę
orzechy lub orzeszki (walnuts lub nuts) – osobę ciemnoskórą
mapa (map) – spermę
sos (sauce) – orgię
Po rozszyfrowaniu według tego klucza wiadomości mailowych Johna Podesty internauci zaczęli zgłębiać kolejne wątki, a i one rozgałęziały się na następne i dopiero cała ta sieć wątków, poszlak i powiązań tworzy razem aferę znaną jako #pizzagate.
Co skrywają maile
Hola, hola! – ktoś zawoła – stosując tego rodzaju klucz z każdego można zrobić pedofila! W końcu każdy chyba w wiadomościach prywatnych pisał kiedyś o pizzy, hot dogach, orzeszkach czy lodach. Przyjrzyjmy się więc temu w jakim kontekście słowa te padały.
Tony – brat szefa sztabu Hillary Clinton – Johna Podesty proponuje mu pizzę. John odmawia, bo jest zbyt zmęczony, a następnego dnia ma zaplanowaną podróż do Michigan. Zwykła rozmowa, która nie budzi żadnych podejrzeń co do kontekstu.
Kolejna wymiana maili między braćmi: Tony pyta Johna czy chciałby dostać pizzę na godzinkę – nie na za godzinę, tylko na godzinny odcinek czasu. Kto użycza jedzenie? Sformułowanie jest dziwne, ale wciąż jeszcze nie alarmujące. Do tej pory oba wątki brzmią dość niewinnie i trudno dopatrzyć się w nich czegoś niewłaściwego, może za wyjątkiem dziwnej obsesji związanej z włoską kuchnią. Dalej jednak sprawy się komplikują:
Kathryn Tate – jak się dowiadujemy z późniejszego maila – agentka nieruchomości, pisze, że sprawdzając dom znalazła kwadratową, biało – czarną chustkę na kuchennej wyspie. Mail zostaje przesłany dalej do Johna Podesty z taką oto treścią: „Agentka nieruchomości znalazła chustkę (myślę, że z mapą która zdaje się być związana z pizzą). Czy to Twoja? Mogą Ci ją podesłać, jeśli chcesz. Wiem, że teraz jesteś zajęty, więc nie musisz odpisywać jeśli to nie Twoja lub jeśli jej nie chcesz„. Dlaczego ludzie, którzy mają więcej pieniędzy niż kiedykolwiek zdążą wydać przejmują się pozostawioną na blacie kuchennym chustką, do tego stopnia by wspólnie planować i analizować, czy odesłać ją właścicielowi, czy też nie? I, jeśli wiadomość ta używa słów w zwykłym ich znaczeniu, a nie posługuje się pedofilskim kodem, to co oznacza sformułowanie: „chustka z mapą związana z pizzą„? Dlaczego New York Times próbując obalić teorię #pizzagate nie załączył tego maila?
To czym w środowisku pedofilskim jest „chustka z mapą związana z pizzą” wyjaśnić mogą obrazy Kim Noble – ofiary pedofilii, która w skutek traumatycznych przeżyć cierpi na wielokrotne rozszczepienie osobowości. Na swoich obrazach maluje wspomnienia tego, co ją dotknęło. Oto przykład:
Na obrazie widzimy akt pedofilski wykonywany z zachowaniem obrządku opisanego przez Aleistera Crowleya – grupa dorosłych tworzy krąg (mający zapewnić zachowanie energii w jego środku), w centrum zaś mężczyzna gwałci małe dziecko na białej chuście – a dziecko przez zadawane mu cierpienie „opuszcza swoje ciało”. Chusta ma nasiąkać mieszaniną krwi i spermy i traktowana jest przez pedofili jak trofeum – jak poroże dla myśliwego. Czy o tego rodzaju chustę chodzi w mailach Johna Podesty?
Mail grupowy – uczestnicy wątku umawiają się na wspólne świętowanie urodzin Tony’ego Podesty na kilka dni przed zaplanowaną „pizzową extravaganzą„. Ponownie zadajmy sobie pytanie: czy osoby na samym świeczniku największego mocarstwa świata najbardziej na świecie podniecają się włoskim plackiem i tylko wyczekują tego dnia, kiedy ponownie zjedzą pizzę? Czy też raczej chodzi o coś innego?
Mail do Johna Podesty: „Marzeniami jestem przy twojej budce z hot dogami na Hawajach„. Czy John Podesta – szef sztabu wyborczego Hillary Clinton, który wcześniej prowadził kampanie Billa Clintona i Baracka Obamy, a w przypadku wygranej kandydatki Demokratów piastowałby urząd sekretarza stanu – dorabia sobie sprzedając hot dogi na Hawajach?
Znajomy pisze do Johna i jego żony – Mary, że zamiast tak to robią zazwyczaj, wysłać mu makaron z doskonałymi sosami, wysłali mu wspaniały i kuszący zestaw serów. „PS. Myślicie, że lepiej mi pójdzie gra w domino na serze niż na makaronie?” Czy w tej wiadomości faktycznie chodzi o stawianie kostek domino na makaronie lub serze? Czy raczej chodzi o coś innego?
Jennifer Palmieri pisze, że niestety stoją w korku i nie dojadą na umówione spotkanie. „Będzie mi musiał wystarczyć makaron który John dał nam na święta Bożego Narodzenia„. Wiadomość wysłana 1 marca – czy pani Jennifer pisze Johnowi Podeście, że będzie jadła jego ponad 3-miesięczny makaron? Co ciekawe ta pani ostrzegała w ciemno na Twitterze, że jeśli Wikileaks ujawni jakiś duży skandal – to będzie to zapewne kłamstwo.
Jeśli nie wie, co Wikileaks miałoby ujawnić, to skąd może wiedzieć czy jest to prawdą czy kłamstwem? A może pani Palmieri wie, co Wikileaks mogłoby ujawnić i tego się obawia, stąd dziwny tweet mający na celu zawczasu to podważyć?
W 2008 roku James Alefantis zorganizował w swojej restauracji Comet Ping Pong imprezę ze zbiórką pieniędzy na kampanię Baracka Obamy. Zebrał 40 tysięcy dolarów. „Żałuję jedynie, że nie zrobiłem ci dobrej pizzy, kiedy mogę?„
Laura Macrorie rozesłała 10 – minutową ankietę dotyczącą schłodzonych deserów. Tytuł wiadomości brzmi: „Dziś lody za darmo / w czasie wolnym!„. Następnie dodaje post scriptum: „Przepraszam za mylący tytuł wiadomości ale hej – tylko dlatego ją przeczytaliście, prawda?” Skoro treść wiadomości faktycznie dotyczy lodów i innych deserów, to czy tytuł faktycznie jest aż tak mylący? A może odbiorcy mogli zrozumieć go inaczej i to dlatego otworzyli maila? W odpowiedzi na to Kris Cleary odpisuje: „Uważam lody, ich zakup i konsumpcję za poważny biznes. Nie możemy tym terminem sobie ot tak swobodnie rzucać w codziennych odniesieniach, a już na pewno nie w połączeniu ze słowem „darmowe”.
Zaproszenie na imprezę na farmie „Lovettsville” (farma miłości). „Planujemy podgrzać wodę w basenie, więc będzie można pływać. Bonnie zamówi Ubera by przetransportować Ruby, Emersona i Maeve Luzzatto (lat 11, 9 i prawie 7) więc będziesz mieć dodatkową rozrywkę – zapewniam, że dzieci będą w basenie„. O organizację jakiego rodzaju rozrywki chodzić może w specjalnym sprowadzaniu małych dzieci do basenu dla starszego pana – Johna Podesty? Dlaczego jest to główny element imprezy mający zachęcić zaproszonego do przybycia?
Tytuł: „Wczoraj było fajnie„.
Treść: „wciąż w komnacie tortur„
Koniec wiadomości brzmi następująco: „Trzymając kciuki i starą nogę króliczą z pudełka na strychu złożę Molochowi w ofierze kurczaka w ogródku„. Nawet jeśli kurczak użyty tu jest w normalnym znaczeniu słowa, treść wiadomości jest zastanawiająca i dziwna.
Co ciekawe dziwną obsesję włoską kuchnią znaleźć możemy nie tylko w mailach Podesty, ale również w udostępnionych przez Wikileaks mailach prywatnej agencji wywiadu – Stratfor, z której usług wielokrotnie korzystało CIA:
Temat: „Liczenie osób chętnych na pizzę„.
Treść: „Kto spośród osób będących dziś w naszym biurze w Austin ma ochotę na pizzę? Mamy tylko jeden kawałek i zastanawiamy się jak cienko go podzielić…” Czy pracownicy agencji wywiadowczej, pracujący dla CIA planują wspólnie jak podzielić się jednym kawałkiem pizzy? Czy też, ponownie, nie o pizzy tu mowa?
Ponownie – pracownicy agencji wywiadowczej Stratfor piszą między sobą.
Tytuł wiadomości brzmi: „Przygotujcie się na hot dogowy piątek w stylu Chicago!„
Treść: „By uczcić wszystkich Was, drogie hot dogi. Aaric, ty też możesz uczestniczyć!„
Odpowiedź: „Obama wydał niedawno 65 000 dolarów z pieniędzy podatników na sprowadzanie samolotem pizzy / hot dogów na prywatną imprezę w Białym Domu, rozumiem, że mamy użyć tych samych kanałów?”
Wiadomości są krótkie, ale podnoszą bardzo wiele istotnych kwestii. Po pierwsze słowo „hot dog” w pierwszej wiadomości użyte jest by nazwać nie jedzenie, a osoby. Nadawca zwraca się w ten sposób do swoich odbiorców – co przy użyciu kodu pedofili nie jest pozbawione sensu – wtedy treść pierwszej wiadomości oznaczałaby „by uczcić wszystkich Was, chłopcy„. To następna wiadomość rodzi jednak najwięcej pytań: Dlaczego Barack Obama musi samolotem sprowadzać pizzę i hot dogi z Chicago? Czy w Waszyngtonie nie ma tego typu jedzenia? Czy to możliwe, by na jedną imprezę wydać 65 000 dolarów na… pizzę i hot dogi? Czy do kupowania tego typu przekąsek trzeba mieć specjalne „kanały”? Dlaczego transportem kateringu zajmuje się prywatna agencja wywiadowcza? I wreszcie – ze względów bezpieczeństwa w Białym Domu obowiązuje bezwzględny zakaz wnoszenia jedzenia z zewnątrz – wszystkie posiłki muszą być przygotowane przez kucharzy Białego Domu, a kucharze wizytujący nie mogą nawet wnieść sosów, czy innego rodzaju pół-produktów – wszystko musi być przygotowane od początku do końca na miejscu. Skoro więc tym, co specjalnym samolotem, na prywatną imprezę sprowadzał z Chicago Barack Obama nie mogło być jedzenie, to co się kryje za „hot dogami” i „pizzą„?
I na sam koniec – Doug Band – wieloletni współpracownik Clintonów przesyła maila między innymi do Johna Podesty i Humy Abedin ze zdjęciem (pizza.jpg) dwóch kobiet i małej dziewczynki jedzących pizzę, z komentarzem – „Jak mówił John, lepiej być nie może„. Kobiety na zdjęciu to dwie dziennikarki zajmujące się sprawą handlu ludźmi i seksualnego niewolnictwa, personalia dziewczynki ze zdjęcia są nieznane. Co komentują uczestnicy wątku: zjadaną przez obcych im ludzi pizzę, czy może małą dziewczynkę?
Przedstawiona analiza wiadomości mailowych nie jest wystarczającym dowodem by oskarżyć kogokolwiek o pedofilię czy handel ludźmi – nie można orzec z całą pewnością, że wszystkie te osoby stanowiące sam szczyt elit politycznych Stanów Zjednoczonych piszą o dzieciach kiedy używają słów takich jak „pizza” czy „hot dog„. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że stosują się one do jakiegoś kodu i używają tych słów w innym znaczeniu, niż to powszechnie przyjęte. Do tej pory żadna gazeta, telewizja, strona internetowa, żaden dziennikarz, polityk, organ władzy czy służb bezpieczeństwa – nikt nie przedstawił żadnego sensownego i spójnego wytłumaczenia tego jak można zrozumieć treść tych wiadomości, które podważyłoby internetową teorię. Media powtarzają w kółko, że afera #pizzagate została dawno obalona – nie potrafią jednak w żaden sposób wytłumaczyć tych kwestii, a zamiast szukać odpowiedzi usilnie próbują zagłuszyć i wyciszyć temat.
Waszyngtoński punkt kumulacji „zbiegów okoliczności”
Jak pisałam wcześniej – opublikowane przez Wikileaks maile są jedynie punktem wyjścia afery #pizzagate. Pójdźmy więc dalej tym tropem.
Pedofilia i handel ludźmi są nielegalne, dlatego ludzie dopuszczający się tych przestępstw działają w ukryciu. I tak jak w sieci mają swój własny kod jeśli chodzi o słownictwo, tak też poza internetem przez różnego rodzaju symbole i znaki potrafią się komunikować między sobą w sposób dla osób nieświadomych i niezaznajomionych z ich szyfrem zupełnie niedostrzegalny. To czego nie wie zwykły obywatel – wiedzą jednak służby specjalne. FBI w specjalnym raporcie związanym z walką ze zorganizowanymi siatkami pedofilskimi opublikowała następujące symbole – i przedstawiła co konkretnie one znaczą w środowisku osób wykorzystujących seksualnie dzieci, szukających dziecięcej pornografii lub uwikłanych w handel dziećmi:
Co istotne – znaki, którymi posługują się pedofile nie muszą być wierną kopią tych tu przedstawionych – mogą być one sprytnie ukryte, wplecione w szerszy obrazek, a mimo to powielając przedstawione schematy ich znaczenie wciąż będzie zrozumiałe dla wszystkich zainteresowanych.
W przetoczonych wcześniej wiadomościach zarówno jako nadawca jak i odbiorca zaczął już pojawiać się jeden z głównych bohaterów tej historii – James Alefantis z którym wywiad przeprowadziła Megyn Kelly. James Alefantis aktywnie zaangażował się w kampanię wyborczą Baracka Obamy, pozostaje w bliskich kontaktach zarówno z rodzeństwem Podesta jak i z Hillary Clinton. Prowadzi też, jak to mówi, rodzinną pizzerię Comet Ping Pong w Waszyngtonie. Na poniższej mapie znajduje się jego restauracja, a także jej otoczenie:
Jak się okazało, dziwnym zbiegiem okoliczności kilka biznesów sąsiadujących z restauracją Comet Ping Pong w swoich logach zawarło wskazane przez FBI symbole używane przez pedofili:
1. Besta Pizza
Pizzeria znajdująca się po tej samej stronie ulicy co Comet Ping Pong w swoim logo zawarła symbol „miłośników chłopców„. Kiedy tylko afera #pizzagate wybuchła w internecie restauracja pospiesznie zmieniła swoje logo:
Restauracja należy do spółki Uptown Pizza, Inc a jej prokurentem jest Andrew Kline – prawnik mianowany przez prezydenta Billa Clintona do Departamentu Sprawiedliwości w sprawach dotyczących handlu ludźmi.
2. Księgarnia Politics & Prose
Tuż obok znajduje się księgarnia. Właścicielami są Bradley Graham i Lissa Muscatine – oboje pisali dla Washington Post, a według wpisu na stronie księgarni: Lissa była jedną z osób które pomagały przy powstaniu biografii Hillary Clinton „Żywa Historia”. Do częstych gości księgarni rzekomo należą prezydenci Bill Clinton i Barack Obama. W znaczku „&” neonu księgarni znajduje się pedofilski symbol „miłośników małych chłopców„.
3. Terasol Bistro & Artisan Gallery
Po przeciwnej stronie ulicy znajduje się restauracja i galeria w jednym – Terasol Bistro. Na jej stronie znaleźć można było dwa obrazki, w tym logo zawierające symbolikę pedofilską: spiralki – znak „miłośników małych chłopców” oraz serduszko w serduszku – znak „miłośników dziewczynek” – z rączką w ręce, co też zdaje się być nie bez znaczenia. Po nagłośnieniu afery #pizzagate drugi symbol został zdjęty ze strony.
4. Comet Ping Pong i Buck’s Fishing and Camping
Właścicielem obu, sąsiadujących ze sobą restauracji jest James Alefantis poprzez spółkę Big Cheese LLC (Duży Ser). Pizzerii Comet Ping Pong przyjrzymy się bliżej za chwilę – w tym punkcie nadmieniam jedynie, że i tu dopatrzeć się można pedofilskiej symboliki w menu restauracji:
Dwie skrzyżowane paletki do ping ponga co prawda nie są motylkiem – ale według oceny internautów wciąż są one wyrażeniem symbolu „miłośników dzieci” – tylko tym razem jest on trochę lepiej ukryty. Możliwe, że nie przypadkiem też pierwsze litery wyrazów u góry (play – eat – drink czyli baw się – jedz – pij) układają się w kolejności PED jak „pedofil„.
5. Beyond Borders
Co w tym wszystkim najbardziej zastanawiające – tym samym punkcie w Waszyngtonie ma swoją siedzibę organizacja charytatywna zaangażowana w pomoc na Haiti „Beyond borders” (Poza granicami) ufundowana przez Fundację Clintonów. Według charytatywnego nawigatora jako swój cel statutowy wyznacza ona „pomoc ludziom w organizacji ruchów wyzwalających na Haiti„. Na stronie organizacji w zakładce „czym się zajmujemy” wymieniono między innymi: ukrócenie dziecięcego niewolnictwa oraz działania prewencyjne przeciw przemocy wobec kobiet i dziewczynek. Czy osoby zawodowo zajmujące się ochroną dzieci nie zdają sobie sprawy, że w ich bliskim sąsiedztwie używa się symboli związanych z dziecięcą pornografią, handlem dziećmi i dziecięcym seksualnym niewolnictwem? Czy też może…. ponownie, nie jest to przypadek?
James Alefantis aka jimmycomet
Wróćmy więc ponownie do największej ofiary internetowego spisku. James Alefantis jak na właściciela małej, lokalnej, rodzinnej pizzerii zdobył sobie zadziwiająco wysoką pozycję – według magazynu GQ jest on na 49 miejscu najważniejszych osób w Waszyngtonie, co najmniej 4 razy był gościem w Białym Domu i przynajmniej raz widział się tam z samym Barackiem Obamą. Przez wiele lat był też w związku z Davidem Brockiem – który w trakcie zeszłorocznej kampanii wyborczej Hillary Clinton dowodził „Correct the record” – czyli internetową armią najętych ogrów, którzy mieli za zadanie chwalić kandydatkę Demokratów w mediach społecznościowych i wkurzać na wszelkie sposoby zwolenników Donalda Trumpa w ich naturalnych internetowych bazach.
Prywatne konto Jamesa na Instagramie – jimmycomet wskazuje, że jest on w bliskiej zażyłości z osobami z samego politycznego świecznika:
Zdjęcie Jamesa Alefantisa zamieszczone w serwisie Instagram przedstawia Baracka Obamy grającego w ping ponga z chłopcem. Hashtagi zdradzają, że jest to bożonarodzeniowe przyjęcie w Białym Domu. James Alefantis obiecuje zazdrosnemu koledze (lub koleżance), że w kolejnym roku weźmie go / ją jako osobę towarzyszącą.
Osobisty list z podziękowaniem od Hillary Clinton za pomoc Johnowi i Tony’emu Podeście w organizacji zbiórki pieniędzy na rzecz jej kampanii.
Tu na wspólnym zdjęciu z Tonym Podestą.
W wywiadzie z Megyn Kelly była mowa o innym zdjęciu z Instagrama Jamesa Alefantisa. Tłumaczył on wtedy, że jest to zdjęcie jego chrześnicy, przyklejonej dla zabawy do stołu przez jej siostrę. Chodziło o to zdjęcie:
Razem z udzielonym przez właściciela restauracji Comet Ping Pong wyjaśnieniem zdjęcie nie budzi zdziwienia – dziewczynka jest uśmiechnięta, nie ma powodów by doczytywać się tu jakiegoś niemoralnego kontekstu zaistniałej sytuacji. To jednak, o czym Megyn Kelly w przeprowadzonym wywiadzie nie wspomniała, to fakt, że zdjęć małych dzieci na profilu Jamesa Alefantisa – bezdzietnego geja w średnim wieku, jest całkiem sporo. Co więcej, przeplatają się one ze zdjęciami trochę mniej niewinnymi. Jak na przykład to:
Przyjrzyjmy się więc dokładniej, czym James Alefantis dzielił się ze światem poprzez media społecznościowe:
„I nic już nigdy nie będzie jak przedtem #pierwszapizza #juniper”
Pośród komentarzy: „Nowa reklama Comet”, „Przestań!”































