Broń palna, łuski argumentów, myśli półautomatyczne

W sobotę w Orlando po koncercie psychofan zastrzelił Christinę Grimmie. Dzień później do nocnego klubu Pulse w tym samym mieście wszedł terrorysta z karabinem półautomatycznym. Zabił 49 ludzi, 53 osoby ciężko ranił. W środę Antonio Perkins na przedmieściach Chicago sfilmował własną śmierć z rąk gangsterów w trakcie live streamingu na Facebooku. W czwartek kula z pistoletu zakończyła życie brytyjskiej parlamentarzystki Jo Cox. Scenariusz naszej rzeczywistości w zeszłym tygodniu, zdaje się, pisał Quentin Tarantino.

ORLANDO

Podczas gdy na zwykłych ludziach bieg ostatnich wydarzeń ma efekt podkręconej grawitacji która ciągnie w dół obciążone serca i dołuje myśli, politykom nie bardzo leży przypisana w takich okolicznościach rola statystów – usilnie więc próbują wrócić do swej stałej narracji i zamiast dopasować się do zastanego kontekstu, chcą kontekst wpasować we własne interesy. W Ameryce republikanie wypierają niewygodną rzeczywistość, zaprzeczając, że Pulse jest klubem gejowskim, a zamach był bezpośrednim atakiem na środowiska LGBT+. Demokraci udają że atak miał u swego podłoża wyłącznie homofobię, tak jakby była ona zawieszona w próżni gdzieś za Plutonem, a nie silnie zakotwiczona w Islamie. W Polsce prawica wymownie milczy, tak jakby orientacja seksualna ofiar umniejszała mierze tragedii. Ważniejsze są bójki rosyjsko – angielskie między kibicami, ważniejsze, że Polak będzie sędzią piłkarskim na Euro. Dźwięk oddanych strzałów zagłuszają hałasem z trybun, bo „łączy nas piłka”, a nie sprzeciw wobec homofobii. Lewica również zdaje się wybiórczo akceptować rzeczywistość, wznosząc postulaty podania się całej partii republikańskiej do dymisji, za stanie na straży drugiej poprawki do Konstytucji, pomijając milczeniem niewygodne fakty, jak to, że Omar Mateen był zarejestrowanym wyborcą Demokratów, muzułmaninem i potomkiem imigrantów – w związku z czym pasuje jak zgubiony puzzel do głoszonej przez republikanów narracji.

MYŚLI NA AUTOPILOCIE

Politycy więc w tym jednym aspekcie zachowują się podobnie – zamiast na faktach budować wnioski, to do z góry przyjętych wniosków dostosowywują fakty – filtrują rzeczywistość dopuszczając do świadomości jedynie to, co potwierdza głoszone przez nich poglądy, a na wszystko co wymyka się przyjętym tezom mają przekierowanie 301, które bezpiecznie sprowadza myśli z powrotem na jedynie słuszne ścieżki, dla każdej ze stron adekwatnie. Łatwo jest wychwycić tę intelektualną niechlujność u polityków, ba, łatwo jest ją przyszpilić i wytknąć oponentom. Trudniej jest dostrzec swoją winę, spojrzeć na własne przekonania z dystansem. Według badań psychologicznych, wszyscy mamy tendencję do budowania zrozumienia jedynie w obrębie własnych przekonań, zamiast opierać przekonania na szerokim zrozumieniu danej tematyki. Co więcej, nasz umysłowy rozdźwięk z rzeczywistością w dalszej kolejności zostaje pogłębiony przez efekt potwierdzenia:

Nasze umysły na autopilocie szukają konfirmacji utrwalonych przekonań: do przyjętych wcześniej wniosków znajdują potwierdzające je fakty, odpowiednie źródła, czy autorytety. Nasz mózg naturalnie preferuje mieć rację, niż znać prawdę. Fakty mogą być obiektywne, rzeczywistość ostra jak brzytwa, jednak wszystko to zostaje poddane obróbce technicznej w naszych głowach, podlega subiektywnej interpretacji przez filtr indywidualnych przekonań. Zmieniając obiektyw na szerokokątny, nie trudno dostrzec, że w większej skali ów błąd percepcyjny skutkować będzie efektem polaryzacji poglądów: cokolwiek się stanie, według obserwatorów będzie potwierdzać dobitnie, że to oni mają rację – każda ze stron konfliktu adekwatnie.

Jeśli jednak rzeczywistość jest obiektywna, to sprzeczne poglądy się wykluczają, któraś ze stron się myli. Możemy dalej lecieć na umysłowym autopilocie, który zawsze tak nas poprowadzi, by połechtać nasze ego i potwierdzić betonowe poglądy, jakie by nie były, albo możemy wziąć stery we własne ręce i postawić prawdę ponad umysłową wygodę i przekonanie o nieomylności – podważyć własne przekonania i zacząć budować siatkę poglądów elastyczną, opartą na zrozumieniu. Świadomość tego, że sami mamy tendencję do przesiewania rzeczywistości przez sitko własnych poglądów może więc z powrotem nastroić nam umysł na rzeczywistość obiektywną. Takim kognitywistycznym stroikiem może być prosta zmiana w sposobie przedstawiania dylematu: zamiast opierać się na pytaniach o stanowisko w kwestii konkretnego wycinku rzeczywistości, co naturalnie prowadzi do odpowiedzi osadzonej w systemie binarnym – gdzie jasno kreślimy co jest prawdą (1) a co nią nie jest (0), warto nasze dylematy rozpatrywać w formie potencjalnych zakładów: czy jesteś gotów postawić pieniądze na to, że twoje przekonania / wiara / rozeznanie są prawdziwe? Ile jesteś gotów postawić? Taka zmiana formy rozważań przekierowywuje myśli, zmienia sposób myślenia: bo własne poglądy zaczynamy rozpatrywać w kategorii ich prawdopodobieństwa, a nie pewności, a przez to zaczynamy odpowiednio ważyć siłę przeciw-argumentów i prawdopodobieństwo również ich prawdziwości.  Naturalnie też gotowi jesteśmy głębiej się zastanowić, kiedy nasze słowa czy stanowisko mają swoje konsekwencje np. finansowe, a nie są tylko ćwiczeniem autoprezentacji i umiejętności retorycznych.

SPÓR O DOSTĘP DO BRONI

Kontekst wydarzeń z ostatniego tygodnia sprawił, że siłą wyporu temat prawa dostępu do broni ponownie wypłynął na powierzchnię. Dyskusja nad zasadnością przepisów amerykańskich, czy też koniecznością zmiany przepisów polskich wraca przy okazji każdego większego zamachu przy użyciu broni i niestety oznacza to, że wraca coraz częściej:

Dane przedstawione przez Archiwum Przemocy przy użyciu broni palnej są szokujące: przy przyjęciu definicji masowej strzelaniny jako wydarzenia w którym postrzelonych (niekoniecznie ze skutkiem śmiertelnym) jest cztery lub więcej osób nie licząc sprawców, w Ameryce masowe strzelaniny mają miejsce średnio pięć razy na każde sześć dni. Jak wynika z raportów FBI masowe strzelaniny, które mają miejsce w USA nie tylko zdarzają się coraz częściej, ale też poszczególne zdarzenia statystycznie pochłaniają coraz więcej ofiar. Znamiennym jest fakt, że nie wiadomo nawet ile wynosi rzeczywista ilość broni w rękach amerykańskich obywateli – wszelkie przedstawiane dane są jedynie szacunkowe i wahają się między 270 a 310 milionów sztuk – a więc same widełki różnic szacunkowych sięgają 40 milionów – dla porównania w Polsce całkowita liczba broni w rękach cywilów wynosi 340 tysięcy. Biorąc pod uwagę stale rosnącą liczbę zamachów przy użyciu broni, które w dodatku coraz częściej mają miejsce w szkołach, a ich ofiarami są dzieci, można by się spodziewać, że większość Amerykanów będzie mieć negatywny stosunek do broni i praw jej posiadania – przynajmniej taką narrację przedstawiają nam media. Jednak nic bardziej mylnego – jak wskazują badania równolegle wobec wzrostu częstotliwości masowych strzelanin i zamachów przy użyciu broni palnej, wzrasta też w społeczeństwie amerykańskim poparcie dla ochrony prawa obywatelskiego wyrażonego w drugiej poprawce do Konstytucji – prawa do posiadania broni.

Poparcie dla ograniczenia prawa do posiadania broni vs. poparcia ochrony praw do posiadania broni (1)

Jak to więc jest? Czy jest to swoisty masochizm społeczeństwa amerykańskiego? Czy świadomie sabotują własny interes narażając na niebezpieczeństwo siebie i bliskich? Czy też może mają ku temu  powody, racjonalne argumenty? Każdy z nas zapewne ma swój pogląd w tej kwestii: „należy prawo do posiadania broni ograniczyć, celem zwiększenia bezpieczeństwa„, bądź też na odwrót – „skoro zwiększa się niebezpieczeństwo, to należy też zwiększyć szanse obrony obywateli„. Na ile jednak są to myśli samodzielne a na ile autopilot? Na ile nasz pogląd na tę sprawę wynika z wiedzy, a na ile nasza wiedza wynika z przyjętych poglądów?

ARGUMENTY ZWOLENNIKÓW OGRANICZENIA DOSTĘPU DO BRONI

Wykres przedstawiony powyżej oczywiście, przez formę postawionego pytania jest uproszczeniem – każe respondentom opowiedzieć się po jednej z dwóch przedstawionych pozycji, wskazać która jest im bliższa bez zagłębiania się w niuanse. O ile sama kwestia dostępu do broni w społeczeństwie amerykańskim bez wątpienia ma charakter mocno polaryzujący, o tyle stanowiska zarówno zwolenników jak i przeciwników ograniczenia dostępu do broni nie dają się całkowicie ująć w systemie binarnym – oprócz dwóch skrajności jest cała gama poglądów osadzających się gdzieś pomiędzy. Zwolennicy ograniczenia dostępu do broni dzielą się więc na tych, którzy chcieliby całkowicie odebrać ją cywilom, przez tych, którzy chcieliby jedynie ograniczyć jej ilość, tych, którzy postulują ograniczenie prawa do posiadania broni według określonych kryteriów co do osoby, tych, którzy chcą tylko zaostrzenia przepisów, zwiększenia wymogów, badań środowiskowych czy psychologicznych osób posiadających broń, lub chcących ją nabyć, wprowadzenia wymaganych pozwoleń, czy też zwiększenia ilości stref w których posiadanie broni jest zakazane, wreszcie po tych, których żądania ograniczają się do skrupulatnego i bezwzględnego egzekwowania przepisów już istniejących. Naturalnie tym ostatnim bliżej jest do co poniektórych zwolenników ochrony prawa do posiadania broni, zwłaszcza tych o poglądach podobnie bliższych środka skali, niż do osób swoje poglądy osadzających po tej samej stronie skali, lecz na samym jej biegunie. Z tego względu przy analizie argumentów przedstawianych przez strony skupmy się na poglądach jednoznacznych, bardziej radykalnych, pomijając chwilowo głos osób o poglądach umiarkowanych.

Argumentacja osób żądających ograniczenia czy wręcz odebrania obywatelom prawa do posiadania broni oparta jest na prostym, na pierwszy rzut oka logicznym rozumowaniu:

Co roku na skutek użycia broni palnej w Stanach Zjednoczonych umiera około 32 000 osób. Spośród nich między 700 a 800 (około 3% ogółu) ginie na skutek wypadku, około 19 000 (60%) w wyniku samobójstwa, a około 11 000 (34%) jest skutkiem zabójstwa (pozostałe śmierci nie wchodzące do żadnej z wymienionych kategorii stanowi śmierć w wyniku działań policji oraz śmierć o nierozpoznanym charakterze). Przyłóżmy więc te trzy kategorie śmierci na skutek użycia broni palnej do powyższego schematu i zbadajmy czy i na ile jest on zasadny.

Pierwsza kategoria – śmierć na skutek wypadku w 100% potwierdza przedstawiony schemat – jeśli ludzie nie będą mieć dostępu do broni, to i nie będzie śmierci w wyniku wypadków spowodowanych jej niewłaściwym użyciem (choć nie wyklucza to wypadków spowodowanych niewłaściwym użyciem broni posiadanej nielegalnie). Oznacza to, że co roku statystycznie uchroni się życie 700-800 osób, które inaczej by zginęły w głupi sposób, uniknie wielu dramatów które przecież niejednokrotnie są udziałem dzieci.

Druga kategoria – śmierć na skutek samobójstwa przy użyciu broni palnej jest już znacznie bardziej problematyczna – warto zadać sobie pytanie: czy jeśli ktoś gotów jest popełnić samobójstwo, to czy powstrzyma go brak dostępu do broni palnej? Czy raczej w braku pistoletu sięgnie po inną metodę? Nie ma wątpliwości, że to właśnie na skutek szerokiej dostępności broni palnej w USA jej użycie jest najczęstszą metodą popełnienia samobójstwa, jednocześnie jednak wszystkie inne metody stosowane są zdecydowanie rzadziej niż w krajach o ograniczonym dostępie do broni. Jest więc dość solidna podstawa by sądzić, że jeśli odbierze się ludziom ten środek, to wybiorą inny. Jeśli podstawą delegalizacji broni palnej miałaby być ochrona przed samobójstwem, to czy przez analogię powinniśmy zdelegalizować też sznury – tak by ludzie nie mogli się powiesić, wieżowce – by nie mogli z nich skoczyć, leki przeciwbólowe – by nie mogli ich przedawkować i noże – by nie mogli podciąć sobie żył? Tak wysokie liczby osób targających się na własne życie przy użyciu pistoletu oczywiście łamią serce, nie może to jednak przesłonić nam racjonalnego obrazu sytuacji: przyłożenie schematu ochrony życia ludzkiego przez ograniczenie dostępu do broni do tej kategorii, która stanowi aż 60% wszystkich śmierci na skutek jej użycia wskazuje na bezzasadność założenia wyrażonego w schemacie.

Ostatnia kategoria – zabójstwa – jest tym, co najbardziej rozpala i dzieli opinię publiczną. Mimo oczywistej różnicy w kwalifikacji samobójstwa i zabójstwa jako zupełnie różnych czynów tak na gruncie prawnym, jak i przy moralnej ich ocenie, zestawienie ich obu ze schematem ochrony życia ludzkiego przez ograniczenie dostępu do broni wskazuje jednak na pewne podobieństwa. Ponownie więc zadać możemy pytanie analogiczne do tego postawionego w poprzednim akapicie: czy jeśli ktoś gotów jest zabić, to czy powstrzyma go brak dostępu do broni palnej? Czy też raczej w braku dostępu do broni sięgnie po inne, dostępne mu środki? Czy jeśli celem działania jest czyn zabroniony, to czyż nie jest naiwnością oczekiwanie, że sprawca raczy dostosować się do legalnych przepisów w kwestii wyboru środków służących osiągnięciu swych zamierzeń? Czy raczej gotów będzie celem dokonania zabójstwa zaopatrzyć się na czarnym rynku w broń nielegalną? Wreszcie, jeśli założony na wstępie schemat ochrony życia ludzkiego przez pozbawienie ludzi dostępu do broni jest prawdziwy w odniesieniu do zabójstw, to można by przypuszczać korelację między ilością posiadanej przez Amerykanów broni, a liczbą zabójstw. Taka korelacja faktycznie jest obserwowalna i potwierdzona przez statystyki, jednak jest to korelacja odwrócona wobec tej, którą można by wysnuć na podstawie analizowanego schematu opartego na postulacie zwolenników ograniczenia dostępu do broni:

posiadanie broni a liczba zabójstw

Szersza analiza wykazuje, że statystyki dotyczące zabójstw przy użyciu broni nie są anomalią czy przypadkiem, a spójnym elementem trendu dotyczącego wszelkiej przemocy przy użyciu broni w Stanach Zjednoczonych. Otóż mimo, że masowe strzelaniny stają się coraz częstsze, to ogólna liczba przestępstw popełnianych przy użyciu broni od ponad 20 lat spada, mimo równoległego wzrostu liczby broni, będących w posiadaniu cywilów:

Wskaźnik przemocy z użyciem broni spada od lat 90'

Korelacja oczywiście nie oznacza kauzacji – to, że statystyki przestępcze spadają przy jednoczesnym wzroście liczby posiadanej przez obywateli amerykańskich broni, nie oznacza, że jedno wynika z drugiego. Stawiana przez wielu zwolenników ograniczenia dostępu do broni teza, że mniej broni oznacza mniej przestępczości staje się jednak dosyć wątpliwa przy obserwowalnym trendzie odwrotnym, gdzie więcej broni oznacza mniej przestępczości. Nawet więc jeśli spadek przestępczości nie jest skutkiem wzrostu procenta obywateli posiadających dostęp do broni palnej, to na podstawie dostępnym nam danych można wysnuć wniosek, że spadek przestępczości jest możliwy bez ograniczenia prawa do posiadania broni, ergo wysoki wskaźnik posiadania broni jest co najmniej czynnikiem obojętnym wobec przestępczości, jeśli nie czynnikiem mającym bezpośredni wpływ na jej spadek.

W jaki sposób do przedstawionych danych odnoszą się zwolennicy ograniczenia prawa do posiadania broni? Na czym opierają swoje argumenty?

Rozmiar przemocy z użyciem broni w Stanach Zjednoczonych wytłumaczony na podstawie 18 wykresów” – brzmi tytuł, sugerując że przedstawione nam zostaną fakty i statystyki, na których podstawie zrozumiemy przyczyny skali przestępczości w USA. Pierwsze wykresy pokrywają się z wykresami przez nas już zanalizowanymi. Następnie (3:15) przedstawiony nam zostaje wykres porównujący skalę zabójstw na 100 000 mieszkańców w Stanach Zjednoczonych w porównaniu do innych wysoko rozwiniętych państw: Kanady, Nowej Zelandii, Holandii, Australii, Irlandii, Norwegii, Niemiec i Szwajcarii. Z wykresu wynika, że statystyki zabójstw w USA mocno odstają od statystyk dla pozostałych państw, tworząc niechlubny wyjątek pośród państw wysoko rozwiniętych. Pytanie jednak brzmi: jak się to ma do statystyk ogólnoświatowych? Dlaczego akurat kraje wysokorozwinięte stanowią zupełnie oddzielną kategorię, skoro nie mówimy o związkach przestępczości z poziomem biedy, a ilością broni? Otóż ogólnoświatowe statystyki rysują nam zgoła odmienny obraz rzeczywistości: w 2004 roku wskaźnik zabójstw (liczba zabójstw umyślnych na 100 000 mieszkańców) według średniej światowej wynosił 7.6, w 2010 – 6.9, a w 2012 – 6.2, ten sam wskaźnik dla Stanów Zjednoczonych wynosi 3.9. Faktycznie w porównaniu z wybranymi krajami wysoko rozwiniętymi (Kanada – 1.4; Szwajcaria – 0.5;  Australia 1.0) wciąż jest to wysoki wynik, jednak są też inne kraje wchodzące w skład krajów wysoko rozwiniętych, które w przedstawionym wykresie zostały pominięte, a których wskaźnik porównywalny jest (Łotwa – 3.9), lub nawet wyższy (Litwa – 5.5) od wskaźnika USA. Wykres przedstawiony w materiale filmowym wybiórczo więc przedstawia nam statystyki – najpierw spośród danych światowych ograniczając się do państw najbardziej rozwiniętych, a następnie nawet spośród nich wybierając jedynie te, które pasują do z góry przyjętej tezy. Mimo tych nieścisłości oczywiście przedstawione dane dotyczące zabójstw w USA na tle państw takich jak Kanada, Szwajcaria, czy Nowa Zelandia wciąż są zastanawiające. Tym bardziej ciekawa jest następna część argumentacji (3:50), która wskazuje, że wyższe wskaźniki w porównaniu z tymi państwami dotyczą jedynie zabójstw – inne przestępstwa jak włamania czy napaście na tle tych samych państw mają miejsce znacznie rzadziej. Trudno więc się więc nie zgodzić z wysuwanym wnioskiem (4:10) – Problemem nie jest to, że w Stanach Zjednoczonych jest większa przestępczość. Problemem jest to, że przestępczość w Stanach Zjednoczonych jest znacznie groźniejsza i częściej kończy się śmiercią. 

Zgadzamy się co do oceny stanu rzeczy. Jaka więc jest tego przyczyna? W tym momencie przedstawiony zostaje nam kolejny wykres – według którego coroczna liczba śmierci spowodowanych użyciem broni przewyższa tę spowodowaną AIDS, narkotykami, wojnami w Iraku i Afganistanie i terroryzmem łącznie. Co mają jednak wspólnego AIDS, narkotyki, wojny i terroryzm? Dlaczego akurat do nich przyrównuje się statystyki dotyczące śmierci na skutek użycia broni palnej? O każdej z podanych przyczyn bardzo jest głośno w mediach, a jednocześnie liczba ich ofiar pośród obywateli amerykańskich w skali całego kraju jest znikoma – równie dobrze do tych szokujących danych można by dodać jeszcze wszystkie ofiary Charles’a Mansona, aligatorów i osoby, które zginęły robiąc sobie selfie – wtedy zestawienie jeszcze bardziej mroziłoby krew w żyłach. Dlaczego Vox nie zestawił paska przedstawiającego śmierć na skutek użycia broni ze statystykami śmierci na skutek popełnienia błędów medycznych (corocznie ponad 400 000 zgonów!) czy nadużycia alkoholu (88 000)? Co więcej suma śmierci w wyniku tych wskazanych przyczyn zestawiona jest nie z liczbą zabójstw i wypadków przy użyciu broni, a z całkowitą liczbą śmierci na skutek jej użycia, której aż 60% stanowią przecież samobójstwa. Przedstawiony wykres w żaden sposób nie obrazuje nam rzeczywistości, jest zwykłą manipulacją mającą na celu przekłamać nam prawdziwy obraz sytuacji, dostosować go do przyjętych poglądów, stworzyć przeczywistość.

Autorka kontynuuje stwierdzając, że jest oczywistym, że poziom przemocy z użyciem broni jest pośród krajów rozwiniętych wyłącznie amerykańskim problemem, a przyczyną tego jest… ilość posiadanej przez Amerykanów broni. Według dostępnych statystyk od ponad 20 lat wraz ze wzrostem liczby broni w rękach Amerykanów przestępczość z jej użyciem spada – czyli rzeczywistość jest dokładną odwrotnością wniosków wysuwanych w filmiku. Autorka nie tylko więc pominęła dostępne dane, dlatego, że nie pasowały jej do przyjętych z góry tez, ale manipulując danymi włączonymi do wykresów próbuje odwrócić rzeczywisty obraz sytuacji w jego negatyw. Ten umyślny brak rzetelności ciągnie się dalej – kiedy po raz kolejny porównuje na wykresie Stany Zjednoczone, jak wiadomo nie bez powodu, właśnie ze Szwajcarią, Kanadą i Nową Zelandią itd., ponownie też wliczając do statystyk samobójstwa, po to tylko by różnice zdawały się jeszcze większe.

Przedstawiony filmik w doskonały sposób obrazuje to o czym pisałam wcześniej – że większość z nas ma tendencje do dostosowywania naszej wiedzy do wcześniej przyjętych przekonań, zamiast dostosowywać przekonania do dostępnej wiedzy. Nasze poglądy są foremką i gotowi jesteśmy w niej zmieścić jedynie te ziarnka argumentów, które je potwierdzają. Zwolennicy ograniczenia prawa posiadania broni najpewniej chętnie przyklasną przedstawionej w filmiku argumentacji – po jego obejrzeniu będą mieć poczucie, że oto od początku mieli rację, a statystyki bezwzględnie potwierdzają ich przekonania. Nie zauważą błędów logicznych, czy manipulacji danymi, nie podważą przedstawianych wniosków. Zaciekli obrońcy drugiej poprawki do Konstytucji najpewniej w ogóle tego filmiku nie zobaczą – zgodnie z efektem konfirmacji będą oglądać filmiki potwierdzające ich stanowiska, również ich nie kwestionując. Statystycznie każdy w jakiś kwestiach się myli, będąc święcie przekonanym, że jego poglądy oparte są na niepodważalnej, obiektywnej wiedzy, w rzeczywistości jednak wiedzę upychając w foremki poglądów. Statystycznie każdy z nas bez świadomości żyje w bańce własnej przeczywistości.

EKONOMICZNA ANALIZA PRAWA

Na styku prawa i ekonomii znajduje się dziedzina wiedzy, która stara się prawo i jego zastosowanie analizować pod względem wskaźników ekonomicznych, takich jak efektywność, ale też przykładać je pod lupę pozornie odległych dziedzin wiedzy: teorii gier, kognitywistyki, teorii decyzji czy psychologii. Ekonomiczna analiza prawa (Law & Economics) zajmuje się namacalnymi, popartymi statystykami, skutkami konkretnych rozwiązań legislacyjnych, w ten sposób pozwalając na prawo spojrzeć szerzej – nie jedynie jako spis artykułów i paragrafów, nie tylko przez pryzmat wartości jakie w swym zamierzeniu owe przepisy mają chronić, lecz na ich realne skutki w rzeczywistości, które mogą być zupełnie odwrotne od zamierzonych. Analizując czy przewidując skutki konkretnych regulacji, ekonomiczna analiza prawa może więc spośród różnych alternatywnych rozwiązań legislacyjnych wskazywać te, które są najbardziej efektywne.

Zacznijmy od teorii.

W obliczu tragedii takich jak te wszystkie, które miały miejsce w zeszłym tygodniu zwolennicy ograniczenia dostępu do broni podnoszą głos, wskazując, że gdyby przepisy nie zezwalały na swobodny dostęp do broni, do tragedii by nie doszło – ofiary wciąż by żyły. Na tej podstawie wyciągają wnioski, że im mniej broni palnej, tym mniej tego rodzaju tragedii, a więc ograniczenie dostępu do broni palnej w zamierzeniu ograniczyć ma tego rodzaju przestępczość. Zauważmy, że według tego schematu stanem docelowym jest rzeczywistość w której nikt nie ma dostępu do broni – nikt nie może kawałkiem metalu sterroryzować reszty, ani ukrócić innym życia. Równowaga rozbrojenia nie prowadzi jednak do równowagi sił – prowadzi do sytuacji gdzie silniejszy fizycznie ma statystycznie przewagę nad słabszym. Mający fizyczną przewagę mężczyźni mogą więc z łatwością zgwałcić przeważnie słabsze kobiety, młodzi zyskują przewagę nad starszymi, wyrośnięte osiłki nad dziećmi, zorganizowane gangi i grupy przestępcze nad rozproszonymi jednostkami. W średniowieczu ów docelowy punkt całkowitego rozbrojenia z broni palnej miał przecież miejsce i nie skutkowało to zanikiem przestępczości, podobnie w fikcyjnej Grze o Tron brak broni palnej nie zmienia bohaterów w pacyfistów z kwiatami we włosach i pieśnią na ustach, których w kolorowe łaszki ubierają leśne ptaszki: wojny, walki, napaści, gwałty wciąż mają miejsce przy użyciu innych narzędzi, które ponownie – faworyzują silniejszych.

Wszystko to ma swoją teoretyczną podstawę – w bardzo bazowym ekonomicznym koncepcie celów, środków i substytutów. Przestępca wyznacza sobie cel – jest nim dokonanie określonego czynu zabronionego. Do jego osiągnięcia ma kilka alternatywnych środków które mogą mu ku temu posłużyć – środki te są wzajemnie wobec siebie substytutami. Kiedy twoim celem na imprezie jest się upić – możesz sączyć tuzin piw, wypić sześć drinków z palemką lub sięgnąć patriotycznie po wódkę – wszystkie opcje pozwolą ci osiągnąć cel, jeśli zaś jedna z opcji nie będzie dostępna sięgniesz po substytut. Jeśli umówiłaś się ze znajomymi na oglądanie meczu polskiej reprezentacji i akurat tego dnia silnik nie chce zapalić – weźmiesz taksówkę, lub skorzystasz z komunikacji miejskiej. Eliminacja jednego z dostępnych środków nie prowadzi więc do rezygnacji z celu. Tak też w przypadku przestępstw – brak dostępności broni palnej nie powstrzymuje przestępców przed osiągnięciem powziętych zamiarów.

Mimo jednak, że broń palna ma wiele substytutów, to ma też cechy odróżniające ją od innych dostępnych przestępcom narzędzi walki takich jak noże, bomby, siekiery czy miecze, że jej użycie jest proste i nie wymaga siły, ani konieczności fizycznego kontaktu z przeciwnikiem do tego by go pokonać – strzelić z pistoletu można z odległości, z drugiej zaś strony w odróżnieniu np. od łuku, który w bezpośrednim starciu z przeciwnikiem jest bezużyteczny, z broni palnej strzelić też można z bliska. Osoby nieuzbrojone będące świadkiem dokonywania przestępstwa w większości przypadków nie zareagują – chcąc chronić własne życie nie będą go narażać próbując pomóc ofierze fizycznie odeprzeć atak. W przypadku posiadania broni palnej starsza pani będąca świadkiem zdarzenia może obezwładnić napastnika z bezpiecznej odległości, nie narażając się na niebezpieczeństwo. Przedstawiciele mniejszości m.in. LGBT+ którzy wciąż bardziej narażeni są na fizyczne ataki i przemoc mogą uchronić swoje życie, lub życie osoby bliskiej. Z tych wszystkich powodów broń palna może być narzędziem wyrównującym szanse – osoba która posiada broń palną jest w stanie obronić się nawet przed przeciwnikiem pod każdym względem silniejszym: kobieta ma więc szanse w starciu z mężczyzną, starszy człowiek ma szanse zaatakowany przez młodego byczka, nawet jednostka jest w stanie stawić opór całemu gangowi przestępców – pod warunkiem jednak, że broń palna w każdej z tych sytuacji znajduje się po stronie ofiary, nie oprawcy.

Równowaga rozbrojenia ma jednak jeszcze jedną, dość poważną wadę – nie jest już możliwa do osiągnięcia, a w związku z tym opieranie się na niej jest fikcyjne bardziej niż cała seria Gry o Tron. Państwo może wprowadzić całkowity i bezwzględny zakaz posiadania broni palnej – przykłady delegalizacji narkotyków, prostytucji czy aborcji wskazują jednak wyraźnie, że państwo nie ma możliwości realnego wyeliminowania zdelegalizowanych produktów czy praktyk ze społeczeństwa – może co najwyżej swoim zakazem podnieść ich cenę na czarnym rynku. Bariera finansowa może z kolei realnie uniemożliwić wielu osobom dostęp do nielegalnej broni, nie może jednak zabrać go wszystkim – prędzej czy później trafi ona w ręce tego, kto da za nią najwięcej.

Jak powiedział Lenin „Jedna osoba z pistoletem jest w stanie kontrolować 100 osób bez pistoletu”. Jeśli więc państwo delegalizuje broń, a nie jest w stanie wyeliminować broni dostępnej na czarnym rynku, to broń w społeczeństwie posiadają wyłącznie przestępcy i to oni zyskują przewagę siłową nad resztą przykładnych, przestrzegających prawa obywateli.

Na tym jednak zaburzenie równowagi w społeczeństwie się nie kończy. Oprócz bowiem asymetrii siły w sytuacjach gdy tylko przestępcy mają dostęp do broni, mamy tu do czynienia również z asymetrią informacji. Kiedy więc dochodzi do ataku, praworządni obywatele nie spodziewają się zamachu, ani tego, że ktokolwiek wokół uzbrojony będzie w broń palną. Przestępcy zaś nie tylko wiedzą, że mają broń, wiedzą też, że nikt z pozostałych uczestników zajścia jej nie ma,  że nikt nie jest w stanie zrównoważyć ich siły. Ponownie więc zastosowanie ma teoria substytutu – przestępcy obojętne jest miejsce dokonania zbrodni – mając przed sobą alternatywę strzelania do potencjalnie uzbrojonych ofiar, czy też strzelania do osób przez nakaz prawa rozbrojonych wybierze drugą opcję. Nie jest więc przypadkiem, że wszystkie wielkie zamachy przy użyciu broni w Stanach Zjednoczonych od 1950 roku (i zdecydowana większość masowych strzelanin w ogóle) miały miejsce w strefach gdzie noszenie broni przez obywateli jest zakazane (tak zwane gun-free zones, w której klub Pulse w Orlando również, według prawa stanowego się znajduje). Prawo, które w swym założeniu i teorii ma chronić obywateli w rzeczywistości ma skutek dokładnie odwrotny – zakaz noszenia broni w szkołach sprawia, że są one nieporównywalnie łatwiejszym celem dla zamachowców niż zjazd kowbojów na ranczu w Teksasie – i, co trzeba podkreślić, różnica w dostępie do informacji dla przestępców jest istotna nawet jeśli stan faktyczny w obu przypadkach jest identyczny – na ranczu w Teksasie również żaden z uczestników zjazdu może nie być uzbrojony, jednak fakt, że przestępca o tym nie wie i musi liczyć się z możliwością konfrontacji z osobami uzbrojonymi po zęby sprawia, że nie będzie podejmował ryzyka – zamiast tego do przeprowadzenia ataku wybierze miejsce w strefie, gdzie noszenie broni jest zakazane.

Zastanówmy się więc nad tym w jaki sposób swobodny dostęp do broni palnej zmienia sytuację. Zdecydowaną większość społeczeństwa stanowią obywatele przestrzegający prawa, nie schodzący na drogę przestępczości. Im więcej więc obywateli ma dostęp do broni palnej, tym statystycznie większe prawdopodobieństwo, że więcej „dobrych obywateli” będzie mieć broń, niż że będą ją mieć przestępcy – tym samym więc przewaga siły ponownie znajduje się po stronie „dobrych”. Na stronę przestępców przerzucony też zostaje problem asymetrii informacji – przestępca atakując nie wie, czy ofiara lub ktokolwiek inny wokół nie ma przy sobie broni przy pomocy której może go obezwładnić lub nawet zastrzelić. A to pociąga za sobą kolejne konsekwencje. Przestępca planując wykroczenie tak jak każdy homo oeconomicus waży potencjalne korzyści, rozważa możliwe koszta operacji oraz ryzyko ich poniesienia. W sytuacji gdy posiadanie broni przez obywateli jest zakazane – koszta przestępstwa i ryzyko ich poniesienia są nieporównywalnie niższe, niż w sytuacji gdy kosztem popełnienia przestępstwa może być życie, a ryzyko jego poniesienia jest duże, ze względu na wysoki odsetek uzbrojonych obywateli. Wszystko to sprawia, że prawo posiadania broni tworzy swego rodzaju parasol ochronny nad całym społeczeństwem – chroni nie tylko tych , którzy z tego prawa decydują się korzystać, ale również tych, którzy z bronią nie chcą mieć nic wspólnego – przestępca bowiem nie wie, kto za paskiem czy w torebce ma pistolet, którym może odeprzeć atak a kto broni nie posiada, zawsze więc liczyć się musi z ewentualnością kontrataku – a to sprawia, że zarówno koszty przestępstwa jak i ryzyko ich poniesienia wzrastają – często skutecznie odstraszając potencjalnych przestępców. Wszystko to logicznie ma swoje odzwierciedlenie w statystykach, między innymi w tych przetoczonych na oglądanym przez nas wcześniej filmiku – nawet w porównaniu ze szczególnie wyselekcjonowaną grupą państw o niskiej przestępczości takimi jak Kanada czy Szwajcaria, Stany Zjednoczone cechują się stosunkowo małą liczbą przestępstw takich jak włamania czy napaście.

Ale swobodny dostęp do broni ma również swoją ciemną stronę. Jak pamiętamy z materiału filmowego: Problemem nie jest to, że w Stanach Zjednoczonych jest większa przestępczość. Problemem jest to, że przestępczość w Stanach Zjednoczonych jest znacznie groźniejsza i częściej kończy się śmiercią. Fakt, że każda potencjalna ofiara, jak i każdy przypadkowy obserwator może posiadać broń, z której zastrzelić może zamachowca z jednej strony zwiększa koszta przestępstw i ryzyko ich poniesienia – co często skutecznie odstrasza przed łamaniem prawa, z drugiej zaś strony zwiększa podejmowane przez najbardziej zdeterminowanych przestępców środki przygotowawcze celem ich dokonania – przestępstwa które w kraju rozbrojonym przeprowadzone by były zazwyczaj bez użycia broni (jak drobne kradzieże, czy włamania) w Stanach Zjednoczonych przeprowadzane będą z użyciem broni – gdyż przestępcy nie chcą narażać się na bycie w słabszej pozycji niż ofiary. To co w Polsce na przykład skończyć się może bijatyką, wyzwiskami czy zniszczeniem mienia w Stanach kończy się strzelaniną i ofiarami śmiertelnymi. W tym aspekcie niewątpliwie więc zwolennicy ograniczenia dostępu do broni mają rację – szeroki dostęp do broni może katalizować przemoc – istotnie przyczyniając się do wyższej liczby strzelanin i zabójstw przy użyciu broni.

Przedstawiona teoria ekonomicznej analizy prawa do posiadania broni ma swoje odbicie w licznych statystykach. Reguła „więcej broni oznacza mniej przestępczości” ma swoje potwierdzenie na przestrzeni dziesiątek już lat tak na poziomie krajowym, jak i stanowym. Odbicie w rzeczywistości ma również korelacja sytuacji odwróconej – „im mniej broni – tym więcej przestępczości”, czego najdobitniejszym przykładem jest Chicago – miasto o najsurowszych przepisach dotyczących posiadania broni, jednocześnie o największej skali przestępczości przy użyciu broni właśnie.

Media informują jedynie o tragediach, milczą jednak o licznych sytuacjach w których broń nie zabija, a jak nazwa wskazuje – służy obronie: każdego roku w Stanach Zjednoczonych broń palna służy ochronie życia 80 razy częściej, niż je odbiera (i to z włączeniem wypadków i samobójstw), dzięki niej 200 000 kobiet rocznie znajduje ratunek od wykorzystania seksualnego.  Według analiz statystyk przestępczości przedstawionych przez FBI w stanach w których wprowadzono prawa zezwalające na posiadanie broni liczba popełnianych morderstw spadła średnio o 8.5%, liczba gwałtów obniżyła się o 5%, napaść z bronią w ręku o 7%, a rabunek o 3%.

Jak wskazuje prawnik zajmujący się ochroną prawa do broni Don B. Kates Jr, dostępne dane i statystyki nie pozostawiają miejsca na trzymanie się radykalnych postulatów ograniczenia lub też odebrania obywatelom dostępu do broni palnej:

Brak rozpoznania przytłaczających opracowań naukowych przez przeciwników prawa do posiadania broni odzwierciedla to, że „wielka amerykańska wojna o pistolet” jest tak naprawdę konfliktem kulturowym. Mniej niż na dostępnej nam wiedzy kryminologicznej opiera się na ideologii i moralności (…) Przez to, że ich perspektywa w swej istocie nie jest oparta na pragmatyce ani na kryminologii, przeciwnicy broni w naturalny sposób nie są zainteresowani stawianiem pytań praktycznych, takich jak to, czy polityka zakazu broni będzie rzeczywiście skutkować rozbrojeniem przestępców, czy też czy realnie zredukuje poziom przemocy. Tego typu rozważania są dla nich nieodpowiednie i nieistotne, gdyż cel delegalizacji broni palnej ma charakter moralny, kulturowy i symboliczny. Szukają praw potwierdzających w sposób symboliczny ich moralną wizję, równocześnie odrzucając i potępiając przeciwną im wizję moralną zwolenników prawa do posiadania broni

Łatwo więc byłoby w tym punkcie nasze rozważania zakończyć, przyznając jednej stronie całkowitą rację, drugiej zaś wytykając ignorancję czy błąd w myśleniu – wracając jednak do wcześniejszych rozważań psychologicznych – byłoby to nieuczciwością intelektualną. Również ten wniosek musimy być gotowi podważyć, również w nim musimy próbować doszukać się nieścisłości, w przeciwnym razie narażamy się na niebezpieczeństwo, że ponownie, padniemy ofiarą własnego umysłu, uwikłamy się w przeczywistość.

Szeroki dostęp do broni z jednej strony prowadzi do mniejszej liczby przestępstw, z drugiej zaś realnie zwiększa poziom przemocy, a przez to i śmiertelność przy przestępstwach do których jednak dochodzi (co ma swoje odzwierciedlenie w statystykach zabójstw). Oznacza to, że jednym z kosztów ogólnego spadku przestępczości jest inny problem – wzrost przemocy. Jest to o tyle istotne, że z czasem szale mogą się przechylić – negatywny skutek szerokiego dostępu do broni może przeważyć skutki pozytywne. Jest to oczywiście jedynie hipotezą. Aktualnie aktywnie z dostępu do broni palnej korzysta około 30% Amerykanów (co przy szacowanej liczbie broni w Stanach oznacza, że wielu z nich posiada dość sporą kolekcję broni palnej). Wszelkie dostępne nam dane potwierdzają regułę, że „więcej broni oznacza mniej przestępczości”, może być jednak tak, że widzimy jedynie wycinek rzeczywistości, a przez to i wycinek wykresu. To co teraz sprawia wrażenie prostej – przy większym nasyceniu bronią społeczeństwa amerykańskiego okazać się może krzywą na wzór tej Laffera – według której większa ilość broni zwiększa bezpieczeństwo do określonego punktu optimum, po którym zaś sytuacja się odwraca. Gdyż owszem – większość społeczeństwa stanowią osoby przestrzegające prawa, jednocześnie jednak większości osób czasem puszczają nerwy, krwawi serce, czy pęka głowa. Dostęp do broni może więc (acz nie musi) prowadzić do konfrontacji przy użyciu broni palnej w sytuacjach gdzie w innych okolicznościach wystarczyłyby wyzwiska czy szarpanina. Przy ogromnej skali tego rodzaju przemocy sytuacja zostałaby odwrócona – duża ilość broni miałaby w ogólnym rozliczeniu negatywne skutki dla bezpieczeństwa.

Co więcej szeroki dostęp do broni nie oznacza braku jakichkolwiek jego regulacji – wszelkie korzyści jakie więc płyną z prawa do posiadania broni, mogą być zachowane przy jednoczesnych obostrzeniach czy badaniach środowiskowych wobec osób chcących z tych praw korzystać. To, że w ogólnym rozrachunku „więcej broni oznacza mniej przestępczości” nie wyklucza tego, że do wielu przestępstw mimo wszystko może dochodzić w związku z łatwym dostępem do broni – jednak liczba ta ukryta jest w statystykach przy ogólnym trendzie spadku przestępczości. Może być więc i tak, że „więcej broni regulowanej w sposób racjonalny i odpowiedzialny oznacza jeszcze mniej przestępczości niż duża ilość broni pozbawiona owych obostrzeń”. Zwolennicy o poglądach umiarkowanych w kwestii prawa dostępu do broni postulują w szczególności zamknięcie dziur w obowiązującym już prawie i bardziej konsekwentne i bezwzględne egzekwowanie przepisów już istniejących, inni z kolei jak Michael Moore, zwracają uwagę na to, że prawdziwe źródło problemu wielkich zamachów z użyciem broni palnej takich jak Columbine czy Virginia Tech tkwić może nie w samym dostępie do broni, a w dostępie do broni osób zażywających leki antydepresyjne, uspokajające czy inne leki psychotropowe, których skutkiem ubocznym może być autoagresja bądź ataki przemocy wobec otoczenia. Zatrważające wręcz jest zestawienie zamachów w szkołach przy użyciu broni palnej z dostępnymi danymi o farmaceutykach zażywanych bądź będących w fazie odstawiania przez zamachowców, nie mówiąc o możliwych korelacjach tego typu leków ze statystykami dotyczącymi samobójstw. Obostrzenie prawa dostępu do broni wobec osób przez zażywanie leków psychotropowych będących sytuacyjnie w grupie podwyższonego ryzyka szargnięcia się na życie swoje lub ludzi wokół nie pozbawia całego społeczeństwa parasola ochronnego wynikającego z powszechnego dostępu do broni – jest jedynie racjonalnym krokiem miarkowania ryzyka. Rozsądne regulacje nie muszą więc uderzać w korzyści płynące z prawa do posiadania broni, a wręcz mogą optymalizować efektywność tego prawa.

NIE TO CO W RĘKU, A TO CO W GŁOWIE

Zaciekli obrońcy drugiej poprawki do konstytucji nieustannie powtarzają, że „to nie pistolet zabija, a człowiek” – jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, trudno nie przyznać im racji – prawda zazwyczaj kryje się w oczywistościach. O śmierci wszystkich ofiar zeszłotygodniowych strzelanin nie zdecydowało narzędzie zbrodni, a ludzie, którzy w swych umysłach nie podważyli przyjętych przekonań, a zgodnie z nimi uznali, że mają prawo odebrać innym życie. Tego typu wydarzenia wywołują w nas emocjonalną reakcję, przez co zazwyczaj postrzegamy je jako problem serca – skutek deprawacji czy braków w moralności. W tym samym stopniu jednak zbrodnie te mogą mieć swoje źródło nie w sercu, a w głowie. Błędne przekonania wciągnąć mogą nie tylko zamachowców, ale i nas w umysłową przeczywistość, a podjęcie aktywnych działań w oparciu o nie prowadzić może do szerzenia jej na zewnątrz i obciążania jej konsekwencjami innych. Zbyt często ograniczamy się w ocenach moralnych jedynie do oceny uczuć, emocji, czy motywacji, zapominając że zło może być wynikiem błędu w sferze myśli – konsekwencją uznania kłamstwa za prawdę, mimo dobrych intencji. Każdy z nas ma tendencje do dostosowywania faktów, wiedzy i argumentów do przyjętych przekonań, każdy z nas na umysłowym autopilocie może paść ofiarą efektu konfirmacji. Z tych wszystkich powodów niezmiernie istotne jest ćwiczenie się w intelektualnej samodyscyplinie, podważaniu tego co zdaje się być niepodważalne, ważeniu kontrargumentów, a przede wszystkim – uważnym i otwartym słuchaniu ludzi o odmiennych poglądach. Zamiast więc stawiać internetową świeczkę, czy wrzucać obrazkowe symbole w media społecznościowe wysłuchaj z otwartością kogoś, kto reprezentuje przeciwny Ci biegun światopoglądowy, spróbuj zrozumieć osobę, która według Twojej percepcji błądzi na każdym poziomie, wreszcie zapytaj samego siebie, jakie są podstawy Twoich własnych przekonań. Jeśli zamachowcy przez błędne przekonania mogą zmienić nasz świat na gorsze, to również i my, rzetelnie dociekając prawdy możemy go realnie zmienić na lepsze.


Bibliografia:

Gun Control: an Economic Analysis, Scott A. Kjar, FEE- Foundation for Economic Education

The concealed handgun deabte, John R. Lott Jr., The Journal of Legal Studies, Vol. 27, No. 1 (January 1998), pp. 221-243, The University of Chicago Press

Does the right to carry concealed handguns deter countable crimes? Only a count analysis can say, Florenz Plassmann – State University of New York at Binghamton and  T. Nolaus Tideman – Virginia Polytechnic Institute and State University

Would banning firearms reduce murder and suicide? A review of international and some domestic evidence, Don B. Kates and Gary Mauser,  Harvard Journal of Law & Public Policy, Vol 30 no 2, pp. 649-694.

Gun Control: Separating Reality from Symbolism, Don B. Kates, Jr.,  Journal of Contemporary Law; Don B. Kates. Originally published as 20 J. CONTEMP. L. 353-379 (1994)

A Game Theoretic Model of Gun Control, Robert Taylor, Department of Economics and Finance, College of Business, East Tennessee State University, Johnson City, Tennessee

Dostawaj powiadomienia o wpisach mailem

KRZYKNIJ:Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Share on RedditEmail to someoneshare on Tumblr