Spowili świat dymem, by ukryć swe zamiary. Hipnotyzowali nas swymi wizjami, byśmy ich wersję przyszłości pamiętali. Porozstawiali wokół krzywe zwierciadła, byśmy zgubieni w odbiciach nie wiedzieli, gdzie kończy się prawda, a zaczyna przeczywistość.
Dopracowali swój plan w najmniejszych szczegółach. Rozpisali scenariusz zdarzeń i realizowali go skrupulatnie scena za sceną, rok w rok, delegując kolejne zadania swym marionetkom na sznurkach. Te ciągały za sznurki kukiełki pod sobą, by sterowały tymi rozstawionymi jeszcze niżej… W ten sposób kilka ruchów palcem dawało iluzjonistom pełną kontrolę planszy. Każdy skakał, jak mu góra kazała, ale tylko góra wiedziała po co. Kukiełki były trwale uwiązane w piramidzie władzy sznurkami szantażu i korupcji, tak by każdy skok w bok skutkował zrzuceniem marionetki poza scenę, na lincz publiczności. W najgorszym więc razie poświęcano bezwartościową kukłę, piramida władzy stała niezachwiana.
Iluzjoniści ze sceny toczyli przeciw nam wojnę podstępną, ale zahipnotyzowana publika zaangażowana była w ich spektakl, ogłupiony tłum bił brawo, gdy wyciągali kolejne króliki z kapelusza: terroryzm, wojny, zrujnowane nacje, globalne ocieplenie, pandemia, masowe migracje…
Tych, którzy byli w stanie wyrwać się z hipnozy, przejrzeć ich sztuczki i pojąć ich niecne plany, demonizowali ze sceny jako szurów, antysemitów, wariatów, teoretyków spiskowych. Wytresowana przez iluzjonistów publika na nasze ostrzeżenia demonstracyjnie więc zatykała uszy i wystawiała język, by nie być posądzonym przypadkiem o żadną myślozbrodnię.
Mieli nas za głupie bydło, bezrozumnych gojów, za zwierzęta zasługujące na bicz i niewolę. Już widzieli na horyzoncie swój Nowy Porządek Świata, już witali się z gąską…
Nie docenili przeciwnika.
Wielu wielkich ludzi poległo, próbując pokonać iluzjonistów, grając przeciw nim w otwarte karty. Tych którzy sprzeciwiali się ich bankom centralnym zatopili. Przeciw tym, którzy widzieli w nich wroga ludzkości, wzniecali wojny. Tych, którzy alarmowali o ich spisku spotykał szybki koniec. Ci, co próbowali zatrzymać handel dziećmi, ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Tym, którzy odważyli się ich nazwać, zamykano usta.
Jednostka nie miała szans w starciu przeciw wielkiej piramidzie władzy, system skutecznie eliminował z planszy wszystkich buntowników. Próżno było liczyć na sprawiedliwość, gdy i ona wisiała na tych samych sznurkach.
Ale ci wielcy ludzie nie ginęli na darmo, bo każda jedna śmierć, budziła z hipnozy następnych, każdy alarmista gasnąc, rozpalał świadomość kolejnych.
Sztuczki iluzjonistów się nie zmieniały, każdy cykl zawierał te same przetasowane szwindle, dzięki czemu my dobrze poznaliśmy przeciwnika i jego metody działania, on natomiast, oddzielony od nas piramidą lalek na sznurkach, nie wiedział o nas nic.
Przeciwnik rządził z ukrycia, ale siedział wystawiony na czubku piramidy, rozpoznany, zidentyfikowany, namierzony, nazwany. My nie mieliśmy żadnej władzy, ale byliśmy anonimową masą, której nie dało się namierzyć ani rozpoznać pośród marionetek, czy tłumu publiczności.
Zgodnie z trzecim prawem dynamiki Newtona, każdej ich akcji towarzyszyła równa co do wartości i kierunku, lecz przeciwnie zwrócona reakcja.
Każda cenzura generowała więc nowe kody językowe, każda propaganda medialna napotykała opór memów, każde moralizujące gęby na sznurkach budziły z marazmu anonimowe żabki.
Skoro więc nie dało się prawdą zburzyć piramidy kłamstw, nie było sensu wojować na szable w gabinecie luster. Kiedy przeciwnik ma asy w rękawie i znakowane talie, czemu Ty miałbyś z nim grać w otwarte karty?
Zamiast zwalczać sztuczki iluzjonistów, trzeba było je odbić w zwierciadle przeciw nim.
Tak oto w odpowiedzi na największy spisek przeciwko ludzkości, powstał spisek mu równy co do wartości i kierunku, lecz zwrócony przeciw iluzjonistom.
Teraz to my spowiliśmy świat dymem, by ukryć nasze zamiary, zahipnotyzowaliśmy tłumy i przestawiliśmy lustra, by to iluzjoniści zgubieni w odbiciach nie wiedzieli, gdzie kończy się prawda, a zaczyna przeczywistość. Teraz to my, drogą podstępu, toczyliśmy przeciw nim wojnę.
Wszystko to, co do tej pory stanowiło ich siłę, obróciliśmy w lustrze przeciw nim: magiczne sztuczki, dym w oczach, huk w uszach, znakowane talie, króliki z kapelusza, marionetki na sznurkach, odwracanie uwagi, teatr pozorów, fałszywe flagi… By iluzjoniści skołowani nie wiedzieli co jest czym, cały świat spowiły lustra i dym.
Wcześniej to oni podstawiali nam marionetki na scenę, a rządzili z ukrycia, odbiliśmy więc w lustrze ich sztuczkę podstawiając im marionetki do piramidy, które teatralnie manifestowały uległość i posłuszeństwo wobec góry, a w sekrecie spiskowały przeciw spiskowcom. Ich wypowiedzi były blefem, ruchy grą pozorów, ataki teatrem, ich posłuszeństwo było grą. Udawali głupie kukły na sznurkach, by po cichu, w cieniu, realizować własne scenariusze, scena za sceną, rok w rok.
By pokonać wroga, stali się własnym wrogiem.
Grali głupców, by dorwać głupców.
Marionetki wciąż skakały na ich sznurkach, ale iluzjonistom nic nie szło już tak, jak planowali. Ich scenariusze dalej były skrupulatnie realizowane, ale ich gra była coraz bardziej toporna i oczywista do przejrzenia, a przeciwnicy skutecznie krzyżowali ich plany. Każda porażka była bardziej bolesna, a każde zwycięstwo okazywało się iluzją – zamiast kolejnej wojny podstępnej dostawali łomot, zamiast trofeum lustra i dym. Słupy lamp scenicznych jak na złość rozświetlały to, co miało pozostać ukryte, publika widząc ich prawdziwą twarz powoli budziła się z hipnozy.
Wreszcie strącono ich marionetkę ze sceny na lincz publiczności, lecz tym razem pociągnęła ona za sobą całą strukturę władzy iluzjonistów. Zamiast brudów na kukłę świat ujrzał ich brudną grę, sznurki, które wiążą system i łapy tych, którzy za nie ciągają z ukrycia.
Z każdym rzutem kostką iluzjoniści zamiast osiągać swe cele, tylko się pogrążali, bo głupcy nie wiedzieli, że cały świat, od wrogów, przez sojuszników, po marionetki i publikę, zjednoczył się w wojnie podstępnej przeciw nim.
Iluzjoniści zostali złapani w zasadzkę, upadli od własnego miecza, dali się rozegrać jak głupcy, przegrali we własną grę. Zwierzyna stała się łowcą, a łowca zwierzyną. Nawet w spiskowaniu okazaliśmy się od nich lepsi.
A już gdy wszystkie karty na stół padły, pośród popiołów i wojennego chrustu, po całym świecie niosła się maksyma: „to podwójna przyjemność oszukać oszustów”.
Znajdziesz mnie na Twitterze i na Instagramie.
Jeśli doceniasz moją pracę, możesz mnie wesprzeć poprzez Paypal lub przelew bankowy tytułem darowizny:



